niedziela, 15 stycznia 2017

16. Monika

Dziś obudziłam się sama. Bez pomocy budzika, czy krzyków Heleny. Wstałam grubo przed czasem, ale przypominając sobie wydarzenia zeszłego wieczoru dosłownie wyskoczyłam spod kołdry i zaczęłam radośnie skakać po pokoju. Wspaniałe uczucie obudzić się z rozpierająca cię energią, bo wiesz, że już nie musisz się martwić, a bynajmniej na razie. W każdym razie jesteśmy w tym razem. RAZEM! FILIP I JA, JA I FILIP! Żadne zmartwienia rodzicami, nie popsują mi tej radości, spowodowanej byciem z nim! Cieszyłam się jak dziecko! Az przyłożyłam sobie dłoń do czoła, aby sprawdzić, czy nie mam gorączki, jednak wszystko było w porządku. "Kobieta zmienną jest"- to prawda! Wczoraj wielce zmartwiona, dziś szczęśliwa. I choć wiem, że to nie koniec, a zaledwie początek naszych problemów, to chce mi się wyć ze szczęścia, bo teraz nie musimy niczego udawać, chociaż przed sobą nawzajem. Kiedy tylko znajdziemy się sami mogę bezkarnie go pocałować i wtulić się w niego tak mocno, jak tylko zapragnę.
Wręcz w tanecznym kroku podbiegłam do szafki i zaczęłam szukać w niej czegoś odpowiedniego. Chciałam dziś wyglądać ślicznie, choć wiem że to głupie. Przecież Filip ze mną mieszka, widujemy się codziennie, on podoba mi się już od dłuższego czasu, ale to właśnie dziś chcę wyglądać lepiej niż zwykle. Logika dziewczyn... Tego nikt nie zrozumie, czasem nawet same dziewczyny. 
Wybrałam jasno jeansowe  rurki i swoją nową, pódrowo - różową bluzkę, którą kupiłam w Hiszpanii. Dorzuciłam do tego srebrną bransoletkę. 
Po założeniu na siebie tego wszystkiego, pomknęłam do łazienki i tam wykonałam wszystkie poranne czynności. Nie przesadzałam z makijażem, bo wiedziałam, że Filipowi się taki nie podoba, natomiast podrasowałam fryzurę, prostując sobie włosy, czego raczej często nie robię. 
Spoglądając w lustro na efekt końcowy, mogłam nieskromnie powiedzieć, że bardzo mi się spodobał. Uśmiechnęłam się szeroko do własnego odbicia i wyszłam z łazienki, pewnym krokiem kierując się na dół. 
W kuchni zastałam całą trójkę rodzeństwa, dlatego od razu pomyślałam, że Monika mogłaby się zmyć. Momentalnie jednak, zrobiło mi się głupio. Filip to jej brat, a Lena to jej siostra, a zdecydowanie spędza z nimi mniej czasu niż ja. Zastanawia mnie czasami, czy czuje się odtrącona. Przyjaciółka i CHŁOPAK mówią mi oczywiście, że ona tak zawsze, że ma swój świat, i tak dalej, ale mimo to, często miewam wyrzuty i myślę, iż to moja wina. Obwiniam się, że weszłam z buciorami do tej trójki. 
- Cześć wszystkim. - odrzuciłam wszystkie złe myśli, kiedy Filip oderwał się od swoich kanapek i spojrzał na mnie. Widziałam jak zaświeciły mu się oczy, kiedy mnie zobaczył, i zapragnęłam, aby zawsze tak świeciły.
- Cześć. -powiedział, starając się zabrzmieć normalnie, lecz wyczułam, że ostro się hamuje. 
- No hej, hej. - Lena popatrzyła na mnie znacząco, co dało mi do zrozumienia, że brat zdał jej szczegółowe relacje. 
- Cześć. - Monika uśmiechnęła się ironicznie i wróciła do spożywania swoich płatków z mlekiem. 
Cóż, mój żołądek także dał mi doszczętnie znać, że jest głodny, więc i ja zabrałam się za  przygotowanie sobie czegoś, do zjedzenia. 

Siedzieliśmy przy stole i się nie odzywaliśmy. Zajęłam miejsce obok Filipa, mając nadzieje, że to nie zburzy naszego planu. Tak, czy siak, nie mogłam się powstrzymać. Doskonale wiedziałam, że Filip, Lena i ja czekamy na to samo... Aż Monika wyjdzie... Po raz kolejny zrobiło mi się głupio, i to do tego stopnia, że aż obdarzyłam dziewczynę współczującym spojrzeniem. Na szczęście nic nie zauważyła, bo pochłonięta była przeglądaniem czegoś na telefonie i jedzeniem. 
W końcu jednak skończyła, wstała od stołu, odniosła miskę do zlewu i wyszła. 
Lena dała nam znak, abyśmy byli cicho, przykładając sobie palec do warg. Podeszła do drzwi, rozejrzała się, czy aby na pewno "teren jest czysty", po czym zamknęła je z trzaskiem i piszcząc podbiegła do nas. 
- GRATULACJE KOCHANI! - Przytuliła najpierw brata, później mnie. - Szczerze ci powiem, że to było strasznie trudne nie wygadać ci się, ale było warto! - klasnęła w dłonie. - Wiedziałam, że on ci się podoba. Ale czemu nic nie powiedziałaś? - skrzyżowała ręce na piersi, udając obrażoną, ale za nim coś odpowiedziałam, wykrzyknęła znowu: - tak strasznie się cieszę! Wiem, że to trochę kontrowersyjny związek, ale rodzice na pewno zrozumieją. A no tak ukrywacie się, nie martwcie się ja nic nie powiem, buzia na kłódkę. - zrobiła tradycyjny znak "zamykania" ust, przekręcenia kluczyka i wyrzucenia go za siebie. 
- Dasz mi coś powiedzieć? - Filip był nie mniej rozbawiony, jak ja. 
- Yhm. - odparła przez, nadal, zaciśnięte usta.
- Prześlicznie dziś wyglądasz. - złapał moją dłoń i nachylił się lekko, aby mnie pocałować.
- Blee nie przy ludziach. -jego siostra zaśmiała się, a on zgromił ją wzrokiem. 
- Tak? A mam ci przypomnieć, jak tata kazał mi iść zobaczyć co wy tam na  górze robicie i... 
- Nie ważne! - powstrzymała go swoim donośnym głosem i lekko się zarumieniła, natomiast ja obdarzyłam ją znaczącym spojrzeniem. 
- To było dawno i nie prawda. - prychnęła. - Zostawiam was chwilę samych, postoje na czatach. - zaśmiała się i faktycznie otworzyła drzwi i w nich stanęła. 
- To jest twoim zdaniem zostawienie nas samych? - Filip wskazał palcem na siostrę, która patrzyła się prosto na nas, a ona roześmiana odwróciła się w przeciwną stronę, zrobiła krok na przód i zamknęła drzwi. 
- Dziękuje. - odpowiedziałam na wcześniejszy komplement. 
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie teraz, bo to nie jest pewne. W każdym razie wymyśliłem coś, żebyśmy mogli spędzić ze sobą trochę czasu, nie musząc zaszywać się po kątach, chcesz? 
- Jeszcze pytasz? 
- Świetnie. - wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu. 
- OOOOOO DZIEŃ DOBRY TATO!! - usłyszeliśmy, jak Lena BARDZO GŁOŚNO wita Karola. Wiem, że chciała dać nam tym znak, abyśmy przestali robić cokolwiek niewskazanego dla przyjaciół i byłam jej za to wdzięczna, ale strasznie rozbawiła mnie myśl, o tym jaką Karol musi mieć teraz minę. 
Oczywiście puściliśmy swoje ręce, a kiedy mężczyzna wszedł do pomieszczenia, udawaliśmy, że jemy śniadanie.
- Czy twoja siostra wymknęła się w nocy do jakiegoś klubu i zażyła środki odurzające? - zwrócił się do syna, wciąż wpatrując się w stojącą w drzwiach, głupkowato uśmiechającą się Lenę.
- Ona? - Filip wskazał palcem, na dziewczynę. - Nie ma takiej opcji. Nad Moniką bym się zastanowił.
- Bądź milszy. - odchrząknął.
- Nie moja wina, że mnie denerwuje. Zachowuje się jak zbuntowana księżniczka, mógłbyś doprowadzić ją do pionu. - powiedział z  pretensją.
- To nie takie proste. - jego ojciec odetchnął głęboko. - Ma ciężki charakter. Staram się, wiesz o tym.
-Wiem tato, ale denerwuje mnie jej podejście do Laury. - odparł widocznie zdenerwowany. - I do Niny, oczywiście. - dodał, starając się naprostować sytuację.
- Ważne, że my je lubimy. - puścił do mnie oczko, więc się uśmiechnęłam. - Monika też się w końcu przyzwyczai.
- Oby. - odburknął.
- Na nas już pora. - Helena wparowała do kuchni, aby przerwać napiętą atmosferę i podała mi torbę. - Zaraz się spóźnimy.
- Do później - obdarowałam chłopaka i jego tatę całusem w policzek, po czym razem z dziewczyną wyszłyśmy.
Kiedy narzuciłam na siebie płaszcz i założyłam buty, na korytarzu pojawił się Filip. Zamknął za sobą drzwi i musnął moje usta.
- Miłego dnia.
- EJ,EJ EJ  Chcecie zostać zdemaskowani pierwszego dnia? - Helena odsunęła go ode mnie.
- Nie... - poczułam, że lekko się rumienie.
- A no właśnie. Od teraz będę waszym tajniakiem. - odparła zadowolona.
- Że kim będziesz?
- No tajniakiem. Wiecie, tą osobą, którą będzie pilnować, abyście się nie ujawniali. Bo zakochani tracą kontrole.
- Ty wiesz o tym najlepiej. - chłopak zesznurował usta, aby powstrzymać się od wybuchu śmiechu, ale i tak dostał za swój "żart" z pięści w ramię.
- Sami potrafimy się pilnować Lena. - zaśmiałam się, widząc z jakim zapałem do tego podeszła.
- Własnie widać. - zmierzyła brata wzrokiem.
- Okej, będę grzeczny. - uniósł ręce.
- Tylko raz. - zaśmiał się i łapiąc mnie w talii, przycisnął do siebie.
- NIE! - Helena z prędkością światła, przyłożyła swoją dłoń do moich ust, i to jej palce Filip pocałował zamiast mnie.
- Dzięki. - bąknęłam.
- Mówię poważnie, pilnujcie się. - spojrzała na jego dłonie, które wciąż oplatały mnie w pasie. Z wielkim westchnieniem, zabrał je.
- Ona ma trochę racji. - szepnęłam, wskazując palcem na schody, na których pojawiła się mama.
- Hej Nina. - Lena uśmiechnęła się słodko, po czym zwycięsko spojrzała na brata. - Nie ma za co. - szepnęła i pociągnęła mnie za rękę, do wyjścia.
Na dworze było chłodno. Ja tylko znalazłam się na podwórku poczułam silny powiew zimnego wiatru.
- Uwielbiam jesień. - powiedziała ironicznie  Lena przycisnęła swoją chustę do szyi.
- Bynajmniej jest kolorowo. - uśmiechnęłam się szeroko, pragnąc czerpać radość z każdej drobnostki.
- Widzę, że humor ci dopisuje. - spojrzała na mnie, mrużąc oczy, przed kolejnym atakiem wiatru.
- Jakżeby inaczej?
- No ta, ale serio musicie się pilnować, jeśli to ma być sekret.
- Filip mówił coś o tobie i Antku? - popatrzyłam znacząco na przyjaciółkę, ale ta nic nie odpowiedziała. - 1:0, ale tak serio to muszę o coś spytać, nawet jak odpowiedź zrujnuje mi dzień.
- Tak Filip jest naprawdę zakochany. Od pierwszego wejrzenia, to urocze.
- Nie o to chodziło, ale dzięki. - zaśmiałam się.
- A o co?
- O Monikę... Nie mogę pozbyć się wrażenia, że weszłam między waszą dwójkę, a nią.
- Nie Laura... Monika ma swój świat i zawsze go miała... Bynajmniej odkąd mama nas opuściła. Starałam się do niej dotrzeć, ale zawsze mnie odtrącała. - westchnęła i spojrzała na czubki swoich butów. - Nie musisz się martwić. Antek i Filip to przyjaciele i to najlepsi. Odkąd zaczęłam spotykać się z Antkiem, automatycznie stałam się dla Filipa nie tylko siostrą, ale też dziewczyną przyjaciela, co oznacza, że mamy teraz wspólnych znajomych. Monika ma swoją paczkę, więc raczej nigdzie z nami nie wychodziła, ewentualnie robiliśmy sobie rodzinne wypady, czasami...
-Jednak teraz tego nie robicie...
- Nie będę cię okłamywać Monika po tym jak mama zostawiła nas dla innego zaczęła się buntować, ale odkąd tata oznajmił nam o Ninie... Wtedy zaczęła jeszcze bardziej okazywać swoją niechęć. Ale Filip i ja wiemy, że to nie twoja wina, a jej. Dlatego tak zdenerwowanie podszedł dziś do tematu.
-Właśnie... Był na maksa wkurzony, czy ona zanim się pojawiłam, mówiła coś o mnie...
- Tak... - znowu westchnęła. - Mówiła coś w stylu, że "księżniczka zajmuje łazienkę", albo, że "przywłaszczyłaś sobie nas"...Ale nie przejmuj się, to głupie gadanie, jest zazdrosna.
- No właśnie. "przywłaszczyłam" - opuściłam głowę w dół, czując się zawstydzona.
- Nie Laura! - Lena mnie bardzo mocno przytuliła. - Zawsze pytaliśmy, czy chce iść z nami i namawialiśmy, żeby zmieniła podejście, ale ona nie chce. Nie dogadywałyśmy się długo przed twoim przyjazdem, i to niczyja wina, że ona tak się zachowuje. Nie jest dzieckiem i powinna zrozumieć kilka spraw. A już na pewno nie powinna być zazdrosna o ciebie. Zresztą to jej zachowanie powoduje to, że nie mam ochoty z nią przebywać. Pewnie gdyby nie ty, to całymi dniami wychodziłbym z Antkiem i Kornelią, bo serio ta dziewczyna choć jest moją bliźniaczką, działa mi na nerwy.
- Skoro tak uważasz..., dziękuje. Za szczerość.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się.
- Jasne.
Nie powiedziałam tego Lenie, ale ta rozmowa tylko potwierdziła mnie w przekonaniu, że nie mogę tej sprawy ta zostawić.


Wychodząc z czwartej lekcji usiadłyśmy razem z Leną i Kornelią w bibliotece. Na moje ogromne szczęście, siedział tam też Jacek, choć na pewno nie przez zamiłowanie do książek.
- Wow Laura! - oczywiście od razu podbiegł do mnie, jak tylko jego oczy się na mnie zatrzymały. - Mówił ci ktoś dzisiaj, że cudownie wyglądasz? - Złapał moją dłoń i uniósł ją na wysokość swoich ust, ale zdążyłam wyrwać ją, zanim się z nimi zetknęła.
- A wiesz, że mówił? - uśmiechnęłam się drwiąco.
- Nic dziwnego, co to za okazja?
Tak bardzo miałam mu ochotę powiedzieć, że to dla mojego chłopaka!. ale oczywiście nie mogłam...  Nie mogłam, bo nikt nie mógł się dowiedzieć, że kogoś mam. Zaczęły by się pytania "kto to taki?", a przecież tego nie mogłam ujawniać.
- To już nie można dobrze wyglądać? - uniknęłam odpowiedzi, odpowiadając pytaniem na pytanie.
- Przecież ty zawsze wyglądasz świetnie. - posłał mi zawadiacki uśmieszek.
- Ona to wie - nagle do rozmowy dołączyła Kornelia. - i serio, nie musi jej tego udowadniać taki prostak, jak ty. - parsknęłam śmiechem, na te słowa.
Przyjaciółka Leny jest bardzo miła, zabawna, fajna i towarzyska, ale potrafi pokazać pazurki. Niby pierwszoklasistka, a BARDZO pewna siebie. Nie raz odpyskowała szkolnej divie z klasy maturalnej, co mnie bardzo szokowało, a jednocześnie imponowało.
- Kornelia, jak zawsze urocza. - wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu.
- Jacek, jak zwykle nachalny.
- Komplementowałem koleżankę.
- Oh, nie obraź się skarbie, ale słowa z twoich ust, są puste i nic nie warte.
- Ałć - zmarszczył nos - nie tak ostro SKARBIE - specjalnie podkreślił ostatnie słowo.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać, więc lepiej nie wchodź w drogę ani mnie, ani moim znajomym, okej? - odparła stanowczo i obdarowała go spojrzeniem, przez które ciarki przeszły nawet mnie.
- Dobra, dobra. - uniósł ręce, na znak że się poddaje. - Oddaje cię nerwowej koleżance - z powrotem wrócił do rozmowy ze mną. - Widzimy się potem.
- Nie. - powiedziałam, ale on tylko pościł mi perskie oko.
- Co za palant. - westchnęłam.
- Taki już jest.
- Dzięki wielkie, byłaś niezła.
- Wiem. - wzruszyła ramionami, i obie się zaśmiałyśmy.
- Gdzie Helena?
- Szuka jakiejś książki, pomożemy jej?
- Jasne.













Witam wszystkich !!!
Mówiłam poprzednio, że ten rozdział będzie dłuższy, nić poprzedni i mam nadzieje, że mi się to udało, ale jeśli nie to bardzo przepraszam.
Mam nadzieje, że wam się podoba :) <3 Co myślicie o Jacku? Podda się w końcu? Mi dziś do głowy wpadł pewien pomysł na niego...
Trzymajcie się cieplutko <3

LAURA LAUREN <3

niedziela, 8 stycznia 2017

15. "Całowałam swojego chłopaka"

Cały czas wpatrywałam się w prawy, górny róg ekranu komórki. Kiedy była 21:00 nie martwiłam się, bo wiedziałam, że jeszcze sporo czasu przede mną. Słyszałam, że około 21:30 na górę weszli mama i Karol, zapewne bardzo zmęczeni, bo wczoraj późno położyli się spać, a dziś musieli wcześnie wstać. Kiedy była  22:00 ktoś zapukał do moich drzwi. Wiedziałam, że to nie Filip, bo było za wcześnie, ale mimo to serce mi podskoczyło.
- Proszę. - powiedziałam niepewnie.
Na szczęście moje domysły były słuszne i w moim pokoju stanęła Lena.
- Chciałam tylko powiedzieć dobranoc. - uśmiechnęła się i posłała buziaka w powietrzu.
- Dziękuje. Antkowych snów. - obie się zaśmiałyśmy i znowu zostałam sama.
Więc została tylko Monika, pomyślałam. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia kiedy pójdzie spać i jak Filip to oceni. Minuty leciały, a później godziny. Mimo to nie chciało mi się spać. Im później się robiło, tym bardziej zbliżała się nasza rozmowa, a ta wiadomość mnie rozbudzała. Z jednej strony mogłam przez całą noc wpatrywać się w czekoladowe oczy Filipa, napawać się jego zapachem i kosztować jego ust, a z drugiej musiałam odbyć z nim poważną rozmowę, której okropnie się bałam. Jednak postanowiłam powiedzieć mu wszystko co czuje i co sobie przemyślałam.
Nagle zobaczyłam, że drzwi lekko się uchylają i pojawia się w nich, nie kto inny jak, Filip.
- Cześć. - wyszeptałam siadając po turecku.
- Hej. - również szepnął i usiadł obok mnie.
- Strasznie cię przepraszam Filip. - złapałam jego dłoń, w swoją. - To całe unikanie cię dzisiaj... To nie dlatego, że żałuje tego co się stało... Wręcz przeciwnie to było cudowne... - przegryzłam dolną wargę, lekko speszona, własnymi słowami. - Po prostu bałam się tej rozmowy. Bałam się, bo nie wiem co mamy teraz zrobić... Kocham cię. Uwierz mi, że bardzo cię kocham. Nie wiem, jak i kiedy się to stało, ale zakochałam się w tobie do szaleństwa i ogromnie się cieszę, że ty to odwzajemniasz... Ale jest też druga strona... - mój optymistyczny ton, nagle znikł.
- Chodzi ci o to co powiedzą ludzie? Laura...
- Nie. - przerwałam mu. - Może i to przejmowało mnie, zanim jeszcze wyznałeś mi swoje uczucia, ale teraz naprawdę nie obchodzi mnie to co powiedzą inni... A raczej wszyscy inni, oprócz mamy i Karola... Filip - jęknęłam i mocno się w niego wtuliłam, szukając pocieszenia w jego ramionach. - Nie możemy im tego zrobić. Tyle przeszli... Twój tata został zostawiony przez twoją mamę, dla jakiegoś faceta, z którym wyjechała do Anglii, moja mama żyła z pracoholikiem, który ma teraz nową rodzinę, a ona musiała wychować mnie praktyczni sama... Aż nareszcie poznali siebie. Nabrali nadziei na nowy, lepszy początek, na stworzenie rodziny i co? Nagle oznajmimy im, że ich dzieci się w sobie zakochały? - niespodziewanie wybuchłam płaczem, przez tą bezradność.
- Ci... - uciszył mnie, głaskając po głowie. Pod wpływem jego dotyku, zaczęłam się uspokajać. - Posłuchaj mnie. - delikatnie odsunął mnie od siebie tak, abym patrzyła mu prosto w oczy. - Zgadzam się z tobą, że to nie będzie dla nich łatwe, ale nie możemy myśleć tylko o nich Laura... Nasze szczęście też się liczy... Nie rezygnujmy z miłości.
- Nie zapłacę ich szczęściem, za nasze szczęście Filip... - po raz kolejny poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- Wiem Laura, wiem... Ale nie jesteśmy rodzeństwem...
- Oni chcą abyśmy nim byli...
- Posłuchaj mnie Laura... Kocham cię. Jestem pewien, że jeszcze nigdy, w ciągu mojego osiemnastoletniego życia, nie kochałem nikogo, jak ciebie. Nie chcę z tego rezygnować. Gdybym wiedział, że to przejściowe zauroczenie, nie byłoby mnie teraz tu, u ciebie. Nie chciałbym wtedy niszczyć naszych przyjacielskich relacji, ani idei naszych rodziców, o stworzeniu rodziny. Ale ja wierzę w przeznaczenie. W to, że ludzie są sobie pisani. I jeżeli to właśnie ty jesteś pisana mi, a ja tobie, to nigdy nie przestaniemy się kochać i nigdy nie będziemy normalnym rodzeństwem. - mówił to wszystko z taką czułością, że aż serce mi miękło. -Proszę cię Laura... Mam dla ciebie propozycję, ty ja przemyślisz i dasz mi znać, zgoda? - przytaknęłam. - Nie mówmy im nic na razie... Nie wiemy co z tego wyniknie i bez sensu od razu informować ich o czymś takim. Nie mówię, jakbyśmy byli tylko przyjaciółmi, ale mamy zostać rodzeństwem. Jednak jestem pewien, że nie chcę rezygnować z szansy na prawdziwą miłość. Z każdym dniem kocham cię coraz bardziej i zwariuje jak zaraz mnie nie pocałujesz! - uśmiechnęłam się lekko, spoglądając tęsknie, na jego usta. - proszę cię - ścisnął moją dłoń - dajmy sobie szansę, zobaczmy co z tego wyniknie i jak uznamy, że to coś co warto kontynuować i że to najwyższa pora, porozmawiamy o tym z rodzicami. I nie musisz się obawiać o ich szczęście Laura. To będzie dla nich szok, ale zrozumieją. Może nie będą mieli takiej rodziny, jaką planowali, ale na pewno nie staną na drodze do naszego szczęścia, ani my nie staniemy na drodze do ich szczęścia. Proszę przemyśl to. -  pocałował mnie w policzek i wyswobodził dłoń z mojego uścisku, po czym wstał i ruszył ku wyjściu.
- Zaczekaj. - powiedziałam półszeptem i zerwałam się na nogi, po czym dosłownie rzuciłam się Filipowi na szyję. - Już to przemyślałam. Masz rację, zgadzam się ! Spróbujemy.
MÓJ CHŁOPAK stał chwilę w milczeniu i przypatrywał mi się uważnie, zastanawiając się pewnie, czy dobrze się czuję. Cóż nie dziwię mu się. Jeszcze chwile temu byłam całkowicie niepewna tego, co mam zrobić, a teraz pełna radości oświadczałam mu, że z nim będę. Filip wyrwawszy się z szoku, chwycił mnie w pasie, podniósł i zaczął się obracać wokół własnej osi, a ja zapominając, że obok wszyscy już śpią, zaczęłam się śmiać.
- Ciiii - uciszył mnie, również się śmiejąc, i postawił z powrotem na podłogę. - Bardzo się cieszę. Nie pożałujesz, obiecuję. - szepnął prosto w moje usta.
- Wiem. - pochylił się i zrobił coś, czego pragnęłam od samego rana, pocałował mnie z taką delikatnością jak wczoraj. Jednak teraz nie miałam już żadnych obaw, ani wyrzutów. Nic w mojej głowie nie podpowiadało mi, ze robię źle. Nie całowałam swojego brata, całowałam swojego chłopaka.
- Która godzina? - zapytał, kiedy się od siebie oderwaliśmy. Wskazałam na wiszący na przeciwko mnie zegar, a on się odwrócił. - Już druga. - westchnął. - Chyba będę się zbierał. Oboje musimy się wyspać.
- Racja, chociaż nie wiem czy usnę. - przyznałam i przegryzłam dolną wargę. Filip tylko się uśmiechnął i po raz kolejny mnie pocałował.
- Chyba znalazłem sobie nowe ulubione zajęcie. - zaśmiał się, po cichu.
- Ja chyba też. - wtórowałam mu.
- Pierwszy dzień związku, a my już mamy wspólne hobby. - zażartował.
- Nie zapominaj o tańcu - przypomniałam i złapałam jego dłoń, po czym pociągnęłam go za sobą. Położyłam się na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie. - Posiedź ze mną jeszcze chwilkę. - zrobiłam maślane oczka.
- Niech ci będzie. - zwinnym susem przeskoczył na drugą stronę i objął mnie ramieniem, więc ja ułożyłam głowę na jego torsie.
- Więc teraz będziemy się ukrywać...- westchnęłam.
- Przez jakiś czas - pogładził kciukiem, moje odkryte ramię.
- Ciekawe czy uda mi się zachowywać przy tobie jakby nigdy nic, w obecności mamy, Karola, Moniki i Leny.
- W sumie to... O Lenę nie musisz się martwić...
- Jak to? - podniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego.
- Słuchaj... - zmienił pozycję na siedzącą. - Pamiętasz jak byliśmy zwiedzać starówkę? Powiedziałem wtedy coś o Pablo i byłaś strasznie wściekła. - zamilkł na chwile, uważnie mi się przypatrując.
- Do sedna.
- Rozmawiałem wtedy z Heleną i w sumie... powiedziałem jej, że to wszystko dlatego, ze cholernie mi się podobasz.
- LENA WIE O TYM OD SAMEGO POCZĄTKU? - no nie powiem, tą informacją bardzo mnie zdziwił.
- Tak mówiłem jej wszystko.
- To dlatego nie wypytywała czemu rano tak znikłam.
- Oboje zorientowaliśmy się czemu. - zaśmiał się.
- Poczekaj... - powiedziałam, bo właśnie zdałam sobie z czegoś sprawę. - Podobałam ci się już wtedy?
- Tak. - uśmiechnął się i ujął moją twarz w dłonie. - Laura spodobałaś mi się w momencie, kiedy tak niezdarnie upadłaś na podłogę, potykając się o moje walizki. - zasznurował usta, aby powstrzymać się od wybuchu śmiechu, za co oberwał z poduszki.
- U mnie wie tylko Marcela. - przyznałam. - Ale się ucieszy, jak jej o tym powiem. Od samego początku nam kibicuje.
- U mnie Lena i Antek.
-Czy Helena nie była zła, że nic jej o tobie nie mówiłam? W sensie, że nie zwierzyłam jej się z moich uczuć. - spuściłam spojrzenie w dół, zawstydzona.
- Nie martw się. Nie jest ani trochę zła, rozumie, że mogłaś bać się jej reakcji na wieść, że zakochałaś się w jej bracie, tym bardziej, ze wy już jesteście jak siostry.
- To prawda. - uśmiechnęłam się na myśl o tym.
- Jesteś zmęczona. - słusznie zauważył.
- Aż tak widać?
- Tak. Kładź się już, dobranoc. - położył się i rozłożył ramiona tak, abym mogła się w niego wtulić.
- Nie idziesz do siebie? - spytałam, ziewając i kładąc się.
- Poczekam aż zaśniesz. - ucałował moje czoło.
- Kocham Cię. - szepnęłam.
- Ja Ciebie też kocham.

Chwilę później spałam już wtulona w mocno obejmujących mnie ramionach swojego chłopaka.















Witajcie z rozdziałem 15! <3
Wybaczcie, ze jest tak ciut (dobra bardzo) krótki. Jednak stwierdziłam, ze dalsze wydarzenia opisze w następnym (dłuższym) rozdziale.
No to chyba każdemu zwrot akcji się spodobał :D A bynajmniej mam taką nadzieję... Chyba, że są tu jacyś fani Laury i Pablo ? :O
Mówcie co myślicie i do następnego !!! <3

LAURA LAUREN <3

poniedziałek, 2 stycznia 2017

14. Plan ucieczki

Weekend w Polsce minął mi zadziwiająco szybko. W piątek tak jak planowałam byłam na zakupach z mamą i babcią, po czym poszłam na noc do Marceli, a w Sobotę spotkałam się z Pablo. W Niedzielę byłam jeszcze chwile u przyjaciółki, po południ razem z mamą pojechałyśmy na lotnisko. W Madrycie byłyśmy dopiero około 23:00.
- Nie widziałaś się z ojcem prawda? - rodzicielka spytała mnie głosem, pełnym niepewności.
- Nie. - odparłam krótko. - Chyba nawet nie wie, że byłam w Polsce, długo z nim nie rozmawiałam. - dodałam. Była to prawda. Nie rozmawiałam z tatą od dość dawna... Kiedy byłam mała nasze kontakty było w miarę dobre, ale z biegiem czasu zaczęły się pogarszać. Nie czułam potrzeby widywania się z nim... Zapewne zobaczymy się w święta, to mi wystarczy.
Mama już nic nie odpowiedziała, bo w połowie drogi do wyjścia z lotniska spotkałyśmy Karola, który odebrał od nas torby.
Wchodząc do auta nie mogłam opanować kołatania serca. Nerwowo spoglądałam na zegarek. Była 23:12. Tak bardzo chciałabym jeszcze dziś zobaczyć się z Filipem. Nie widziałam go od Czwartku, ale strasznie się stęskniłam. Świadomość tego. że mam czekać do rana była okropna.
Droga do domu trwała jakby wieczność, choć zajęła tylko 30 minut. Gdy Karol przekręcił klucz w drzwiach od razu wparowałam na korytarz, zabrałam od niego swoją torbę i pobiegłam na górę, mówiąc, iż jestem zmęczona. Rzuciłam ją przez otwarte drzwi na łóżko w mojej sypialni i podeszłam do drzwi, prowadzących do pokoju Filipa. Nie chcąc aby ktoś usłyszał, delikatnie je uchyliłam. Tak jak myślałam jeszcze nie spał, siedział przy swoim biurku i przeglądał coś w internecie, jednak kiedy mnie zobaczył od razu wstał i podszedł do mnie, po czym mocno do siebie przytulił.
- Tęskniłem. - wyszeptał. Byłam zdziwiona tą nagłą wylewnością uczuć z jego strony, ale i zadowolona. Przycisnęłam go jeszcze mocniej, napawając się jego zapachem.
- Ja też. - przyznałam i oparłam głowę o jego ramię.
- Posłuchaj. - nagle się ode mnie odsunął i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. - Jak było w Polsce? - spytał siadając na łóżko.
Wiedziałam, że nie o to mu chodziło, że w ostatniej chwili zmienił zdanie i powiedział coś zupełnie innego od tego co zamierzał, lecz nie chciałam dać po sobie poznać, iż zdaje sobie z tego sprawę, więc po prostu usiadłam obok.
- Dobrze. - odpowiedziałam uśmiechając się najpiękniej jak potrafiłam, aby go ośmielić.
- Rozmawiałaś z Pablo? - spytał lekko drżącym głosem.
- Tak. -  odpowiedziałam przyglądając się mu uważnie. Widziałam go dobrze, kiedy jego twarz oświetlało światło z laptopa, ale kiedy ten wygasł, było zupełnie ciemno.
- Wróciliście do siebie? - nie widziałam go, ale wiedziałam, że zaciska szczękę.
- Nie. - zamrugałam kilka razy, próbując przyzwyczaić oczy do ciemności. - Miałeś rację... Nie kocha mnie. A ja nie kocham go. - uśmiechnęłam się delikatnie. choć wiedziałam, że nie ma szans aby to dostrzegł. - Uczucie prysło. To też dzięki tobie, bo... - w sumie nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć, ale dalsza wypowiedź i tak nie była konieczna. Filip przerwał mi, przyciskając swoje wargi do moich. Poczułam, jak po mojej twarzy przepływa fala gorąca, a serce zaczyna bić o wiele szybciej niż zazwyczaj. Kiedy odsunął się o de mnie już w miarę dobrze go widziałam. Był na tyle blisko, abym mogła dostrzec zmieszanie na jego twarzy. Pocałował mnie... Zanim zdążył wstać i zacząć się tłumaczyć (bo po wyrazie jego twarzy, mogłam wnioskować, że zaraz to zrobi) objęłam dłońmi jego twarz i tym razem to ja złączyłam nasze usta w długim i słodkim pocałunku. W tym momencie nie liczyło się to co wiedziałam - że jest moim prawie bratem, że rodzice nam nie darują i że ludzie będą na nas krzywo patrzeć. Liczyło się tylko to, że moje usta są idealnie dopasowane do jego ust, że jego poliki idealnie pasują do moich dłoni, a nasze serca idealnie pasują do siebie nawzajem. I choć mój rozum próbował podpowiadać mi, że to nie ma sensu, i że tak nie może być, to i tak w ułamku sekundy zagłuszało go serce, które dudniło jak szalone.
 W życiu wiele razy całowałam się z Pablo, ale wszystkie te pocałunki razem wzięte nie mogły równać się z tym. Czułam się tak błogo, że miałam wrażenie, że śnię. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, iż tak naprawdę nie byłam śmiertelnie zakochana w Pablo. To co czułam do niego tylko minimalnie przypominało to, co czuje teraz.
- Laura... - Filip szepnął, kiedy odsunął się ode mnie. - Już pewnie wiesz, ale i tak chcę ci to powiedzieć, od bardzo dawna... Kocham cię. - na te dwa piękne słowa ścisnęło mnie w sercu. Moje ręce oplotły jego szyję.
- Ja też cię kocham. - szepnęłam prosto w jego usta i mocno się w niego wtuliłam.

Odskoczyłam od Filipa najszybciej jak umiałam i stanęłam na środku pokoju, kiedy usłyszałam kroki na schodach.
- Spokojnie. - powiedział szeptem i po cichu podszedł do mnie. Przyłożył sobie palec do ust i spojrzał na drzwi. Staliśmy tak kilkanaście, a może kilkadziesiąt, sekund zanim spojrzał ponownie na mnie. - Poszli do siebie.
- Na pewno jeszcze nie śpią. - odpowiedziałam również szepcząc. - Nie chce by nas usłyszeli.
- Musimy porozmawiać. - nalegał.
- Tak wiem. Jutro, proszę.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwało jego westchnięcie.
- Niech będzie. - odparł, poddając się.
- Dziękuję. - kąciki moich ust powędrowały ku górze. Musnęłam jego policzek, ale kiedy tylko odsunęłam usta od jego skóry, on złożył na nich delikatny pocałunek.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - zaśmiałam się, po czym na paluszkach opuściłam jego sypialnię, udając się do własnej.
Szybko przebrałam się w pidżamę i wskoczyłam pod kołderkę. Bardzo, bardzo długo przewracałam się z boku na plecy i z pleców na drugi bok, nie mogąc zasnąć i poukładać sobie myśli. Z jednej strony jak mnie pocałował to wszystko inne przestało mieć znaczenie, z drugiej jak usłyszałam jak mama i Karol wchodzą na górę, zdałam sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy... Będziemy musieli się ukrywać... Nasz związek może zepsuć związek naszych rodziców... Przecież oni nie będą wstanie zaakceptować tego, że ich dzieci są razem... Przecież oni planują ślub, planują stworzyć z nami rodzinę! Szczęśliwą, normalną rodzinę! Tak... Marcela ma trochę racji, że nie powinnam patrzeć tylko na innych, ale też na siebie i swoje szczęście, ale przecież nie mogę być taka samolubna.
Jeszcze bardzo długo nie mogłam zasnąć. Te wszystkie męczące myśli nie dawały spokoju i mieszały w mojej głowię, aż w końcu mnie rozbolała. Odpuściły dopiero o drugiej nad ranem, więc w końcu mogłam zasnąć.
Niestety. Spokojem snu nie cieszyłam się zbyt długo, bo znienawidzone przez każdego urządzenie - budzik - postanowiło obudzić mnie już o 06:00 rano. Z początku chciałam wziąć, wyrzucić przez okno i spać dalej, ale przypomniałam sobie o wydarzeniach zeszłej nocy i szybko zerwałam się z łóżka i zaczęłam grzebać w szafie, w celu poszukania ubrań. Prędko wyjęłam z niej ciemne jeansy i białą koszulkę z czarnym napisem, po czym wyszłam z pokoju. Zauważyłam jednak, że drzwi od łazienki powoli się otwierają. Serce mi stanęło. Okropnie bałam się, że to Filip, a ja nie byłam gotowa na konfrontację z nim. Miałam zamiar szybko się wyszykować i zwiać do szkoły, zanim na siebie wpadniemy.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam, że w drzwiach stoi Helena.
- Laura! - uśmiechnęła się na mój widok i rzuciła mi się na szyję. - Dlaczego wczoraj nie przyszłaś się przywitać? U Filipa byłaś. - odsunęła się o de mnie, próbując udawać obrażoną.
- Skąd o tym wiesz?
- No Filip mi powiedział.
- Kiedy? - przełknęłam ślinę.
- Przed chwilą?
- Aha - wymamrotałam... - To on już nie śpi?
- Nie. Wrobiłam go w przygotowanie nam jakiś dobrych kanapek. - wyszczerzyła zęby, w triumfalnym uśmiechu.
- Super. - udałam zadowoloną. - Wiesz... Nie chciałam cię budzić, a wiedziałam, że Filip jeszcze nie śpi, więc się przywitałam.
- Dobra, dobra, - zaśmiała się wywracając oczami. - Leć się szykować, a ja idę mu pomóc.
Dziewczyna pomknęła na dół, a ja wparowałam do łazienki, obmyślając już plan genialnej ucieczki. Po wzięciu prysznica, umyciu zębów, ubraniu się, uczesaniu i nałożeniu makijażu, najciszej jak umiałam wyszłam z łazienki i zaszłam do pokoju, aby spakować się i wziąć torbę.
Po schodach schodziłam jak jakiś ninja, ale poskutkowało, bo nikt mnie nie słyszał. Na moje szczęście drzwi od kuchni były zamknięte, więc miałam ułatwioną sprawę.
Jasne... Miałam wielką ochotę wparować tam , zostać z Filipem sam na sam i pozwolić aby jego pocałunki wyeliminowały wszystkie złe myśli, tak jak w nocy, ale tym razem głos rozsądku był silniejszy i zanim się obejrzałam miałam już na sobie jesienną kurtkę i buty.
Do rozpoczęcia lekcji miałam dobrą godzinę, także skoczyłam jeszcze do sklepu kupić sobie coś na śniadanie, bo mój żołądek domagał się jedzenia. W pobliskim supermarkecie kupiłam drożdżówkę i jakiegoś batonika, oraz wodę.
Dzień był dość chłodny, dlatego nie łaziłam po mieście, leczu udałam się prosto do szkoły. Poszłam sobie do biblioteki i powtarzałam materiał z matematyki. Bardziej próbowałam powtarzać, bo niezbyt mogłam się skupić. Moje myśli cały czas krążyły wokół Filipa i naszych pocałunków. Na myśl o nich robiło mi się cieplej na sercu, ale później znowu ogarniała mnie panika spowodowana moimi wyobrażeniami  reakcji mamy i Karola.
Główkowanie nad tym wszystkim przerwał mi dopiero Jacek, który nie wiadomo skąd się pojawił i usiadł obok mnie,
- Co robisz tak szybko w szkole? - spytał niby jak normalny kolega, ale oczywiście po chwili musiał dodać : - myślałem, że takie śliczne dziewczyny wykorzystują maksymalną ilość czasu na sen, by wyglądać tak szałowo. No cóż... Tobie najwyraźniej nawet to nie jest potrzebne. - uśmiechnął się zalotnie, a bynajmniej tak mu się wydawało.
- Daruj sobie Jacek. - odparłam naburmuszona, starając się go spławić.
- Dlaczego jesteś niemiła? - położył rękę na oparciu mojego krzesła.
Spojrzałam na niego spode łba i ją zrzuciłam.
Ten człowiek nie daje mi spokoju odkąd się tu pojawiłam. Podrywa mnie i zaczepia przy każdej możliwej okazji, myśląc chyba, że w końcu ulegnę.  Z każdym dniem irytuje mnie coraz bardziej, uczepił się i nie chce odpuścić - tak jak mówiła Helena. Weszłam z nią nawet w zakład, kiedy sobie odpuści, ale przegrałam go 2 tygodnie temu. Naprawdę sądziłam, że jak będę wyraźnie okazywać, że NIE jestem zainteresowana to sobie daruje.
- Ty sobie stąd pójdziesz, czy ja mam to zrobić? - powiedziałam stanowczo, wpatrując się w niego WŚCIEKŁYM SPOJRZENIEM.
- Dobra, dobra mała wyluzuj troszkę. - podniósł ręce w geście obronnym. - Kiedy w końcu wyskoczymy do tego kina? - Puścił mi oczko. Pewny siebie palant.
- Eh poczekaj... - westchnęłam i zaczęłam udawać, że liczę coś w myślach. - Według mojego kalendarza najbardziej pasuje mi... NIGDY !  A tobie pasuje? - uśmiechnęłam się ironicznie i wstałam od stolika, po czym wyszłam na korytarz.
Nagle poczułam jak ktoś stuka mnie palcem w ramię, więc zdenerwowana wycedziłam:
- Czy ty naprawdę nie możesz zrozumieć tego, że masz się o de mnie odwalić? - odwróciłam się napięcie i zobaczyłam przed sobą, zdezorientowaną Helenę. - O rany, wybacz Lena. - zdziwiona, przyłożyłam ręce do ust. - Byłam pewna, że to Jacek. Znowu mnie zaczepia. - wskazałam głową na bibliotekę.
- W porządku. - roześmiała się. - Jeśli chcesz to ja mogę sobie z nim porozmawiać.
- Nie trzeba- machnęłam ręką. - Po prostu mnie irytuje.
- Jak wolisz. - wzruszyła ramionami. - Idziesz ze mną poszukać Korneli?
Zdziwiłam się, że o nic nie wypytuje. Byłam pewna, że zasypie mnie pytaniami dlaczego wyszłam tak szybko, nic nie mówiąc i nie czekając za nią.
- Tak. - odpowiedziałam, ciesząc się z jednej strony, że o nic nie pyta.

Minęły nam 3 lekcje, a Helena nadal nie poruszała tematu mojego cichego wyjścia z domu. Kiedy zaczęła opowiadać o jakiejś wyprzedaży to nie wytrzymałam.
- Dlaczego nie wypytujesz mnie o to, że tak nagle wyszłam, nie schodząc na śniadanie?
- To źle? - wzruszyła ramionami.
- No nie... Ale trochę dziwne.
- Dobrze... Więc dlaczego tak nagle zniknęłaś?
W tym momencie miałam ochotę pacnąć się w głowę, za moje logiczne myślenie. Sama się wkopałam.
- Ja... - zaczęłam, próbując wymyślić coś na poczekaniu. - Chciałam powtórzyć sobie materiał z matematyki, bo ominęły mnie dwa dni, a wiesz jak to jest z matmą... Nie ma cię na jednej lekcji i już nie ogarniasz. - zaśmiałam się nerwowo... Brawo Laura. Takiej ściemy to by dziecko nie kupiło.
- Okej, więc w porządku. - uśmiechnęła się, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę. - No co?
- Nie nic... - powiedziałam, aby znowu się nie wkopać... Jednak to było bardzo dziwne. Nie wierze, żeby Lena uwierzyła w te brednie.
- No więc mówię ci musimy wybrać się na tą wyprzedaż. Jest do końca tygodnia. -50%! Mają tam serio ekstra rzeczy.
- Dziś! - wykrzyknęłam. - Chodźmy zaraz po szkole,a  obiad zjemy na mieście. - zaproponowałam pełna nadziei, że się zgodzi.
- Czemu akurat dziś?
- Bo... Długo nie wychodziłyśmy gdzieś razem? - uśmiechnęłam się promiennie, mając nadzieję, że się zgodzi.
- No niech ci będzie. - zaśmiała się.
Oczywiście nie powiem jej prawdziwego powodu, dla którego chcę iść właśnie DZISIAJ. Może kiedyś jej powiem, jaką przysługę mi wyrządza.
- Okej, tylko zajdziemy jeszcze do domu po kasę, okej?
Szybko przemyślałam sobie, czy jest szansa, że natknę się na Filipa, ale z tego co pamiętam to kończy dziś dwie godziny później niż my. Nie. Ja wcale nie znam jego planu na pamięć...
Kiedy wszystkie lekcje tego dnia dobiegły już końca, udałyśmy się z Leną do domu. Ona szybo wzięła pieniądze i ruszyłyśmy na podbój galerii.
Spędziłyśmy tam dość sporą ilość czasu. Lena kupiła sobie dwie bluzki, bluz,e, spodnie i sukienkę, a ja zaopatrzyłam się w nowe kosmetyki, parę butów, i dwie bluzy oraz bluzki z długim rękawem - moja garderoba nie była raczej dostosowana do panującej tu pogody, więc musiałam zadbać, aby to się trochę zmieniło.
Po całym szal zakupowym poszłyśmy na obiado - kolację i mały deser.
Do domu dotarłyśmy około 19:00.
Lena oczywiście ku mojemu niezadowoleniu, wrzasnęła na całe gardło, że wróciłyśmy, a wtedy na korytarzu pojawił się Filip.
- Hej. - przywitał się z nami.
- Heeeeej - odpowiedziałam, starając się wymyślić jakiś plan ucieczki nr. 2. Wiedziałam, że nie powie nic przy Helenie, lecz ona w mgnieniu oka pomknęła na górę, zostawiając nas, tym samym, we DWOJE!
- Zdaje się, że mieliśmy porozmawiać. - uśmiechnął się, zabierając o de mnie wszystkie torby.
- Yyyyy wiesz co.... bo ja ten no... MUSZĘ DO TOALETY! - palnęłam i pobiegłam na schody niczym błyskawica. No, gdybym tak szybko biegała, nie tylko pod presją, miałabym szansę na 6 z wfu. Oczywiście zamiast do łazienki wparowałam do swojego pokoju, zatrzasnęłam drzwi i opierając się o nie, usiadłam na podłogę.
- Co ty robisz? - powiedziałam sama do siebie i klepnęłam się w czoło.
Westchnęłam głęboko i wstałam. Nie wiedziałam co mam robić, bałam się rozmawiać z nim, bo wciąż nie wiedziałam co powiedzieć... Pragnęłam być z nim z całego serca, ale wiedziałam, że nie mogę zrobić tego mamie...
Myślałam, że w pokoju będę bezpieczna, ale po kilku minutach bezczynnego łażenia w tę i z powrotem, usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-  Laura to ja Filip, mogę wejść?
Znowu spanikowałam. Rozejrzałam się szybko wokoło i zaczęłam żałować, że nie jestem na parterze i nie mogę zwiać przez okno. Najbardziej chciałam stać się teraz niewidzialną, ale ponieważ to było niemożliwe, to nie wiele myśląc wlazłam do szafy. Tak... wlazłam do szafy i to w ostatniej chwili, bo usłyszałam jak chłopak otwiera drzwi i wchodzi do pokoju.
- Laura? - spytał zdziwiony, choć przecież widział, że mnie nie ma.
Wstrzymywałam oddech, dopóki nie wyszedł. Poczekałam jeszcze chwilę i po cichu wyszłam ze swojej kryjówki. Spojrzałam na nią i zaczęłam się zastanawiać czy jestem w 100% normalnym człowiekiem.
Siedziałam w swoim pokoju ze dwie godziny, aż okropnie zachciało mi się pić. Po cichu wyszłam z pokoju, i tak jak rano, zakradłam się na dół. Gdy weszłam do kuchni, zobaczyłam, że przy stole siedzi Filip. Skarciłam się w myślach, że nie sprawdziłam tego wcześniej, przez uchylone drzwi, czy coś. Jednak nie było już odwrotu, więc udając, że nic się nie stało, nalałam sobie soku, lecz wiedziałam, że chłopak cały czas na mnie patrzy. Nikogo nie było, dlatego zdziwiłam się, że nic nie mówi. Odwróciłam się w jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały.
Miałam idealną szansę, żeby uciec. Nic nie mówił, więc mogłam po prostu wyjść i zaszyć się w pokoju do rana. Jednak nie mogłam znieść jego przygaszonego wyrazu twarzy i smutnego spojrzenia.
- Wszystko gra? - spytałam drżącym głosem.
- Nie. - odpowiedział nieco oschle. - Przepraszam... Po prostu cały dzień mnie unikasz... Nie zeszłaś na śniadanie, bo wiedziałaś, że mnie spotkasz... Kiedy wróciłaś z zakupów uciekłaś na górę, choć wiedziałaś, że chce porozmawiać. No i na koniec ukrywasz się przede mną. Laura jeśli to z wczoraj ci nie odpowiada, bądź nie czujesz tego co ja...
- Przecież już ci powiedziałam co czuje. - przerwałam mu.
- Więc czemu to wszystko?
W tym momencie do kuchni weszła moja mama. Kolejna szansa na to, aby się odwrócić i wyjść, bo przecież nie możemy rozmawiać o tym przy niej... Więc to właśnie zrobiłam... Wyszłam. Widziałam jak patrzy za mną i wiedziałam, ze w jego oczach kryje się smutek i rozżalenie. Nie mogłabym po prostu unikać go ze świadomością, że sprawiam mu przykrość... Zresztą i tak nie miałam ochoty go unikać... Potrzebowałam go i tęskniłam za nim. Dlatego, kiedy byłam już w swoim pokoju, wyjęłam telefon i napisałam do niego sms'a.
"Przyjdź do mnie do pokoju, kiedy wszyscy zasną. Nie ważne o której, ja będę czekać"
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
"Będę" 
Odłożyłam telefon na łóżko i poszłam do łazienki, aby przygotować się do snu. Wiedziałam, że to nie będzie łatwa rozmowa, ale wiedziałam, że musimy ją odbyć. Kiedy wróciłam usiadłam na łóżku i odpaliłam laptopa, czekając, aż przyjdzie Filip.





Witam wszystkich wyjątkowo w poniedziałek, a nie w Niedzielę !! Mam nadzieje, że tak jak pisała LENKA w komentarzu, jeden dzień wielkiej różnicy nie zrobił i że nikt się nie gniewa :) Jak obiecałam rozdział jest dłuższy niż zazwyczaj. Mam nadzieje, że wam się podoba :D Koniecznie piszcie co o nim myślicie :D

LAURA LAUREN  <3

niedziela, 1 stycznia 2017

Uwaga!

Chciałabym wam powiedzieć, że niestety ale nie wyrobiłam się z rozdziałem na dzisiaj. Znaczy mam pewną część, ale obiecałam, ze będzie dłuższy niż poprzednie a nie krótszy. Dlatego liczę na to, że zrozumiecie, iż rozdział 14 pojawi się nie dziś a jutro <3

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ŻYCZĘ WSZYSTKIM! Szczęścia, zdrowia, miłości  i wytrwania w swoich postanowieniach ;)



LAURA LAUREN <3

niedziela, 25 grudnia 2016

13. "Kocham"

- Mówiłeś, że chcesz mi coś powiedzieć... - powiedziałam, odrywając się od niego.
 Bałam się tego co zaraz usłyszę. Bałam się, że powie "kocham". Bałam się, bo nie chciałam tego usłyszeć. Jeszce miesiąc temu owszem, ale nie teraz. Już wiedziałam - wyleczyłam się z niego i to było pewne. Nie miałam ochoty go przytulić, nie pragnęłam aby mnie pocałował, a patrząc w jego oczy nie czułam tego co kiedyś. To nie było to samo. Jasne cieszyłam się, że go widzę, ale nie było w tym nic nadzwyczajnego. Od tak, spotkanie dobrych kumpli... Nic więcej... Bynajmniej to nic więcej dla mnie, lecz nie wiem jak to wygląda u niego. Zaraz miałam się tego dowiedzieć... Aż ciężko mi się oddychało... Skrzywdził mnie zrywając ze mną, bo ja go kochałam, a on po prostu mnie rzucił... jednak nie chciałam teraz tego samego dla niego... Wolałam, aby i on był wyleczony z naszej miłości...
- Może usiądźmy... - odchrząknął lekko zestresowany i wskazał na ławeczkę, stojącą obok nas.
Tak jak powiedział, tak zrobiliśmy. Oboje usiedliśmy i wtedy on spojrzał na mnie, skruszony... Nie wiedziałam jednak, czy patrzy tak, bo żałuje, że zerwaliśmy, czy dlatego, że on też już mnie nie kocha i boi się to teraz powiedzieć... Zacisnęłam zęby i przełknęłam ślinę, uważnie mu się przyglądając. Byłam gotowa usłyszeć wszystko. - Mam kogoś... - powiedział przyciszonym głosem i spuścił spojrzenie w dół. Odetchnęłam głęboko z dwóch powodów: 1. Nie kocha mnie i nie chce do mnie wracać! Dwa: nie poczułam żadnego ukłucia zazdrości, co tylko potwierdziło mnie w przekonaniu, że to co czułam naprawdę wygasło.
- To cudownie! - nie wiele myśląc, krzyknęłam rozentuzjazmowana i go przytuliłam.
- Że co?
- No co taki zdziwiony? - roześmiana, odsunęłam się od niego. - Myślisz, że ty mogłeś się wyleczyć, a ja nie? Nawet nie wiesz jak się bałam, że chcesz mi wyznać miłość.
- Ej. - założył ręce na piersi i również się zaśmiał. - Bo będzie mi przykro.
- Jasne, jasne. Ale ulga... - złapałam się za serce i odetchnęłam.
- Dlatego chciałaś się spotkać? Żeby mi powiedzieć, że już mnie nie kochasz?
- Nie do końca. - uśmiechnęłam się delikatnie, lekko speszona. - Chciałam się przekonać, że już cię nie kocham. Nie byłam pewna swoich uczuć, ale jak cię zobaczyłam, to już wiedziałam, że to co czułam wygasło.
- To zabrzmiało jak obraza. Mogę czuć się urażony.
- Oczywiście. - wywróciłam teatralnie oczami. - Może się przejdziemy i opowiesz mi co to za szczęściara?
- To świeża sprawa. - powiedział uśmiechnięty od uha do ucha i wstał. - Poznałem ją w szkole. - zaczął opowiadać, jak już zaczęliśmy spacerować. - Od razu wpadła mi w oko, więc postanowiłem zagadać i w sumie tak to się zaczęło. Najpierw rozmawialiśmy i pisaliśmy nocami, a później zaprosiłem ją do kina... - przerwał na chwilę spoglądając na mnie z uwagą. Wiedziałam, ze dyskretnie próbuje odczytać z mojej twarzy, czy jest mi przykro. Nie było. Cieszyłam się, że układa sobie życie na nowo i nie rozpacza. - Ona się zgodziła. - kontynuował. - Po kinie zaproponowałem jej spacer i odprowadziłem do domu. Później poszliśmy na jeszcze dwie randki i zostaliśmy parą. Wiem, że dość szybko, bo dopiero się poznajemy, ale jest coś między nami, bez sensu było to ukrywać i temu zaprzeczać.
- Masz rację... - przyznałam. - Bez sensu...
- Coś nie tak?
- Nie, no coś ty. - uśmiechnęłam najszerzej, jak tylko to było możliwe. - Po prostu się zamyśliłam.
- Zapewne o szczęściarzu, który skradł twoje serce?
- Dlaczego myślisz, że takowy jest?
- Byłaś we mnie szaleńczo zakochana, nie uwierzę, że odkochałaś się bez niczyjej pomocy. - dał mi lekkiego kuksańca w bok.
- No zabawne. - prychnęłam. - Ale masz rację... W Polsce poznałam kogoś, kto pomógł mi zapomnieć, jest wielkim wsparciem i wspaniałym przyjacielem, a ostatnio czuje, że stał się kimś więcej.
- Któż to taki? - tym pytaniem zbił mnie z tropu... Nie wiedziałam co odpowiedzieć... Bo co miałam? Że zakochałam się w synu Karola, moim prawie bracie?
- Też poznałam go w szkole... To znaczy... Lena nas poznała... Pamiętasz? Mówiłam ci o niej?
- A, to twoja nowa siostra?
- Tak. - uśmiechnęłam się, kiedy użył tego określenia.
- Jak was zapoznała?
- To dobry kumpel jej chłopaka. Ale wiesz to jeszcze nic takiego... On nie wie o moich uczuciach i się nie dowie... - powiedziałam, choć krótko po tym ugryzłam się w język.
- Ale dlaczego?
- Po prostu... Nie chce o tym rozmawiać Pablo...
- Jasne w porządku, zmieniamy temat. - postanowił. - Na ile zostajesz?
- Dziękuje.
- Ale za co? - udał zdziwionego.
- Do niedzieli. - zaśmiałam się.
Połaziliśmy tak jeszcze z dobrą godzinę, aż stwierdziłam, że muszę się zbierać.
- Zobaczymy się jeszcze zanim wyjedziesz?
- Hm... na jutro planowane są zakupy z mamą i babcią, a w Sobotę na pewno spotkam się z Marcelą, ale ewentualnie znajdę czas też dla ciebie.
- Zabawne - odparł ironicznie i mnie do siebie przytulił.
- Dobranoc Laura.
- Pablo czekaj. - złapałam go za rękę, kiedy już miał iść.
- Czy teraz jesteśmy przyjaciółmi? To, że już nie jesteśmy razem, a nasze uczucie wygasło, nie znaczy, ze mi na tobie nie zależy.
- Jasne, że tak! Myślałem, że to oczywiste.
- Ludzie mówią, że nie ma przyjaźni po związku.
- Nie w naszym przypadku. - puścił mi oczko i przytulił.
- Cieszę się. Do zobaczenia. - pocałowałam go w policzek i zaczęłam się oddalać.
Wchodząc do kawiarni nie wiedziałam jak się czuję. Znowu byłam zagubiona... Tym razem nie chodziło już o Pablo i Filipa, chodziło TYLKO o Filipa.
Marcela oderwała wzrok od komórki i spojrzała na mnie, kiedy tylko usiadłam do jej stolika.
- Co jest? - spytała marszcząc brwi, wyraźnie zaniepokojona.
- To jest bez sensu - jęknęłam, niczym maleńkie dziecko.
- Co jest bez sensu? Wróciliście do siebie? - starała się to ukryć, ale słyszałam, że w jej głosie zabrzmiał zawód.
- Nie. Chociaż ten problem mam z głowy. Ty i Helena miałyście racje. Wyleczyłam się, choć nadal mi z tym dziwnie... Swoją drogą Pablo ma dziewczynę, cieszę się jego szczęściem.
- Jaka ulga - złapała się za serce i oparła o oparcie krzesła. - Ale w takim razie co się stało?
- Filip, Marcela, Filip! Kocham go! Teraz już to wiem. Kocham go i to bardzo. Nie mogę spać, kiedy jest obok moje serce wariuje, a kiedy się do mnie uśmiecha, mam wrażenie, że z radości eksploduje. Ale nie wiem co ja sobie myślałam... Że kiedy odkocham się z Pablo, a zakocham w nim będę szczęśliwa? Filip jest przystojnym chłopakiem, rozumie mnie i w ogóle jest przecudowny, ale... Właśnie, zawsze jest jakieś ale, a tym razem nawet dwa.
- Wiem nawet jakie jest pierwsze. - mruknęła - "to mój brat" - powiedziała robiąc cudzysłów w powietrzu i mnie przedrzeźniając. - Może to faktycznie nie jest jakoś mega spotykane, ale nikt wam nie zabroni bycia razem, nie jesteście spokrewnieni.
- I co z tego? Moja matka wychodzi za jego ojca.
- Właśnie TWOJA matka i JEGO ojciec - specjalnie podkreśliła te słowa - to nie są WASI WSPÓLNI rodzice, Laura proszę cię to nie jest twój brat!
- Mniejsza z tym, jest jeszcze drugie istotne "ale".
- Jakie znowu? - westchnęła zrezygnowana.
- On nie widzi poza mną nic oprócz przyjaciółki. - mówiąc to, poczułam jak ściska mi się serce. - Niestety... W tym wypadku miłość za miłość nie zadziałało.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że może i Filip wyleczył mnie  Pablo, ale mimo to i tak będę cierpiała z miłości, teraz dla odmiany, z miłości do niego.
- Lauraaaaa - Marcela jęknęła i uderzyła czołem o blat stołu. - Nie wiesz, czy on nie czuje tego samego, a z twoich opowiadań i z tego ile czasu spędzacie razem...
-  Przyjaciele też spędzają dużo czasu razem - przerwałam jej.
- Racja, ale jednak ty się zakochałaś i możliwe, że on też.
- Tak czy siak nie możemy być razem.
- Ślub waszych rodziców wam w tym nie przeszkodzi. - upierała się przy swoim.
- Daj spokój Marcela... Wiem, że chcesz pomóc, ale tylko dołujesz. Ja swoje wiem.
- Ty zawsze wiesz swoje, a i tak okazuje się, że to ja mam racje.
- Nie tym razem... Nawet jeśli nikt nam nie zabroni i nawet jeśli on kocha mnie, nie mogę sobie tego wyobrazić. On i ja? Jego siostrę traktuję już jak własną i on ma zostać moim bratem, może nie biologicznym, ale jednak... Co powie mama, co powie Karol, co powie Lena i co powiedzą wszyscy nasi znajomi? Albo nasze dzieci w przyszłości? Widzisz? To nie ma sensu.
- Mogłabyś pomyśleć o sobie, a nie tylko o tym co będzie? Kochasz go jeśli on też kocha ciebie to co wam stoi na przeszkodzie? Opina innych ludzi jest ważniejsza niż miłość?
Miała racje... Ona jak zwykle miała racje... Kochałam Go... Kochałam go bardzo... Mimo to bałam się tego co będzie, nie chciałam kłótni z mamą, ani nie chciałam krzywych spojrzeń sąsiadów, ale chciałam go...
- Może masz trochę racji... - przyznałam spuszczając głowę w dół - ale co jeśli zerwiemy ? Nadal będziemy ze sobą mieszkać.
- Widzę, że ci nie przemówię. - odparła zirytowana. - Jeśli nie chcesz to nie, ale to ty będziesz tkwiła w "przyjacielskiej relacji", kochając go jak szalona.
-Przemyśle to. - powiedziałam, widząc jej zdenerwowanie. - Może nawet z nim o tym porozmawiam... Ale zrozum mnie Marcela - pisnęłam - jeśli on nie odwzajemnia moich uczuć, a ja mu o tym powiem, to stracę go... I będę się przed nim ukrywała, we własnym domu.
- Rozumiem cię Laura - wstała ze swojego miejsca i usiadła na krześle obok mnie. - Rozumiem cię doskonale... Sama ukrywałam moje uczucia do Sergio, a teraz jestem bardzo szczęśliwa. Chcę żebyś ty też była... Nie mówię, że masz mu wyznawać miłość.., Mówię tylko, że jeżeli on także cię kocha, nie powinnaś mieć wątpliwości... Nie przejmuj się rodzicami i tym co inni powiedzą. I wiem też, że to jest trudne, ale twoje szczęście powinno być najważniejsze. Sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy będziesz szczęśliwsza z nim i krzywymi spojrzeniami starych babek z sąsiedztwa, czy nie będąc z nim?
- Znowu masz racje. - westchnęłam. - Nie będę szczęśliwa bez niego.... A luzie pogadają i w końcu przestaną...
- Brawo! - uradowana klasnęła w dłonie.
- Dziękuje ci Marcela, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - przytuliłam ją mocno do siebie.
- Zapewne byś zwariowała. - zaśmiała się. - Nie ma za co, od czego są przyjaciółki.
- I tak uważam, że on traktuje mnie tylko jak przyjaciółkę.
- Nie denerwuj mnie znowu. -  odsunęła się ode mnie i zmroziła wzrokiem.
- Trudno. - wzruszyłam ramionami, choć miałam ochotę się rozpłakać. - Widać nasza sprzeczka nie miała sensu. On i ja i tak nie będziemy razem... Ale tak. Kocham Go.









Witajcie kochani! Przychodzę do was z co prawda krótkim rozdziałem, ale na swoją obronę powiem, że nie miał on się dziś pojawić wcale. Wiecie święta, dużo przygotowań, a teraz, kiedy już są, czas spędzany nie na pisaniu, a raczej na odwiedzaniu rodziny :D Dlatego mam nadzieje, że mi to wybaczycie, ja za to obiecuje, że kolejny będzie dłuższy i pojawi się w nim coś co na pewno was ucieszy :D
Właśnie z okazji świąt (wiem Wigilia była wczoraj, no ale święta są od dzisiaj) życzę wam dużo miłości, zdrówka, szczęścia, uśmiechów, jak najmniej smutku, wspaniałych przyjaciół i spełnienia waszych, wszystkich marzeń <3


LAURA LAUREN <3

niedziela, 18 grudnia 2016

12. Ważne spotkanie.

Do Madrytu przyleciałyśmy około 17:00. Po kilku godzinach lotu byłam zmęczona, ale szczęśliwa. Kiedy wyszłam z samolotu, poczułam jak promienie słoneczne padają na moją twarz. Uśmiechnęłam się, uświadamiając sobie, jak za tym tęskniłam...
Babcia była oczywiście niezmiernie zadowolona z naszych odwiedzin. Przygotowała na kolację ulubione danie mamy, a na deser czekał nas mój ukochany tort czekoladowy. 
Przegadałyśmy ponad godzinę, aż w końcu wstałam od stołu
- Będziesz miała coś przeciwko babciu, jak pójdę przywitać się z Marcelą? 
- Jasne, że nie kochanie. - machnęła ręką i uśmiechnęła się do mnie. - Leć, leć mała.
- Napisz jakbyś miała wrócić późno. - dodała mama i ponownie popadła w dyskusje z babcią. 
Narzuciłam na siebie tylko sweterek, bo mimo Października było bardzo ciepło.Zdążyłam już przywyknąć do chłodnych temperatur, a tu nagle powrót do gorącej Hiszpanii. 
Wędrowałam ścieżkami, które znałam doskonale, a mimo to przyglądałam się im uważnie, próbując dopatrzeć się jakiś zmian. Nic się nie zmieniło. Wszystko było takie same... Te same domy, te same drzewa, te same drogi, te same place zabaw, te same sklepy i kawiarnie. W sumie, cóż mogło się zmienić przez zaledwie miesiąc? W moim życiu nastąpiło tyle zmian, że miałam wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu... Jednak to tylko miesiąc... 31 dni... Przechadzając się tak uliczkami Madrytu nabrałam wrażenia, jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżała. Kochałam to miasto, w którym się wychowałam i w którym tak wiele się stało. Jednak mimo tego czułam ulgę, że w niedziele wrócę do Polski - bynajmniej tak mogłoby mi się wydawać - bo w głębi duszy czułam, że  ulga jest przez powrót nie do Polski, a do Filipa. 
Kiedy stanęłam przed domem Marceli, potrząsałam rękoma, aby otrzepać się z wszystkich nurtujących myśli, po czym z szerokim uśmiechem otworzyłam furtkę, podeszłam na podest i zadzwoniłam do drzwi. 
Otworzyła mi mama mojej przyjaciółki, jak zwykle uśmiechnięta z przewiązanym fartuszkiem i nosem w mące. 
- Dzień dobry. - zaśmiałam się na jej widok, a ona wytrzeszczyła oczy. 
- Laura. - przytuliła mnie i wpuściła do środka. - Marcela nic nie mówiła, że przyjedziesz.
- Bo ona nic nie wie. Właśnie jest w domu? - spytałam z nadzieją.
- Tak jest na górze, razem z Sergio.- poruszała zabawnie brwiami i wskazała ręką na schody. 
No tak. Marcela i Sergio od jakichś dwóch tygodni są parą i teraz spędzają każde wolne chwile razem. Tak jak Filip i ja... Tyle, ze oni są razem, a my jesteśmy prawie RODZEŃSTWEM. 
Weszłam na górę po cichu i tak, jak zawsze, nie pukając weszłam do pokoju Marceli. Zastałam ją leżącą obok swojego chłopaka, ale kiedy mnie zobaczyła zerwała się na równe nogi i piszcząc jak nienormalna, rzuciła mi się na szyje. 
- LAURA! LAURA! LAURA! - krzyczała mi do ucha. - Co ty tu robisz?! - oderwała się w końcu. Wpatrywała się we mnie szklanymi oczami. Ja również byłam wzruszona, więc obie dałyśmy upust emocjom i zwyczajnie płakałyśmy w swoich objęciach, tak jak w dzień, w którym wyjeżdżałam. Tym razem, był to jednak płacz szczęścia.
- Część Sergio. - przywitałam się z chłopakiem Marceli, śmiejąc się sama z siebie, że dopiero teraz to robię. 
- Część Laura. - wstał i pocałował mnie w policzek, - Miło cię widzieć. 
- Mnie miło widzieć was razem.
Oni spojrzeli na siebie z miłością i uśmiechnęli się do siebie w tym samym momencie. 
- Będę leciał kochanie. - Sergio pocałował swoją dziewczynę. - Na pewno chcecie sobie porozmawiać, więc was zostawiam. Zadzwonię wieczorem. 
- Nie, no możesz zostać... - zrobiło mi się troszkę głupio, że im się wtryniłam. 
- Daj spokój. - znowu ucałował mnie w policzek. - zadzwoń wieczorem. - zwrócił się do Marceli i wyszedł. 
- OPOWIADAJ! - powiedziałyśmy jednocześnie, a następnie wybuchnęłyśmy śmiechem. 
- Nie! - odparła próbując być stanowcza, ale ostatecznie znowu zaczęła się chichrać. - Ty o mnie i Sergio wszystko wiesz. Mów lepiej co u ciebie? 
- Po staremu... 
- LAURA! - Skrzyżowała ręce na piersi. - Mów prawdę, teraz musisz! Już mi się nie wymigasz, że musisz kończyć bo ci telefon pada. - spojrzała na mnie znacząco. Faktycznie ostatnio, kiedy pytała mnie o Filipa, taką właśnie wymówkę palnęłam. 
- Nie wiem Marcela...  - westchnęłam. - z jednej strony czuje, że nie jest mi obojętny, a z drugiej strony Pablo... 
- Spotkałaś się już z nim? 
- Nie... Przyleciałam dziś, jakoś dwie godziny temu. 
- A kiedy się z nim spotkasz? 
- Sama nie wiem... Może jutro? 
- A do kiedy zostajesz? - zasypywała mnie pytaniami. 
- Do Niedzieli. 
- Spotkaj się z nim dziś. - powiedziała bardzo pewna swojej wypowiedzi. 
- Dlaczego??? - spojrzałam na nią podejrzliwe. - Myślałam, ze go nie lubisz. 
- Bo nie lubię. Ale widzę, że ta sytuacja cię dręczy. Im szybciej z nim sobie wszystko wyjaśnisz, tym lepiej. 
- Ale ja już sama nie wiem co ja chcę wyjaśniać... - westchnęłam i usiadłam na krześle od biurka. 
- Nie rozumiem. 
- Bo ja już nic nie wiem... Nie wiem czy ja go nadal kocham... Przecież ci mówię, że Filip nie jest mi obojętny. 
- ZAKOCHAŁAŚ SIĘ W NIM!
- NIE WIEM! - schowałam twarz w dłonie. - I mam nadzieje, że dowiem się tego po spotkaniu z Pablo. 
- Wyrazisz się jaśniej? 
- Bo mam wrażenie, że to co czułam do Pablo się wypaliło... Ale co jeśli po spotkaniu z nim wszystko wróci? 
- DLATEGO MUSISZ SIĘ Z NIM JAK NAJSZYBCIEJ ZOBACZYĆ! 
- A CO JEŚLI KOCHAM ICH OBU?! 
- Po pierwsze: właśnie przyznałaś, że jesteś zakochana w Filipie. - wyszczerzyła zęby - a po drugie: nie dowiesz się niczego, póki nie zobaczysz się z Pablo. Wyciągaj telefon i umawiaj się z nim. 
- A jeśli on będzie chciał do mnie wrócić? Przecież nie jestem pewna swoich uczuć. - przetarłam oczy. 
- To ma problem. - obojętnie wzruszyła ramionami. - Jakoś go nie obchodziło co ty czułaś, kiedy cię zostawił.
Zamyśliłam się na chwilę i przyłapałam na tym, że normalnie zaczęłabym go bronić, a teraz nawet nie przyszło mi to wcześniej do głowy... Byłabym nawet skłonna przytaknąć Marceli, ale zamiast tego po prostu wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Hiszpana. Westchnęłam głęboko i spojrzałam na przyjaciółkę. 
- DZWOŃ KOBIETO! 
Odetchnęłam ciężko i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Z każdym sygnałem moje serce waliło coraz mocniej, a kiedy już miałam się rozłączać, usłyszałam:
P: Halo? 
L: Cześć Pablo...
P: No hej Laura, co słychać? 
L: Jakoś leci. Masz jakieś plany na dzisiaj? 
P: W sumie to nie, a co? 
L: Możemy spotkać się za dwadzieścia minut w parku, obok twojego domu? 
P: Jesteś w Polsce?! 
L: Tak... Musimy porozmawiać. 
P: W sumie masz rację, muszę ci o czymś powiedzieć. 
L: Do zobaczenia. 
Pospiesznie się rozłączyłam. 
- Marcela. - pisnęłam rozpaczliwie. - On chyba chce do mnie wrócić. 
- No nie wierzę. - zaśmiała się. - Laura, którą znam , byłaby zachwycona, a ty rozpaczasz? I jeszcze się zastanawiasz, czy ty go kochasz? - popatrzyła na mnie, jakbym była co najmniej nienormalna. I w sumie miała do tego pełne prawo. 
- Wiem, że trudno mnie zrozumieć, ale nie potrafię tego wyjaśnić... Sama nie wiem co czuję i czego tak naprawdę chcę. Niby tęsknie za Pablo, ale jednak zapominam, a rozstanie mnie już praktycznie nie boli. Z drugiej strony jest Filip, którego żywię coraz większym uczuciem i to za nim teraz tęsknie, mimo że widziałam go dziś rano... - westchnęłam. - Ja po prostu się boję... Boje się, że do siebie wrócimy, bo się okaże, że wcale mi nie przeszło, będzie fajnie, ale w niedzielę wrócę do Polski... Do Filipa... To dziwne, ale potrafię wierzyć  w to, że zapomniałam o Pablo, nie wierzę jednak w to, że nagle przestanę czuć coś do Filipa. 
- RANY ZAKOCHAŁAŚ SIĘ! DZIEWCZYNO! Kochasz Filipa! A Pablo? RANY TO TYLKO TĘSKNOTA ZA TYM CO WAS ŁĄCZYŁO. Byłaś mega na niego nakręcona, nie dziwie się, że dziwacznie ci z tym, że tego bzika na jego punkcie już zwyczajnie nie ma, ale kochasz innego! NIE PABLO!
- Nie wiem... Muszę z nim pogadać. Swoją drogą jesteś już drugą osobą, która mówi mi coś takiego. W sensie to o Pablo, nie o Filipie... O nim wiesz tylko ty.
- O tym, że go kochasz? 
- Ta... - mruknęłam. 
- Co ty taka naburmuszona? 
- Boje się. Pójdziesz ze mną?
- Jasne, że tak. Ale poczekam w kawiarni obok. Nie będę przeszkadzała ci w uświadamianiu sobie, że już go nie kochasz. 
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się, mimo jej sarkastycznej odpowiedzi.
Na miejsce dotarłam kilka minut przed czasem. z Marcelą rozstałam się, tak jak planowałyśmy - w kawiarni. Puściła mi oczko na odchodne. Ja sama poszłam kawałek dalej, czyli tam, gdzie zawsze umawiałam się z Pablo. Wróciło do mnie kilka wspomnień, które przywołały uśmiech na twarzy, ale zostały przerwane przez głos chłopaka. 
- Laura! - zawołał z daleka. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Hiszpana, który przyspieszył kroku. Dziwnie było widzieć go po tak długim czasie. Najdziwniejsze jednak były moje uczucia... a raczej ich brak. Jedyne co poczułam to jakiś skręt żołądka. Wiedziałam jednak, że jest on spowodowany stresem, niczym innym. Nie miałam ochoty skakać ze szczęścia, ani rzucać się chłopakowi w ramiona. Więcej radości w sobie miałam, kiedy dziś zobaczyłam przyjaciółkę, niż teraz. Zdałam sobie sprawę, że w sumie nie rozmawiałam z Pablo praktycznie w ogóle, przez ostatni miesiąc. Nawet tego nie zauważyłam! Cały miesiąc wmawiałam sobie, że go kocham, a nawet nie zauważyłam, że cały czas spędzałam z Filipem i nawet nie odczułam potrzeby skontaktowania się z Hiszpanem. Kiedy był już wystarczająco blisko mocno mnie do siebie przytulił. Poczułam ulgę, bo moje serce nie skoczyło do góry, a moje ręce nie przycisnęły go mocniej. Był to przytulas, jak każdy inny normalny przytulas. Każdy inny, oprócz tych Filipa... CZY JA MUSZĘ MYŚLEĆ O NIM NAWET KIEDY JESTEM Z PABLO?! Tak, to już pewne... Moje serce nie jest rozdarte między nimi dwoma... Ono już tylko należy do mojego przyszłego Brata...








Witam wszystkich, którzy myśleli, że rozdział się już nie pojawi i tych którzy wciąż mieli nadzieję :D 
Przyznam się szczerze, że w sumie zaczęłam pisać go dziś trochę późno i może dlatego jest z lekka krótkawy, ale za to na czas :D Tak jak obiecałam jest w niedzielę ;) 
Piszcie co o nim myślicie i jak myślicie co Pablo chce powiedzieć Laurze? :D



LAURA LAUREN <3 







niedziela, 11 grudnia 2016

11. "Dopiero wtedy ocenisz czy to co mieliście, faktycznie się już nie wypaliło..."

Miesiąc później...

- Dziękuje wam bardzo, na dzisiaj to tyle. - Krystian uśmiechnął się do nas po skończonych zajęciach. Nasz nauczyciel tańca jest na prawdę mega sympatycznym, a zarazem rozrywkowym człowiekiem. Pamiętam jak dziś, że strasznie się bałam, kiedy miesiąc temu, weszłam tu po raz pierwszy. Nogi mi się trzęsły i obawiałam się, iż nic nie zatańczę. Nie znałam nikogo oprócz Filipa, więc każdy patrzył się na mnie z taką przenikliwością, jak pierwszego dnia w szkole. 
- Nie martw się. - chłopak szepnął mi do ucha. - Są fajni, ale po prostu ciekawi. - złapał mnie za ramię, chcąc dodać otuchy. Byłam ( i nadal jestem) mu wdzięczna za to, że załatwił mi powrót do tańca i nie miałam zamiaru zmarnować tej szansy. Wyprostowałam się i szeroko uśmiechnęłam. Wszyscy od razu przestali mi się badawczo przyglądać, a na ich twarzach również zawitały uśmiechy.
- Kogo my tu mamy? Zapewne Panna Laura -  podszedł do nas jakiś wysoki, ciemnowłosy mężczyzna.- Witamy w naszych skromnych progach. Ja jestem Krystian - wasz mentor i przewodnik - zaśmiał się - Widziałem na nagraniu od Filipa, że naprawdę dawałaś sobie radę. Serio masz talent. 
- Dziękuje panu bardzo. - powiedziałam ucieszona, ale i lekko speszona, co u mnie jest normalką. 
- Ale żaden Pan. Po prostu Krystian. To nie szkoła. - podał mi rękę, którą ścisnęłam. 
- Chociaż tu. - zaśmiałam się. - W Hiszpanii nawet w szkole mówimy do nauczycielami na TY.
- No tak! - powiedziała jakaś dziewczyna. - Filip opowiadał, że jesteś Hiszpanką.
- Tak. - uśmiechnęłam się najpierw do niej, a później do chłopaka. 
- To jak? - głos ponownie zabrał Krystian. - Filip pokazał ci w miarę kroki? 
- Wszystko umie perfect. Jest zdolna. - brunet odpowiedział za mnie.
- Bez przesady - szturchnęłam go lekko w ramię - przecież to tylko połowa układu. 
- Jak na dwa dni to i tak dobrze. To co? Może najpierw my zatańczymy ty popatrz i później dołączysz, co ty na to? 
- Zgoda. - przytaknęłam na jego propozycje i ustawiłam się z boku...

- Laura!- nauczyciel zatrzymał nas kiedy mieliśmy wychodzić. - Muszę ci powiedzieć, że spisujesz się naprawdę super. Przez te kilka lekcji, które ćwiczysz z nami jest naprawdę dobrze. To przyjemność pracować z kimś takim. - pochwalił mnie.
- Ha! Ja ją tu sprowadziłem. - Filip wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i objął mnie ramieniem, wypinając dumnie pierś.
- Wiem, wiem. - Krystian się zaśmiał. - Ty też bardzo dobrze sobie radzisz, ale ty to tam jesteś tu ze mną już od malucha, więc cię nie ma co chwalić. - poklepał chłopaka po ramieniu. - a wracając do Laury... Rozumiem, że zostajesz z nami i mogę cię wpisywać do listy?
- Jasne!
- No to extra. Dobra lećcie już. Musze jeszcze coś załatwić. To widzimy się w piątek.
- Pa! - powiedzieliśmy jednocześnie i wyszliśmy z sali.
Naszą tradycją stało się już, że po zajęciach w środy i piątki chodziliśmy razem do kawiarni, w której byliśmy, kiedy Filip oprowadzał mnie po Starówce Warszawy.
Muszę przyznać, że w sumie bardzo dużo czasu spędzamy razem. Praktycznie każdą wolną chwilę. Często razem z Antkiem przychodzą po mnie i Helenę do szkoły, wracamy do domu razem i coś robimy. Czasem, kiedy akurat para jest umówiona, sami gdzieś wychodzimy, chociażby do kina, czy na spacer. W sumie... z początku było dla mnie dziwne to, że cały czas chcę spędzać czas ze mną. Ja faktycznie nie miałam na początku zbyt wielu znajomych, ale on miał ich mnóstwo, a mimo to co rusz proponował coś, abyśmy spędzili czas razem. Mi to nie przeszkadzało. Przez cały miesiąc nie zmieniło się nic... No może po prostu z każdym dniem przekonuje się coraz bardziej, że uwielbiam przebywać blisko niego. Złapaliśmy na prawdę dobry kontakt. Jako przyjaciele... Przecie jest Pablo... Chociaż w sumie głupio się przyznać, ale kiedy jestem z Filipem, nawet o nim nie myślę. Cóż... Może po prostu jest tak zabawnym i towarzyskim człowiekiem, że nie ma się przy nim głowy do problemow? Albo po prostu stał się dla mnie jedną z ważniejszych osób, jedynych zdolnych do pocieszenia mnie... CZYLI KUMPLEM
Jak zwykle przesiedzieliśmy tam ponad godzinę, rozmawiając się, śmiejąc i żartując. Wracając do domu wybraliśmy nawet okrężną drogę, bo ani Filipowi ani mi nie spieszyło się na powrót.
Kiedy już jednak dotarliśmy na miejsce, od razu zostałam dorwana przez mamę.
- Laura! - podbiegła do mnie z uśmiechem na ustach.
- Wróciłaś już z pracy? - zdziwiłam się spoglądając na zegarek.Dwa tygodnie temu zaczęła pracować w firmie Karola, bo stwierdziła, że i tak od zawsze robiła w tej branży,a nie chce jej się siedzieć całymi dniami w domu.
- Tak, ale mniejsza z tym. Patrz co mam! - uradowana zaczęła wymachiwać mi jakimiś kartkami przed nosem. Dopiero po chwili zorientowałam się, że są to dwa bilety lotnicze.
- Co to? - spytałam zszokowana, chociaż zaczynałam się domyślać.
- Ty i ja. Jutro, samolot. Lecimy na weekend do Babci!!!!
W pierwszym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Spodziewałam się, że do Polski pojedziemy dopiero w Grudniu, na święta. Zresztą takie były plany, mieliśmy jechać tam wszyscy razem.
- Mówisz serio? - wydusiłam w końcu.
- Nie ciszysz się? - jej entuzjazm na chwilę opadł, ale wrócił znowu, kiedy wszystko do mnie dotarło i szczęśliwa rzuciłam się rodzicielce na szyję.
- Kiedy lecimy? - spytałam po oderwaniu się od niej.
- Jutro.
- Dziękuje mamo! - pisnęłam szczęśliwa. Nie mogłam uwierzyć w to, ze zobaczę się z babcią i Marcelą! No i z Pablo... aż serce podskoczyło mi do gardła na tę myśl... - Lecę się spakować. - oznajmiłam i zostawiając ich w korytarzu wbiegłam do pokoju, zatrzasnęłam drzwi i opadłam na łóżko. Tyle czekałam na moment, w którym porozmawiam z Pablo o naprawie naszego związku, a w teraz czułam się zbyt zagubiona. Sama nie wiedziałam czego chce. Z jednej strony przecież kochałam chłopaka... NADAL KOCHAM, ale...
- Cześć. - do mojej sypialni wparowała Lena. - stwierdziłam, że pewnie potrzebujesz pomocy z pakowaniem. A więc jestem! - uśmiechnęła się szeroko, ale przestała, kiedy zauważyła moją minę. - Co się stało? Ne cieszysz się? - kolejna osoba zadająca mi to samo pytanie... Co jest ze mną nie tak? Aż tak małe zdolności mam w ukrywaniu emocji?
- Sama nie wiem. - westchnęłam i się podniosłam... Z nerwów zaczęłam chodzić po pokoju. - Już sama nie wiem czego chce Helena... Kiedy tu przyjechałam moje serce było rozdarte... Tak bardzo pragnęłam wrócić do Pablo... Jednak wydaje mi się, że czas zaczął goić rany. Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, aby do siebie wracać, ani czy nie miał racji mówiąc, że nie poradzimy sobie na odległość. A z drugiej strony tęsknie za nim i za tym co nas łączyło... Myślałam, że to moja jedna, jedyna miłość, nie potrafię wyrzucić go z głowy...
- Laura... - nastolatka westchnęła, opierając się o drzwi. - Z głowy... a z serca? Czy nie jest tak, że już dawno go z niego wyrzuciłaś? Po prostu jesteś przywiązana... Nigdy nie pomyślałabyś, że to co was łączy może się skończyć, a kiedy to się stało nie potrafisz tego zrozumieć i uporczywie się tego trzymasz... Może gdybyś chciała, zapomniałabyś o nim dużo wcześniej? Może wcale nie tęsknisz ZA NIM, tylko za waszą miłością i bliskością? - widząc moją zdezorientowaną minę i zaszklone oczy, podeszła i złapała mnie za ręce. - Nie wiem tego i ty pewnie sama nie wiesz. Wiem jednak, że wszystko wyjaśni się, kiedy się jutro zobaczycie. Musisz z nim porozmawiać. Zupełnie szczerze bez żadnych sekretów. Dopiero wtedy ocenisz czy to co mieliście, faktycznie się już nie wypaliło...
- Masz rację... - powiedziałam, ocierając łzy, które już zdążyły spłynąć po mich policzkach. - Dziękuje. - mocno ją przytuliłam.
- To co? Zabieramy się za to pakowanie? - spytała zmieniając temat, za co byłam jej  bardzo wdzięczna.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i wyjęłam z szafy jedną z walizek.


Po obudzeniu się, spojrzałam na zegarek. Była dopiero 07:00. W sumie nic dziwnego, że wstałam tak szybko, choć wcale nie musiałam. Zdążyłam się już przestawić z wakacyjnego leniuchowania na szkolne pobudki, a poza tym wczoraj dość szybko zasnęłam.
Napełniona wszelakimi emocjami, związanymi z dzisiejszym lotem, bez żadnych problemów wstałam z łóżka, po czym zarzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam na dół.
- Cześć.- w kuchni przywitał mnie Filip, jedzący kanapki.
- Hejka. - uśmiechnęłam się i sama zabrałam za przygotowywanie sobie śniadania.
- Jak tam samopoczucie? - spytał. Wiedziałam, że chodzi mu o to jak CZUJE SIĘ z tym, ze za kilka godzin mam zobaczyć się z babcią, przyjaciółką no i z Pablo...
- Troszkę mieszane. - przyznałam z westchnięciem.
- Boisz się, że Pablo nie będzie chciał wrócić. - bardziej spytał niż stwierdził, a później lekko zmieszany odchrząknął.
- Raczej nie...
- Raczej nie będzie chciał?
- Nie o to chodzi. - zostawiłam na chwilę śniadanie i odwróciwszy się w stronę Filipa, oparłam się o blat. - Raczej się tego nie boję.
- A co? - spojrzał na mnie. Mocno wydawało mi się, że w jego oczach widzę smutek, ale nie byłam pewna czy aby znowu czegoś sobie nie wkręcam. - Jesteś pewna, że do siebie wrócicie? - przeszywał mnie wzrokiem, jakby chciał odczytać z mojego wyrazu twarzy, wszystkie moje myśli.
- Nie jestem pewna. Ale się nie boję. Jeśli nie będzie chciał do mnie wrócić to nie będę się załamywać. Nie tym razem. - powiedziałam to odważnie i stanowczo, aby uwierzył. Prawda jest taka, że mówiąc to dałam sobie jednocześnie postanowienie, którego mam zamiar się trzymać.
- A jeśli będzie chciał? - dopytywał dalej, a moje wrażenie, że w jego oczach kryje się smutek połączony ze strachem, rosło.
- Nie wiem... Wtedy chyba do siebie wrócimy... Przecież o to od samego początku mi chodziło. - odparłam wzruszając ramionami, ale było mi wstyd, że mówię to z taką niepewnością w głosie... Czyżby Lena miała rację?
- No tak... - odparł i spuścił głowę w dół.
- Coś się stało? - podeszłam bliżej i złapałam go za ramię. On podniósł spojrzenie na mnie, ale wydawało się takie puste... Coś musiało go naprawdę gryźć... Zabolało go to, że powiedziałam, iż chcę wrócić do Pablo? Ale czemu miałoby go to zaboleć? Paplam bzdury, jak zwykle... Nie wiem skąd biorą się u mnie takie głupie myśli, przez które wmawiam sobie zbyt wiele. Przecież to syn faceta mojej mamy... Jest dla mnie miły, lubi mnie, ale nic więcej. Więc czemu w pewnym sensie, kiedy tak o tym myślę czuje jak ściska mnie w sercu?
- Dzień dobry! - w kuchni nagle pojawiła się mama. Odskoczyłam od Filipa, bo lekko mnie wystraszyła. - Co wy macie takie ponure miny?  - jej entuzjazm powoli ostygał.
- Wydaje ci się. - wymusiłam uśmiech i spojrzałam na chłopaka.
- Własnie. - on zrobił to samo co ja, lecz kątem oka widziałam jak ściska ręce w pięści.
- No dobra... - odparła, choć chyba nie do końca to kupiła.
- Będę się zbierał do szkoły. - Filip wstał z krzesła i posprzątał po sobie. - Przyjemnego weekendu. - pocałował moją mamę w policzek, po czym podszedł do mnie, wciąż wymuszając uśmiech.
- Odprowadzę cię do drzwi. - oznajmiłam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. - Powiesz co jest grane? - szepnęłam, kiedy byliśmy wystarczająco daleko, by mama nas nie usłyszała.
- Daj spokój wszystko gra. - westchnął.
- Przecież widzę. - skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego wymownie. On wykrzywił usta w lekkim uśmiechu, który był bardziej grymasem, niż faktycznie uśmiechem.
- Jest dobrze. - ujął moją twarz w dłonie i spojrzał mi w oczy. Takie zachowanie nie należało do normalnych, ale nie dbałam teraz o to. Serce zaczęło mi walić, a policzki robić się gorące pod wpływem jego dotyku. Kolana miękły, w głowie nie mogłam ułożyć normalniej myśli. I tak za każdym razem kiedy wpatrywał się we mnie, swoimi brązowymi oczami. Nie wiem dlaczego co chwile wypieram się i zaprzeczam samej sobie, przecież to oczywiste, że Filip stał się dla mnie kimś dużo więcej niż zwykłym przyjacielem... Wszystko było jednak trudniejsze niż mogło się wydawać. Sama nie wiedziałam, czy nadal czuje coś do Pablo, a jeżeli tak to teraz moje serce miało by być rozdarte między nimi dwoma? Nawet jeśli to bez sensu! Filip my być moim bratem, my po prostu nie możemy być razem! ZRESZTĄ O CZYM JA MYŚLĘ?! To niemożliwe, że się w nim zakochałam, to niedopuszczalne to nie jest prawda! Jestem kretynką... Wmawiam sobie i szukam problemów tam gdzie ich nie ma. POJADĘ DO POLSKI, SPOTKAM SIĘ Z PABLO I POCZUJE TO CO ZAWSZE! Filip mnie pociesza i jest cudowny, ale nie może być prawdą to, że tak głębokie uczucie jakie darzyłam  Pablo zniknęło! Desperacko szukam bliskości, myśląc, że znalazłam ją w Filipie, ale nie! To nie może być prawda,  koniec! Jak tylko spojrzę na Pablo moje uczucia do niego wrócą! Przecież nie można się tak po prostu odkochać... ALBO ZAKOCHAĆ W KIMŚ INNYM! AAA! PRZECIEŻ TAK CZY SIAK MÓJ ZWIĄZEK Z FILIPEM NIE MIAŁBY PRAWA BYTU!
- Bezpiecznej podróży. - szepnął prosto w moje usta, a ja totalnie zapomniałam o tym, o czym przed chwilą myślałam. Zamknęłam oczy i zapragnęłam, aby mnie pocałował...
- Nina kochanie! - moich uszu dobiegł głos Karola, wołającego moją matkę. Przerażona odskoczyłam od chłopaka i spojrzałam na schody, błagając w duchu, by był zbyt daleko, aby zobaczyć to, co się działo. Kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam, że dopiero stawia krok na pierwszy stopień.
- O cześć wam - uśmiechnął się promiennie. - Filip nie idziesz jeszcze do szkoły.
- Własnie się zbieram. - odchrząknął zmieszany, chyba bojąc się na mnie spojrzeć.
- Nina jest w kuchni? - Karol zadał pytanie, na które odpowiedzieliśmy kiwnięciem głowy. - Co wam? - zmarszczył brwi, przyglądając się nam.
- Nic. - odparliśmy jednocześnie, co tym bardziej wzbudziło podejrzenia mężczyzny.
- Dobra idę bo serio się spóźnię, a i tato nie dręcz Laury pytaniami, bo chodzi o jej prywatne sprawy. - spojrzałam na chłopaka morderczo, a ten znowu lekko się uśmiechnął.
- Miłego weekendu. - odparł i pocałował mnie w policzek. Aż zamknęłam oczy, aby przez tą sekundę rozkoszować się tym przyjemnym uczuciem, wywołanym przez dotyk jego ust na mojej skurzę.
Chłopak wyszedł za drzwi, więc spojrzałam na Karola. Nic nie mówiąc wyminęłam go i uciekłam do swojego pokoju, totalnie ignorując głód.











Witam witam z rozdziałem 11 :D Jak to szybko leci.
WYROBIŁAM SIĘ W TYDZIEŃ. Co prawda nie jest powalająco długi, ale chociaż na czas :D
Mam nadzieję, że wam się podoba <3 Czekam na opinie w komentarzach.


LAURA LAUREN <3

P.S Jeśli ktoś z was pisze własny blog, bądź poleca jakiś z ciekawymi opowiadaniami to linkujcie je w komentarzach w zakładce "WASZE BLOGI". Nie mam zbyt czasu na szukanie, a chętnie poczytam <3