poniedziałek, 31 października 2016

Bardziej niż bym przypuszczała

Uwaga Uwaga! Dzisiejszy rozdział chciałabym zadedykować ANONIMKOWI LENKA , która wiernie komentuje moje rozdziały. Twoje miłe słowa są dla mnie bardzo ważne, dziękuję :D




- Proszę. - Filip wręczył swojej siostrze bilety, które wcześniej kupił z Antkiem.
- Kanapy?- zaśmiała się dziewczyna. - Czyli co? Ja z Laurą, a wasza dwójka razem? - wskazała na chłopaków, którzy zrobili zniesmaczone miny. 
- Nie przemyśleliśmy tego. - brat Heleny nerwowo podrapał się po karku. 
- Cóż Laura. Jesteś skazana na Filipa. - Antek wzruszył ramionami i objął swoją dziewczynę w pasie. 
- Nie ma sprawy. - roześmiałam się, kiedy zauważyłam speszoną minę jego przyjaciela. - ALE! Kanapy są obok siebie, więc z Leną siedzimy od zewnątrz, żeby siedzieć obok siebie. 
- Zgoda. 
- Co chcecie do jedzenia? - zapytał Filip. - My stawiamy. 
- Ja popcorn i colę - oznajmiła jego siostra. 
- Ja to samo. - odparłam. 
- Wezmę nam jeszcze jakieś nachos'y. - zdecydował i poszedł do kasy. 
Kilka minut później siedzieliśmy już na swoich miejscach. Były w ostatnim rzędzie, więc mieliśmy dokonały wzgląd na całą salę, która powoli zaczęła się zapełniać, aż w końcu nie było ani jednego wolnego fotela - całe pomieszczenie wypełnione było nastolatkami. 
- Chyba faktycznie nie będzie jutro zbyt dobrej frekwencji. - zaśmiałam się do Heleny, a w tym momencie wszystkie światła zgasły, a na ekranie zaczęły wyświetlać się reklamy. 
Oparłam się wygodnie na fotelu i korzystając z okazji, że pierwszy horror jeszcze się nie zaczął, dyskretnie napisałam mamie SMS'A, że już jesteśmy na miejscu i nie musi się martwić. 
- Boisz się horrorów? - zagadnął szeptem Filip. 
- Tylko troszeczkę. Jeśli ogłuchniesz, przez moje krzyki to już z góry przepraszam. - zażartowałam, a on zrobił udawaną, przestraszoną minę i położył między nas kubek popcornu. 
- Boję się ciebie. 
- I dobrze. - poruszałam brwiami, a ten już nie wytrzymał i zaśmiał się, zakrywając usta ręką.
- Cicho tam. - syknęła jakaś dziewczyna siedząca przed nami. - Zaczyna się. 
Faktycznie się zaczęło. Z tego co wcześniej udało mi się wyczytać film miał być o jakimś nawiedzonym pałacu, do którego uczniowie pewnej szkoły trafili na kilka nocy. 
Po fabule wydawał mi się mało straszny, ale już po 20 minutach czułam jak cała się trzęsę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i tak mocno wystraszyłam się tego, co działo się na ekranie, że odruchowo złapałam rękę Filipa i mocno ją ścisnęłam. 
- Tylko troszkę?- wyszeptał rozbawiony. 
Dopiero wtedy zdołałam zacząć myśleć racjonalnie i spojrzałam na nasze zaciśnięte dłonie. Dopiero teraz również, zdałam sobie sprawę, jak bardzo w ciągu trwania filmu zdołałam przybliżyć się do chłopaka. AŻ TAK BARDZO SIĘ BAŁAM? Speszona spojrzałam na niego, a wtedy uświadomiłam sobie, że jesteśmy naprawdę zbyt blisko, bo nasze twarze dzieliły jedynie centymetry. Mimo, że chciałam i wiedziałam, że powinnam się odwrócić siedziałam tak bezczynnie, trzymając go za rękę i wpatrując się w jego czekoladowe oczy. Dałabym sobie rękę uciąć, że on podnosząc kąciki ust, minimalnie się do mnie przybliżył, ale nie zdążyłam tego ocenić, bo cała sala jak na sygnał się wydarła, a my odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. 
Lekko skrępowana przysunęłam się jak najbliżej Leny nachylając się i coś jej tam mówiąc, żeby nie wyszło, że specjalnie odsunęłam się od chłopaka. Kontem oka widziałam, że i on się speszył.Siedział teraz wgapiony w wielki ekran, sącząc napój gazowany. 
Nie miałam pojęcia co to przed chwilą było i nie wiedziałam, czy w ogóle chce wiedzieć. Próbowałam to sobie jakoś poukładać, aż w końcu doszłam do wniosku, że bezsensownie sobie coś wkręcam, więc postanowiłam zachowywać się całkiem normalnie. NIC się nie wydarzyło. 
W sumie do końca filmu praktycznie nie patrzyłam na Filipa, choć wiedziałam, że on od czasu do czasu mi się przygląda.  
Kiedy pierwszy horror się skończył ogłoszono 10 minut przerwy, oznajmiłam wszystkim, że muszę pójść do łazienki i szybko wyszłam z sali. Musiałam się zmyć na te dziesięć minut, aby uniknąć rozmowy z chłopakiem, która wydawała mi się w tym momencie bardzo krępująca.
- Ogarnij się Laura. - powiedziałam do swojego odbicia i w tym momencie drzwi się otworzyły, a stanęła w nich Lena. Miałam szczerą nadzieje, że dziewczyna była zbyt zajęta filmem, bądź swoim chłopakiem żeby zauważyć tą dziwną sytuację zaistniałą między mną i jej bratem.
- Co robisz? - spytała zupełnie niewinnie, więc odetchnęłam z ulgą. Nawet jeśli coś zauważyła, najwyraźniej nie miała zamiaru poruszać tego tematu.
Popatrzyłam na nią chwilę, bo nie do końca wiedziałam co odpowiedzieć, aż w końcu wypaliłam:
- Chciałam pomalować usta. Od tego popcornu zrobiły się strasznie suche. -włożyłam rękę do torebki i wyłowiłam z niej pomadkę.
- Masz rację. - uśmiechnęła się i podeszła do mnie, spojrzała w lustro i zrobiła to samo co ja. - Wracamy na sale?
- Em... - chciałam się jakoś wymigać, bo do rozpoczęcia kolejnego filmu zostało kilka minut, ale jednak nic nie mogłam wymyślić. - Jasne - odparłam zrezygnowana.
Miałam cichą nadzieję, że Filip gdzieś się zmył, jednak kiedy weszłam do sali, od razu go zauważyłam.
- Gdzie byłyście? - zapytał, gdy zajęłam miejsce obok niego. - Omawiałyście wrażenia z filmu? - powiedział to z lekkim przekąsem i swawolnym uśmiechem, więc od razu zrozumiałam o co mu chodzi. Przeszła mnie nagła fala gorąca.
- Bardzo śmieszne. - wymamrotałam.
Chłopak tylko się zaśmiał i zaczął zajadać się nachosami. W sumie może i ma do tego lepsze podejście? Najwyraźniej postanowił udawać, że nic się nie stało. A może nic się nie stało? To co się wydarzyło było chwilą, impulsem, dziwnym przypadkiem, szokiem. Zdecydowanie za dużo sobie wkręcam. Filip podchodzi do tego z żartem i takie podejście zdecydowanie odpowiadało mi o wiele bardziej, niż takie przejmowanie się mimo, że nic się nie stało.
Dopiero co zrozumiałam, że nie warto gniewać się na cały świat, za to że musiałam wyprowadzić się do Warszawy. Dopiero co zrozumiałam, że tu też są super ludzie i że tu też mogę spełnić swoje marzenia. A teraz mam zepsuć sobie to wszystko, bo za bardzo się wszystkim przejmuje? Nic się nie stało. Tego warto się trzymać.
- Filip, zostawisz coś dla mnie? - zaśmiałam się wyrywając mu nachos'y z ręki.
- Niech ci będzie. A właśnie. Jakbyś się bała i znowu miała złapać mnie za rękę, to się nie obrażę.
- Spadaj głupku. - szturchnęłam go w ramię i udając obrażoną, odsunęłam się w stronę Leny. Ten tylko zaczął się śmiać i wtedy rozpoczął się kolejny film.
Tym razem było to o jakiś zmutowanych potworach, rządnych krwi. Ten był nie mniej straszny, niż poprzedni. Siedziałam i zaciskałam skrawek sweterka.
Filip chyba to zauważył, bo nagle wziął moją rękę ściskającą kawałek bawełny.
- Jaja sobie robisz? - szepnęłam zdziwiona.
- Przecież widzę jak się trzęsiesz. - roześmiał się cicho.
- Przestań się nabijać Filip, tamto to był głupi odruch. - chciałam żeby to zabrzmiało oskarżycielsko, ale mimowolnie i ja się zaśmiałam.
- Dobra, dobra - uniósł ręce w geście obronnym - Już zostawiam twoją rękę w spokoju.
- Miło z twojej strony. - odparłam ironicznie i wsadziłam dłoń w kubeł od popcornu.


Cały maraton zakończył się o 02:00. Razem z Leną i Filipem odprowadziliśmy Antka do domu, a później udaliśmy się do "naszego". Był mały problem z tym, kto pierwszy idzie do łazienki. Co prawda Filip ustąpił oznajmiając, że idzie ostatni, ale ja i Lena wciąż wysuwałyśmy pełno argumentów, dla których to miałyśmy skorzystać z prysznica wcześniej, dlatego rozegraliśmy to tradycyjnie KAMIEŃ, PAPIER NOŻYCE. Miałam szczęście - mój kamień wygrał z nożycami Heleny.
- Baby - westchnął chłopak, kiedy byliśmy już pod domem.

Po zabraniu rzeczy z pokoju, poszłam do łazienki. Tam przygotowałam się do spania.
Kiedy weszłam do swojej sypialni, zobaczyłam siedzącego na łóżku Filipa. Pisnęłam cicho na jego widok.
- Wystraszyłeś mnie. - złapałam się za serce, uspokajając oddech.
- Taki był zamiar. - odpowiedział z triumfalnym uśmieszkiem.
- Czego szukasz u mnie o trzeciej w nocy? - stanęłam z założonymi rękoma i podniosłam brwi.
- Swojego telefonu. -odparł. -  Zdaje się, że dałem ci go do przechowania.
- A no może dałeś. - postanowiłam się trochę podroczyć. - Ale niezbyt zasłużyłeś żeby go dostać z powrotem. - popatrzyłam na niego znacząco.
- Śmieszne. - uśmiechnięty od ucha do ucha wstał z łóżka i podszedł bliżej mnie. - Dasz mi telefon? - wyciągnął otwartą dłoń w moją stronę.
- A może proszę? - również się przybliżyłam.
- Mam prosić o własny telefon? - zrobił kolejny krok do przodu.
- Mógłbyś - ponownie zmniejszyłam dzielącą nas odległość i wtedy on niespodziewanie podszedł do półki, na której leżała moja torebka.
- To sam sobie wezmę. - stwierdził pewnym siebie głosem.
- NIE MA MOWY! - roześmiałam się w głos podbiegając do niego i zabierając torebkę, która już zdążyła dostać się w jego ręce.
- Oddawaj. Ej no nie będę szarpał dziewczyny.
- Więc chyba musisz poprosić. - wzruszyłam ramionami.
- Mam lepszy pomysł -powiedział i...  ZACZĄŁ MNIE ŁASKOTAĆ. Chłopak roześmiał się w głos, a ja chcąc nie chcąc mu wtórowałam.
Nie wiem ile mnie tak torturował, ale przestał kiedy drzwi otworzyły się z impetem. Oboje spojrzeliśmy w ich stronę, a naszym oczom ukazała się Monika, która z tą czupryną, zaspaną i zarazem wściekłą miną, przypominała te potwory z 2 filmu na maratonie.
- Możecie się zamknąć?- syknęła przez zaciśnięte zęby. - JEST TRZECIA W NOCY, NIEKTÓRZY PRÓBUJĄ SPAĆ! - warknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
Filip i ja w szoku spojrzeliśmy na siebie, ale już po chwili turlaliśmy się na podłodze, płacząc ze śmiechu.
- MOŻECIE SIĘ ZAMKNĄĆ?!- Zaczął przedrzeźniać siostrę.
- Hahahaha to było dobre. - ponownie zaczęłam się chichrać, dopiero kiedy się uspokoiliśmy ponowne się odezwałam:
-  W sumie... Dlaczego nie poszła z nami?
- Wiesz pytałem się jej, ale powiedziała, że nie ma ochoty.
- Czuję się trochę winna. - przyznałam, wyciągając telefon z torebki i podając go chłopakowi.
- Dzięki, ale czemu czujesz się winna?
- Pewnie gdyby nie ja, poszłaby z wami.
- Nie rozumiem? -  usiadł na łóżku i gestem ręki pokazał abym i ja zrobiła to samo.
- Przecież gdybym nie poszła z wami, ona by poszła.
- Nie myśl tak. Monika nie powinna być na ciebie obrażona tylko dlatego, że twoja mama jest z naszym tatą. My chcemy mieć z tobą jak najlepszy kontakt, a ona powinna to zrozumieć.
- Mimo to czuje się jakbym zabierała jej rodzeństwo.
- Wydaje ci się. - niespodziewanie objął mnie ramieniem, zauważywszy, że zaczyna robić mi się serio przykro. - Ona zawsze wolała towarzystwo swojego chłopaka i ich znajomych. Wiesz Antek jest moim przyjacielem, a Lena jego dziewczyną. Tak wyszło, ale to sprawia, że spędzamy więcej czasu razem, na przykład na takich wspólnych wypadach ze znajomymi jak dziś Przez to, że są razem ja i Lena mamy wspólnych przyjaciół i chcąc nie chcąc widujemy się częściej, niż z Moniką. Ona czasem dołącza, ale dość rzadko. Ma swoich znajomych.
- Skoro tak mówisz...
- Nie przejmuj się. To nie twoja wina. Monika pierwsza na ciebie naskoczyła.
- Dlaczego bronisz mnie a nie własnej siostry?
Chłopak najwyraźniej lekko się speszył, ale już po chwili odpowiedział:
-Po prostu wiem, że mam rację, i że nie jesteś niczemu winna.
- Dziękuję Filip.
- Za co?
- Za dzisiejszy dzień i rozmowę teraz. Bardzo dziękuje. - uśmiechnęłam się do niego wdzięcznie, po czym mocno przytuliłam. TAK PO PRZYJACIELSKU, NA PODZIĘKOWANIE.
- Nie ma za co. - pogładził mnie po plecach. - Nie przejmuj się już.
- Okej. - zgodziłam się.
- Myślę, że Lena już wyszła z łazienki. Więc teraz moja kolej. Do jutra. Śpij dobrze. - wstał z miejsca i podszedł do drzwi, po czym je otworzył i wyszedł.
Jeszcze przez chwile siedziałam na łóżku i myślałam o wydarzeniach dzisiejszego dnia. Nigdy bym nie pomyślała, że w tak krótkim czasie zacznę się cieszyć, że tu przyjechałam. I to wszystko ze względu na dwie osoby. Mowa oczywiście o Helenie - mojej przyszłej siostrze i Filipie... - chłopakowi, którego polubiłam zdecydowanie bardziej niż bym mogła przypuszczać.
Kiedy tak myślałam zdałam sobie sprawę, że nie odzywałam się dziś do Marceli i co dziwniejsze DO PABLO... A najlepsze jest to, że byłam tak zajęta wydarzeniami dzisiejszego dnia, że nawet o nim nie myślałam. Z jednej strony zrobiło mi się dziwnie głupio, bo przecież go kocham... A z drugiej... Ulżyło mi, że po raz pierwszy od kilku miesięcy spędziłam normalny dzień,bez smutku z powodu zerwania.
Zadowolona, lecz trochę pogubiona położyłam się spać, ale jeszcze długo nie mogłam zasnąć.










WITAM <3
Nie wiem w sumie czy rozdział wyszedł troszkę dłużej niż poprzedni, ale stwierdziłam, że takie zakończenie będzie po postu najlepsze.
Mam nadzieje, że się podoba. Czekam na wasze komentarze. :D


LAURA LAUREN <3

sobota, 22 października 2016

Kino

Naszą pierwszą lekcją tego dnia była historia z Panią Milowską. Całkiem miła i sympatyczna kobieta. Zdążyłam zresztą zauważyć, że większość nauczycieli tutaj (a bynajmniej ci, którzy mnie uczą) są właśnie tacy. Szczerze lekko się przeraziłam, jak usłyszałam, że tutaj do nauczycieli trzeba zwracać się per pani, per pan. Myślę, że mówienie do nich po imieniu daje większą swobodne i ułatwia kontakt. Nauczyciel jest naszym przewodnikiem i przyjacielem - nie wrogiem. Bałam się, że przez takie ograniczenie będzie mi trudno, ale okazało się, że zdecydowana większość ( oprócz matematyczki) to super ludzie mający podejście do młodzieży i będący nauczycielami z POWOŁANIA.
Kolejną lekcją był Język Polski - lekcja która jak na razie sprawia mi najwięcej kłopotów, ale na szczęście pani, która jest moją wychowawczynią - jest wyrozumiała i wszystko mi pięknie tłumaczy. Dziś zadała nam lekturę na kolejny miesiąc, więc razem z Heleną poszłyśmy na przerwie do biblioteki. 
Po wypożyczeniu książek usiadłyśmy sobie na ławeczce przed szkołą i zaczęłyśmy rozmawiać o ubraniu na dzisiejszy maraton, ale przerwała nam nasza wychowawczyni, prosząc Lenę, aby podeszła do niej na chwilę, bo miała się wpisać na konkurs polonistyczny, w którym miała wziąć udział. Moja towarzyszka poszła za nauczycielką, więc zostałam sama. W takim wypadku otworzyłam lekturę na pierwszej stronie z zamiarem zaczęcia jej, ale nie zdążyłam przeczytać chociażby pierwszego akapitu, bo obok mnie usiadł Jacek. GENIALNIE!
- Cześć Laura. - przywitał się z głupkowatym uśmiechem. - Co tam czytasz? - wskazał na książkę, którą trzymałam w ręku.
- Lekturę na język polski. "Lalka" się nazywa. 
- Też to miałem, ale nie czytałem. - zaśmiał się, myśląc chyba, że mi tym zaimponował. 
- Ja jednak wolałabym przeczytać. 
- Jasne, ale zrobisz to po dzisiejszym maratonie w kinie, na który wybierzemy się razem. - odparł całkiem odważnie, zważając na to, że jeszcze wczoraj zgrywał nieśmiałego. 
- Sorka Jacek, ale tak się składa, że dziś nie mogę. 
- No co ty nie idziesz na maraton? 
- Idę, ale z Heleną. - pominęłam fakt, że idzie jeszcze jej chłopak i Filip. Nie chciałam żeby ten głupek sobie coś pomyślał, a późnej rozgadał w szkole jakieś niepotrzebne plotki. Tylko tego by mi jeszcze brakowało. 
- No nie bądź taka... - ujął moją dłoń w swoją i pogładził jej wierzch kciukiem. Szybko się wyrwałam i podniosłam. 
- Wybacz Jacek, ale jestem umówiona. - powiedziałam pospiesznie lekko zawstydzona i zarazem wzburzona. - Swoją drogą muszę już iść, nie chcę się spóźnić na lekcję. 
I w tym momencie - tak jak wczoraj - uratował mnie dzwonek, więc nie oglądając się na chłopaka weszłam do szkoły, szybko udając się pod pracownie plastyczną, gdzie miałam lekcje z rysunku. Tradycyjnie usiadłam w ławce z Leną.
- Poradziłaś sobie be ze mnie? - zachichotała, zanim jeszcze nauczycielka weszła do klasy. 
Zmroziłam ją spojrzeniem. 
- Nie. Jacek się do mnie podwalał. Zaprosił mnie do kina i ZŁAPAŁ ZA RĘKĘ! Myślałam, że eksploduje. 
- No tak...- westchnęła. - Jestem tu dopiero tydzień, ale słyszałam nie jedno na jego temat. Ponoć jak upatrzy sobie jakąś dziewczynę nie odpuszcza. A najgorsze jest to, że każda zawsze mu ulega, więc jesteś dla niego wyzwaniem. 
- ALE PALANT. - prychnęłam oburzona i nabrałam ochoty przywalenia mu kilka razy z liścia - po jednym za każdą dziewczynę, którą perfidnie wykorzystał. 

Uspokoiłam się troszkę, kiedy zaczęła się lekcja. Bardzo lubię szkicować, rysować, malować. Już jako dziewczynka uczęszczałam na dodatkowe zajęcia plastyczne. Później w mojej głowie narodził się pomysł dekoracji wnętrz i tak mi już zostało. Cieszę się, że wiem co będę robić w życiu, a najbardziej cieszy mnie to, że moją pasję podziela Lena. Nie wiem co bym zrobiła, gdybyśmy nie były w jednej klasie. Czułabym się pewnie totalnie zagubiona, tym bardziej, że raczej nie należę do osób obracających się w wielkim towarzystwie. Jak już mam swoją paczkę to się z nią trzymam i nie mam potrzeby poznawania innych ludzi. Taka już jestem, dlatego pewnie trudno byłoby mi się zaklimatyzować, gdyby nie Helena.

- Ej Lena... - zaczęłam, kiedy skończyła się nasza ósma i zarazem ostatnia lekcja.- To nie trochę dziwne, że maraton jest w środku tygodnia?
- Tak to troszkę dziwne. - przyznała mi racje. -Przeważnie jest w piątek, albo Sobotę, chociaż czasami i w tygodniu. Myślę, że to dlatego, że jeden film będzie puszczany przedpremierowo, a premierę w kinach ma już w Czwartek. - wyjaśniła. - Nie wiem czemu nie zrobili tego w zeszły weekend, ale mniejsza. Bynajmniej idziesz z nami - uśmiechnęła się, pakując zeszyt do torby. 
- Wstaniemy jutro? 
- Daj spokój. Zrobimy sobie wolne. -  mrugnęła do mnie.
- Pięknie. Trzeci dzień w szkole, a mnie już nie będzie. - zaśmiałam się. 
- Eeee tam. - machnęła ręką. - Dużo osób na to idzie więc jutrzejsza frekwencja, raczej nie będzie wysoka. Zresztą pisałam do taty i napisze nam usprawiedliwienie. 
- No to okej. 

Po powrocie do domu czekał już na nas obiad, przygotowany przez moją mamę. Jadłyśmy tylko z Leną we dwie, bo reszta już dawno zdążyła to zrobić. Pospiesznie skonsumowałyśmy kurczaka i równie szybko wleciałyśmy do łazienki, zaczynając robić makijaż. Obie postawiłyśmy na troszkę mocniejszy niż an co dzień, ale jednak nadal delikatny. Następnie rozgrzałyśmy prostownicę i na wzajem wyprostowałyśmy sobie włosy. Kiedy już byłyśmy w pełni zadowolone z makijażu i fryzury udałyśmy się do swoich pokoi, aby wybrać ubrania. Postawiłam na ciemno jeansowe rurki i zawiązywaną na dole, miętową koszule na ramiączkach. Na nogi założyłam czarne koturny, a na rękę jasną bransoletkę. Spakowałam jeszcze do torebki wszystkie potrzebne dziewczyną rzeczy i zarzuciłam ją na ramię, a w rękę wzięłam sweterek. 
Lena natomiast założyła szarą spódniczkę i pudrowo-różową koszulkę z krótkim rękawkiem. Na nogach, tak jak ja, miała koturny. 
- Jaka laska. - powiedziała, kiedy mnie zobaczyła. 
- No nawzajem Lenka. - zaśmiałam się. - Gotowa?
- Tak, a ty?
- No pewnie. 
- Do dobrze, bo chłopcy czekają już w salonie. 
Schodząc po schodach usłyszałyśmy, że Antek, Filip i Karol rozmawiają, więc z ciekawości przystanęłyśmy. 
- Tylko bez głupot chłopaki! - mówił tata Leny - macie mi pilnować dziewczyn i po kinie wracacie zaraz do domu. 
- Tak tato... - westchnął poirytowany chłopak. - Będę pilnował żeby nie zaszyli się z moją siostrą w łazience czy coś. 
- FILIP! BO ZARAZ NIGDZIE NIE PÓJDZIESZ. - wycedził mężczyzna. 
- Oj dobra już nie zanudzaj.Idziemy tylko do kina, co ty teraz? 
- Do kina na cała noc. - skwitował. 
- Dobra, dobra. - nie widziałam go, ale wyczułam, że głupio się uśmiecha. - Będziemy grzeczni. 
- Mam nadzieje. 
I tu rozmowa ucichła, więc odczekałyśmy chwilkę i zeszłyśmy. 
- Ale się wystroiły. - zagwizdał brunet. 
- Dziękujemy. - odparłyśmy jednocześnie. 
- To idziemy?- odezwał się Antek, podając Helenie rękę. 
- Tak. - uśmiechnęła się.
Filip również podniósł się z miejsca. 
- To idziemy balować. - powiedział spoglądając na tatę,który rzucił mu mordercze spojrzenie. 
Chłopak położył mi rękę na plecach i lekko pchnął mnie ku wyjściu. 
Kiedy wyszliśmy wszyscy, jak na sygnał, wybuchliśmy śmiechem. 
- NADOPIEKUŃCZY TATA. - zaczęła żartować Lena. 
- On tak zawsze? - spytałam. 
- Tak. odpowiedziała, próbując się uspokoić.
W drodze do kina bardzo dużo się śmieliśmy i gadaliśmy. Opowiedziałyśmy chłopakom o Jacku i jego nowej ofierze - CZYLI O MNIE. Widziałam, że Filipa też to zdenerwowało, zapewne tak jak ja nie lubi takich typków. Zresztą nie czaje jak można ich lubić? 
W każdym razie wybranie spaceru zamiast auta było dobrym pomysłem. Na dworze było ciepło, a rozmawiało się tak przyjemnie, że prawie ominęliśmy ulicę, w którą mieliśmy skręcić. 









Hejka <3 NARESZCIE SPEŁNIŁAM OBIETNICE XD Rozdział jest szybciej :D 
Mam pytanko. 
Czy chcecie takie długości czy wolicie dłuższe? A może krótsze? Na odpowiedzi czekam w komentarzach :D 
POZDRAWIAM :* 
LAURA LAUREN <3

p.s zapomniałabym! Piszę opowiadanie, które ma miejsce w Polsce, więc muszę brać polskie imiona i nazwiska, ale gwarantuje, żę są przypadkowe ;D Tak żeby nie było xD

środa, 12 października 2016

Zadomowienie

Zjadłam kolację najszybciej jak tylko mogłam i jako pierwsza opuściłam jadalnię, kierując się do swojego pokoju. Powód był prosty... FLIP. Siedząc na przeciwko mnie cały czas mi się przyglądał. Wyglądało to trochę, jakby próbował wyczytać z mojej twarzy emocje i to, czy nadal jestem na niego zła. Czułam się przez to niezręcznie, a głupie chichotanie Moniki nie pomagało mi w zwalczeniu tego uczucia.
Weszłam do sypialni i wyjęłam z kieszeni telefon. Zauważyłam na górnym pasku, że mam jakąś nieodczytaną wiadomość i z entuzjazmem odblokowałam ekran. Trochę głupio przyznać, ale lekko się zasmuciłam jak okazało się, że sms jest od mojej przyjaciółki, a nie od Pablo...

"Randka poszła cudownie. Sergio jest po prostu wspaniały Laura <3 Znaczy wiedziałam to od dawna ale aaaaaaa! To było niesamowite. A najlepsze jest to, że w Sobotę jego kumpel urządza imprezę i poprosił abym z nim poszła! "

Uśmiechnęłam się sama do siebie, iż wiedziałam, że Marcela jest teraz w siódmym niebie. W końcu tyle podkochiwała się w Sergio, a teraz wyraźnie widać, że i ona nie jest mu obojętna. Szybko jej odpisałam:

"Nie masz pojęcia jak się cieszę twoim szczęściem kochana! <3 To cudownie, że się udało. Mam nadzieje, że jeszcze kilka randek i wreszcie będziecie tą parą. Marzysz o tym od bardzo dawna! Hej laska - TWOJE MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ HAHA <3 Serio mega się cieszę ;* 
P.s No to w sobotę wreszcie możesz założyć jakąś kieckę :D "

Podeszłam do szafy, w celu wyjęcia z niej pidżamy, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo trzymany w ręku telefon ponownie zawibrował

"JA TEŻ SIĘ CIESZĘ! TO NAJLEPSZY DZIEŃ MOJEGO ŻYCIA! 
A jak randka... znaczy spotkanie (taaaa) z Filipem? :D"

No i masz... Co miałam jej napisać? Że zdenerwował mnie tym co powiedział o Pablo? Jedyne co bym wtedy od niej usłyszała to to, iż ma racje i znowu bym się zdołowała musząc wysłuchiwać jak każdy wie lepiej o jego uczuciach do mnie niż ja sama.

" To nie randka MARCELA! Było w porządku. Napiszę jutro dobranoc ;* " 

Postanowiłam nie mówić jej całej prawdy, dla własnego spokoju ducha. Nienawidzę jej okłamywać, ale jakby obiektywnie na to spojrzeć nie zrobiłam tego.
Na początku było bardzo fajnie, oprowadzanie po mieście, te przyjemne choć bardzo dziwne dreszcze towarzyszące mi gdy mnie oprowadzał, jego super poczucie humoru, przez które na jakiś czas zapomniałam o problemach ze złamanym sercem... to było zdecydowanie super. Jedyne co zepsuło miłą atmosferę, to zdarzenie w kawiarni. Więc podsumowując CAŁE spotkanie było... w porządku. NO! Nie okłamałam przyjaciółki.
Kiedy tak o tym myślałam dostałam tylko SMS'A, w którym Marcela na milion sposobów życzyła mi dobrej nocy, choć ja nie byłam do końca przekonana, czy w ogóle usnę.

Po wieczornej toalecie wskoczyłam pod kołdrę i mocno przytuliłam się do poduszki. Mimo tego, iż obawiałam się, że nie usnę przez wydarzenia dzisiejszego dnia, nie wiedząc kiedy totalnie odpłynęłam.

Rano obudził mnie nie budzik, ani nie Lena a dziwne ukłucie w żołądku. Jak się szybko domyśliłam - było to uczucie głodu.
Zaspana przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek, na którym widniała dopiero 05:30. Zdziwiłam się troszkę, że wstałam tak szybko, bo jednak zazwyczaj ledwo wstaję o wyznaczonej porze. Tak czy siak wiedziałam, że już nie zasnę, bo cholernie burczało mi w brzuchu, więc lekko się ociągając zrzuciłam z siebie kołdrę i od razu przeszedł mnie zimny dreszcz. Na nogi założyłam kapcie, a na ramiona zarzuciłam bluzę, po czym po cichu wyszłam z pokoju, aby nikogo nie obudzić.
Kiedy schodziłam po schodach, z kuchni dobiegł mnie zapach naleśników, przez co mój żołądek skurczył się jeszcze bardziej. Pełna apetytu wręcz wleciałam do kuchni spodziewając się Heleny, albo swojej mamy... Jednak osobą stojącą nad kuchenką i przygotowującą śniadanie był nie kto inny, jak Filip.
- Już nie śpisz? - spytał, unosząc wzrok znad patelni.
- Tak wyszło. - przyznałam, starając się zachować dystans. Nadal było mi przykro z powodu wczorajszego zdarzenia i chciałam żeby miał tego świadomość.
Przez kilka (a może kilkanaście?) minut staliśmy w milczeniu. W końcu wyłączył kuchenkę, postawił swoje placki na stole, z lodówki wyjął dżem i nutellę, a z szafki dwa talerzyki, po czym stanął za jednym z krzeseł i odsuwając je, spojrzał na mnie wymownie.
- Nie jestem głodna. - skłamałam, choć tak naprawdę miałam ochotę rzucić się na te naleśniki.
- Myślisz, że zjem je wszystkie sam? Specjalnie, kiedy zeszłaś, przygotowałem też dla ciebie więc mnie nie denerwuj. - powiedział żartobliwie i wskazał gestem, abym usiadła.
Mimo tego, że nie chciałam mu ulegać, chęć zjedzenia tego co przygotował była zbyt silna. Wywróciłam teatralnie oczami i po prostu zasiadłam do stołu.
- Laura, naprawdę przepraszam za wczoraj... - westchnął, kiedy sam zajął miejsce na przeciwko mnie.
- Powiedziałeś co myślisz. - wzruszyłam ramionami.
- No nie bądź taka. - jęknął.
- Jaka?
- Taka straszni uparta. Wściekasz się na mnie, kiedy naprawdę chciałem dobrze. Nie wiem w sumie co sobie myślałem, ale po wczorajszym wykładzie od Leny, już wiem, że nie powinienem był się wtrącać.
- Lena z tobą rozmawiała?
- Tak, ale to nie ważne. Przepraszam nie znałem waszej sytuacji, a ją oceniłem, ale nie obrażaj się już tak... NAWET ŚNIADANIE CI PRZEPROSINOWE ZROBIŁEM. PATRZ JAK SIĘ POSTARAŁEM. - Uśmiechnął się głupkowato wskazując kupkę racuchów.
- Przestań.-mimowolnie się zaśmiałam.- Próbuje byś na Ciebie zła
- To już więcej nie próbuj. - zrobił minę zbitego pieska, a ja nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
- Niech ci będzie. Ale tylko dlatego, że zrobiłeś jedzenie, a ja jestem potwornie głodna.
- Oczywiście. - odparł ironicznie. - Dzięki.
- Aż tak bardzo zależy ci na tym żebym nie była na ciebie zła? - zapytałam, ale dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, jak zbyt flirciarsko to zabrzmiało.
Na szczęście on obrócił to w żart, za co byłam mu wdzięczna.
- JASNE ŻE TAK! - wręcz wykrzyczał. - Być pokłóconym z tobą to największa udręka moich ostatnich 12 godzin. To, że mi wybaczyłaś to najlepsze co mnie dziś spotkało. - kiedy już się triumfalnie uśmiechnęłam, on dodał z premedytacją: - ale zauważ, że mamy dopiero 06:00 rano.
- Spadaj. - prychnęłam przez śmiech i wzięłam się w końcu za jedzenie.
- A tak serio to cieszę się, że już wszystko w porządku. Było mi głupio za to co powiedziałem.
- Nic nie szkodzi, naprawdę. Zapomnijmy o tym. - posłałam mu uśmiech, a on go odwzajemnił.
- Pogodzeni? - w progu pojawiła się Lena, z wielkim uśmiechem na twarzy. - OOOOOOO -NALEŚNIKI! - pisnęła i żarłocznie rzuciła się do stołu, na co z Filipem się zaśmieliśmy.
- Na którą mamy dziś do szkoły? - spytałam Leny, zajadając się pysznościami, przyrządzonymi przez Filipa.
- Dopiero na 09:00. - odpowiedziała z pełną buzią. Chyba też uwielbiała naleśniki, tak samo jak ja.
Filip niestety zaczynał zajęcia dużo wcześniej, więc dość szybko wstał od stołu, posprzątał po sobie i podszedł do Heleny całując ją w policzek, a następnie uczynił to samo ze mną. Byłam bardzo zakłopotana, ale jednocześnie poczułam niesamowicie przyjemne uczucie, kiedy jego wargi styknęły się z moją skórą. Szybko się jednak opanowałam, aby nie dać im tego zauważyć i delikatnie się uśmiechnęłam, żegnając z PRZYSZŁYM BRATEM.

- Widzę, że zaczęłaś się zadomawiać. - oznajmiła Lena z triumfalnym uśmiechem.
- W sumie to tak. - wyznałam zupełni szczerze, przez co sama siebie zadziwiłam. Cóż... To było dziwne ale dzięki Helenie i Filipowi naprawdę czułam się tu całkiem dobrze. Jedyne co doskwierało nadal to tęsknota za Pablo i Marcelą, ale dzięki wczorajszej rozmowie z Leną nabrałam pewności, że mój związek z Pablo może jeszcze nie jest na przegranej pozycji... Humor od razu mi się poprawił.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - nawet nie zauważyłam kiedy wstała z krzesła i mocno mnie przytuliła. Nie powiem, że bardzo mnie to zszokowało, ale zarazem poczułam się mega fajnie. Po raz kolejny przekonałam się, że Helena jest przesympatyczną dziewczyną, która serio stara się abym czuła się jak najlepiej w nowej sytuacji. Udawało jej się to i byłam jej za to wdzięczna.
- Zaczekaj pomogę Ci! - poderwałam się szybko z miejsca, aby razem z Leną posprzątać po śniadaniu. Kiedy skończyłyśmy obie rozeszłyśmy się w swoje strony, by przygotować się do szkoły.
Udałam się wpierw do łazienki, gdzie umyłam zęby, zrobiłam lekki makijaż i rozczesałam włosy - lekko je upinając. Następnie wróciłam do sypialni, żeby wybrać rzeczy. Kiedy już otworzyłam szafę, drzwi mojego pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich Lena.
- Co jest? - spytałam spoglądając na roześmianą twarz dziewczyny.
- Właśnie dzwonił do mnie Antek. - zaczęła wyjaśniać, siadając na brzeg mojego łóżka. - Jak wiesz on i Filip się przyjaźnią i ponoć zamierzają wybrać się do kina na jakiś maraton horrorów czy coś tam i pytają czy mamy ochotę zabrać się z nimi?
- Poważnie?
- No tak. Ty, ja, Antek i Filip. Mów szybko bo chcą rezerwować bilety. - podniosła do góry rękę, w którym trzymała telefon i potrząsnęła nim. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nadal się nie rozłączyła.
Bez chwili zastanowienia się odpowiedziałam pełna zadowolenia:
- JASNE! BARDZO CHĘTNIE!
- Dobra. - nastolatka zaśmiała się i w podskokach opuściła moją sypialnię i poszła do swojej.
Nie wiem czemu, ale byłam naprawdę mega zadowolona z wieczornego wypadu. Nie wiedzieć czemu, przecież to niby zwykły wypad z Leną, jej chłopakiem i Filipem, ale cieszyłam się ogromnie. Sama nie wiem czy to dlatego, że to idealny przykład na to, że udaje mi się zaklimatyzować, czy raczej dla tego, że spędzę czas z - jak już się zdążyłam przekonać - super ludźmi.
Mogłabym tak jeszcze długo myśleć, ale czas było się zbierać. Zadowolona z tego, że dzięki jednej rozmowie z Heleną czuję się o niebo lepiej i z tego, iż spadł ze mnie ten dołujący ciężar przygnębienia, szybko się ubrałam, zarzuciłam torbę i wyszłam na korytarz czekając na Lenę.













HEJKA <3
Ja to już lepiej nie będę obiecywała,że "następny będzie dłuższy", bo jak widać średnio mi to wychodzi. No ale myślę, że lepiej krótki, niż jakiś bez pomysłu. Mam nadzieje, że w weekand będę miała wolne i napisze coś fajniejszego. Trzymajcie się i zdawajcie pytania, jeśli takowe macie <3 do następnego ;* ( może nie będę obiecywała, że będzie dłuższy, ale na pewno pojawi się szybciej) DO NASTĘPNEGO ;)


LAURA LAUREN

sobota, 17 września 2016

5. "Otrząśnij się! On Cię już nie kocha!"

- Piękne miejsce. - przyznałam rozglądając się wokół. Stare miasto wyglądało fantastycznie. Niby nic takiego: rynek i charakterystyczne kamieniczki, ale takie miejsca są najwspanialsze. Każdy zakątek przenika historią, której bądź co bądź nie znałam.
- W 1944 całe to miejsce było zrównane z ziemią, podczas Powstania Warszawskiego. - powiedział Filip, jakby czytał mi w myślach. - W 1995 zostało zupełnie odbudowane, ale na szczęście zachowało swoją historię.
- Pokażesz mi tę słynną syrenkę?
- Jasne. - zaśmiał się i złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą. Przez ten dotyk przeszedł mnie przyjemny dreszcz przeszywający całe moje ciało, ale starałam się to ukryć.
Filip pokazał mi chyba wszystko co mogłam tu zobaczyć i opowiadał wszystko co wiedział, a ja chłonęłam jego słowa z wielkim zainteresowaniem, zastanawiając się w między czasie, czy nie jest przypadkiem ulubionym uczniem historyka, w swojej szkole.
Przeszliśmy znaczną część starówki rozmawiając i śmiejąc się aż w końcu oboje stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni więc po prostu udaliśmy się do ulubionej kawiarni chłopaka.
Usiedliśmy przy jednym z okrągłych stoliczków i zaczęliśmy czytać kartę, przyniesioną przez kelnera.
- Jakie jest najpopularniejsze ciasto w Polce? - zapytałam.
- Sam nie wiem...- zastanowił się przez chwile. - Myślę, że każdy chyba nie raz piekł w swoim domu sernik, więc powiedziałbym, że to.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak potrafiłam, nie wiedząc dlaczego aż tak się staram.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, do naszego stolika podeszła kelnerka.
- Czy mogę przyjąć od państwa zamówienie?
- Tak proszę. Laura co zamawiasz?
- Poproszę sernik podawany z gałką lodów śmietankowych i bitą śmietaną, oraz sok pomarańczowy świeżo wyciskany. - kobieta szybko to zapisała i przeniosła spojrzenie na Filipa.
- To samo poproszę.
- Czy to wszystko?
- Tak dziękujemy.
Kiedy odeszła między mną a Filipem zapadła dziwna, nieco krępująca cisza, którą on przerwał jeszcze bardziej krępującym pytaniem.
- Laura... - zaczął niepewnie. - Jesteś strasznie zamknięta w sobie prawda?
- To nie tak. - westchnęłam lekko podirytowana tym, jak odbiera moje zachowanie. - Byłam normalną, przeważnie optymistycznie nastawioną do świata dziewczyną, ale... - zacięłam się, żałując tego, że po prostu nie przytaknęłam na jego stwierdzenie. Wzrok chłopka tylko uświadamiał mnie w tym, że czeka na dalszą część wypowiedzi, a ja próbowałam coś szybko wymyślić. Po chwili milczenia poddałam się i głęboko odetchnęłam. - Ale kiedy Pablo ze mną zerwał... I to tylko dlatego, że wyjechałam mój świat się zawalił. Bardzo go kocham, nie potrafię podnieść się po tym rozstaniu...
- Dlatego jesteś tak do wszystkiego negatywnie nastawiona... - odparł współczującym tonem, a mnie zrobiło się lżej na sercu. - Podchodzisz tak źle do zmiany otoczenia, bo myślisz, że to przez to straciłaś miłość swojego życia.
- Jak to MYŚLĘ? - przymrużyłam oczy. - Ja to wiem.
W tym momencie do naszego stolika podeszła ta sama kelnerka co poprzednio i postawiła przed nami zamówione wcześniej desery. Kiedy oddaliła się, życząc nam smacznego, Filip popatrzył na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Nie uważam, że miłość twojego życia zostawiłaby cię tylko dlatego, że wyjeżdżasz i w dodatku nie masz na to wpływu. Może i przeprowadzka przyspieszyła wasze rozstanie, ale jestem pewien, że to i tak w końcu by nastąpiło. Zasługujesz na kogoś lepszego. - dokończył swoją wypowiedź, a ja poczułam jak krew mnie zalewa, a na mojej twarzy pojawiają się wypieki.
- Po pierwsze nic o nim nie wiesz. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - A po drugie: nic nie wiesz o mnie. Wiec skąd możesz wiedzieć na kogo zasługuje a na kogo nie? - powstrzymywałam się od krzyku, zaciskając ręce w pięści.
- Nie zrozum mnie źle. - próbował się jakoś wytłumaczyć. - Chodzi mi o to, że ta jedyna prawdziwa miłość nie zostawiła by Cię w takim momencie. Chociaż spróbowałby o ciebie walczyć gdyby mu zależało. Tym bardziej, że zapewne wie ile kosztuje cię to rozstanie i zapewne wie, że kosztuje cię o wiele więcej niż to, że po prostu się nie widzicie. On wie, że wolałabyś związek na odległość niż to co jest teraz. To nie jest ten jedyny La...
- Nie mów nic więcej. NIC O NAS NIE WIESZ NIE UDZIELAJ SIĘ. - oznajmiłam dostatecznie głośno, by ludzie siedzący stolik dalej dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Wybacz chciałem pomóc uwolnić ci się od tych nieracjonalnych myśli. Musisz myśleć pozytywnie, bo świat nie kończy się na jednym złamanym sercu.
- Kończysz tą beznadziejną gadkę, czy ja mam skończyć to spotkanie? - wsłuchując się we własne słowa, doszłam do wniosku, że wygłosiłam mu coś w rodzaju szantażu co było trochę dziwne, ale podziałało. Wymruczał tylko pospieszne "przepraszam, chciałem dobrze" i wbił wzrok w swój talerz, oddzielając widelcem kawałek ciasta, po czym wepchnął go do buzi.
Ja zrobiłam to samo, chociaż cały apetyt ze mnie odleciał. Deser był przepyszny, ale nie miałam nawet ochoty się nim delektować. Ledwie przełykałam kawałki wypieku przez gulę w gardle, spowodowaną łzami, które cisnęły mi się na powieki. Jednak nie były to łzy tęsknoty za domem, były to raczej łzy rozgoryczenia, ponieważ każdy próbował wcisnąć mi ten sam kit! Może nie dosłownie, może i subtelnie ale i mama i Marcela i teraz także Filip swoimi mądrościami mówili mi jedno "Otrząśnij się! On Cię już nie kocha!".
- Chyba powinniśmy się już zbierać. - odparł zmieszany, po kilkuminutowej ciszy.
- Chyba masz rację. - odparowałam, nadal żywiąc do niego urazę.
Spacer z powrotem raczej nie był spacerem. Szliśmy tak szybko, że prawie biegliśmy. Dla obojga z nas to było krępujące, a ja marzyłam teraz tylko o tym, aby przestać udawać twardzielkę i zaszyć się w swoim pokoju płacząc. Moja matka, moja przyjaciółka... one popierały zdanie Filipa, a przecież nie pożalę się Pablo... Moją jedyną deską ratunku okazała się Helena... I miałam szczerą nadzieje, że choć ona spojrzy na to inaczej.

Zapukałam do drzwi od pokoju Leny, ale nikt mi nie odpowiedział, więc delikatnie nacisnęłam na klamkę i je otworzyłam. Wchodząc do sypialni mojej przyszłej siostry, od razu wiedziałam kto ją urządzał. Oczywiście przyszła dekoratorka wnętrz. Zaczęłam się zastanawiać czy nie zajmowała się dekorowaniem całego domu.
Jej pokój różnił się od mojego, co było widać na pierwszy rzut oka. Tutaj dwie równoległe do siebie ściany były jasno-szare, a pozostałe dwie bladoróżowe. Chociaż meble tak jak ja miała białe, to dodatki na nich były bardziej w stonowanych kolorach niż moje. Wszystkie szczegóły wydawały się być zachowane kolorystycznie do ogólnego wystroju. Przeważały tutaj szarość, róż, biel i troszkę fioletu. Nawet zdjęcia rozrzucone po całej - przeciwległej do mnie - ścianie, były czarno - białe. Dlatego właśnie to pomieszczenie wydawało się takie spokojne i zarazem przytulne. Widać było, że to musi być pokój modnej, ale za razem spokojnej dziewczyny. Taka właśnie była Lena.
- Szukasz mnie może? - usłyszałam za sobą, już dobrze mi znany, głos.
- Tak. - uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam zaskoczoną dziewczynę. - Musisz mi pomóc. - powiedziałam błagalnym tonem i podeszłam do drzwi, aby je zamknąć, po czym usiadłam na łóżku.
- Co się stało? - spytała ze słyszalną troską w głosie.
- Mam dość Lena. - pisnęłam i aż sama siebie zadziwiłam, kiedy momentalnie zaczęłam płakać, nie mogąc się uspokoić.
Helena nieco zaniepokojona moim nagłym wybuchem, ostrożnie mnie do siebie przytuliła. Dzięki temu drobnemu gestowi poczułam się lepiej. Może nie dobrze, bo łzy nadal ciurkiem spływały po moich policzkach, ale na tyle w porządku, aby zacząć rozmowę.
- To wszystko jest takie trudne... - wyszeptałam, ocierając łzy.
- Przeprowadzka?
- To też, ale chodzi mi teraz o konkretną rzecz. Lena... Wszyscy wokół powtarzają mi, że Pablo mnie nie kocha... Mama, moja najlepsza przyjaciółka, a dziś nawet twój brat, który przecież nawet go nie zna. Oni wszyscy mówią, że przestał mnie kochać, dlatego mnie zostawił. A to tak okropnie boli Lena... Chcę wierzyć w to, że mu na mnie zależy, tak bardzo go kocham. Wiem, że są inne wytłumaczenia tego, czemu postanowił zakończyć ten związek, nie rozumiem czemu każdy stara się mnie na siłę dobić. - powiedziałam i schowałam twarz w dłonie.
- Oni nie chcą cię na siłę dobić Laura... Nie wierzę w to, nie ma takiej opcji. Na pewno się o ciebie martwią i może myślą, że takim gadaniem pomogą ci o nim zapomnieć. Hm...- zamyśliła się przez chwilę - być może Pablo naprawdę cię kocha. Posłuchaj nie wiem jak to dokładnie było między wami, więc nie powinnam tego oceniać, ale może przerosło go to? Może stwierdził, że nie ma co próbować, bo nie potrafi uwierzyć w to, że na odległość także da się utrzymać związek. Może powinnaś z nim porozmawiać?
- Już próbowałam. Przed wyjazdem milion razy starałam się go przekonać. - przyznałam z rezygnacją.
- A więc może spróbuj raz jeszcze. Cóż może odkąd jesteś tutaj coś się zmieniło, coś w nim pękło? Jeśli naprawdę się kochacie musi wam się udać, jestem pewna. Głowa do góry i nie przejmuj się gadaniem innych, ale także się na nich nie wściekaj. Chcą pomóc.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się z wdzięcznością. - Może i chcą, ale to ty mi teraz pomogłaś. Teraz już wiem. Dam mu czas... Kiedy przyjadę do Polski na pierwsze odwiedziny szczerze z nim porozmawiam.
- Tak trzymaj. - wyszczerzyła zęby, zauważając, że udało jej się poprawić mi humor.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuje Helena. - mocno ją przytuliłam, a ona odwzajemniła uścisk.
- Zawsze do usług. Możesz na mnie liczyć.
- Wiem. - wstałam z łóżka. - Przygotujemy razem kolację? Opowiesz mi przy okazji, jak spotkanie z Antkiem.
- Pewnie. - zachichotała i razem zeszłyśmy do kuchni.

- To ty najczęściej przygotowujesz posiłki, prawda? - zapytałam podczas krojenia ogórka na sałatkę.
- Najczęściej. - przyznała. - Czasem robi to tata, ale raczej on słabo gotuje, więc i tak trzeba po nim poprawić. - roześmiała się.
- A co z Moniką? Nie pomaga ci?
- Raczej nie. Wiesz odkąd mama odeszła od nas do innego faceta, ona siedzi zamknięta w swoim pokoju i nie chce mieć z nikim kontaktu. No nikim oprócz swojego chłopaka, rzecz jasna. I nawet jak zmuszę ją do pomocy to tylko stoi i marudzi, więc wolę po prostu gotować sama.
- Więc twoja mama odeszła do innego? - pożałowałam tego pytania, jak tylko spojrzałam na grymas, który na twarzy Heleny, zastąpił pogodny uśmiech. - Przepraszam...
- Nie szkodzi... - westchnęła i dalej mieszała jakieś składniki na sos. - To stało się trzy lata temu... Byłyśmy wtedy w pierwszej, a Filip w trzeciej gimnazjum. Chociaż rozwód rodziców był przewidywalny, bo wiecznie się kłócili, dzień, w którym spakowała rzeczy i oznajmiła, że odchodzi do niejakiego  Marka, był szokiem. Wyjechała do Anglii. Mamy z nią kontakt, ale bardzo znikomy. Z własnego wyboru i jej chyba też. Nawet nie starała się o nas walczyć... Do tej pory zastanawiam się czy dlatego, że w jej nowym życiu bylibyśmy tylko ciężkim balastem, czy dlatego, ze wiedziała, iż nie ma szans, abyśmy opuścili ojca...
Nie byłam pewna czy powinnam się odezwać, ale gdy po dłuższym czasie Lena nic nie dopowiedziała, zrozumiałam, że zakończyła tą wypowiedź.
- Bardzo mi przykro... Ale nie jesteś sama. Mojego tatę odkąd pamiętam interesowała tylko praca, dla nas nie miał czasu. Teraz ma nową rodzinę i chyba nawet nie wie, do której poszłam klasy.
- Widzę, że mamy podobne przeżycia życiowe. - delikatnie się uśmiechnęła, chociaż widziałam, że jej oczy są zaszklone. Poczułam się winna, bo to ja zaczęłam temat, więc dla rozluźnienia atmosfery, spytałam jak przebiegło spotkanie z Antkiem.
Ta jak myślałam, to ją rozpromieniło i z wielkim entuzjazmem zaczęła mi wszystko opowiadać, więc poczułam ulgę.




Witam wszystkich, którzy dobrnęli do momentu przeczytania tego.
Witam was po dość długim czasie z 5 rozdziałem. :) Mam nadzieje, że się podoba mimo jego "bardzo powalającej " długości. :P
Postaram się aby następny był dłuższy.
To do następnego <3 pozdrawiam

niedziela, 31 lipca 2016

4 "NAJWYŻEJ ZAUROCZENIE!!!"

Kiedy tylko weszłam do swojego pokoju rzuciłam torbę w kont i szybko zasiadłam do biurka, odpalając laptopa. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Wskazywał 15:50... Pomyślałam przez chwilę, próbując sobie przypomnieć czy Marcela jest już w domu po skończonych zajęciach. W końcu nie mogłam się zdecydować czy dziś kończy o 16:00, czy 15:00 więc kiedy tylko sprzęt odpalił, zalogowałam się na swoje konto. Ledwo co zaznaczyłam, że jestem "dostępna", a na ekranie już pojawiło się zdjęcie mojej przyjaciółki, dzwoniącej do mnie. Zaśmiałam się sama do siebie, wyobrażając sobie Marcelę, wpatrzoną w monitor komputera i oczekującą aż w końcu się pojawię. Wyszczerzyłam się w ogromnym uśmiechu, kiedy zobaczyłam przed sobą rozentuzjazmowaną dziewczynę, machającą do mnie energicznie.
- Cześć Laura!!!! - krzyknęła na cały głos. - Jak ja się za tobą stęskniłam, no nie wyobrażasz sobie! Kiedy przyjedziesz?
- Marcela... - westchnęłam, - Dopiero tu przyjechałam. Wątpię, że zawitam w Hiszpanii jeszcze przed świętami...- zauważyłam, że ją tym zasmuciłam. Mi samej mina zrzedła, kiedy pomyślałam ile to czasu. - Ale się postaram. Może uda mi się uciec do was na jakiś weekend.
- OBY!
- Postaram się, obiecuję.- zapewniłam wyciągając przed siebie rękę i unosząc mały paluszek. Ona  zrobiła to samo. Gdyby nie dzielił nas teraz ekran, splotłybyśmy je, na znak przysięgi. - A co mi chciałaś tak ważnego powiedzieć?
- SERGIO!!!!  - wrzasnęła przejęta.
- Co z nim? - zmarszczyłam brwi, obawiając się złych wieści. Sergio to chłopak, który podoba się Marceli już od dwóch lat, ale przez cały czas nie miała odwagi do niego zagadać. On też nie zwracał na nią uwagi, mimo że mieszkają po sąsiedzku.
- Zaprosił mnie na randkę!!!!
- Że co?! - jak to usłyszałam, to aż wstałam z krzesła z takim impetem, że to - na swoich kółkach, pojechało na drugi koniec pokoju - Poważnie?!
- A co ty taka zdziwiona?- prychnęła, udając urażoną, ale po chwili zaśmiała się, sama z siebie.- Jestem taka szczęśliwa! - tak, to było widać.
- Ja też kochana. Super to słyszeć. - szczerze nie pomyślałabym, że jeśli Marcela sama do niego nie podejdzie, to ten to zrobi. W końcu od dwóch lat się w nim podkochiwała, a on zdawał się jej nie zauważać. A tu proszę. Propozycja randki! - Gdzie Cię zaprosił?
-  Do wesołego miasteczka. Tak się umówiliśmy. Będzie po mnie za trzy godziny.
- CO? Ale jak to, chyba najpierw musisz się przygotować!
- Pomożesz w wyborze ciuchów?
- Zawsze pomagam.- puściłam do niej oczko, a ona wdzięcznie się uśmiechnęła i podeszła do szafy w swoim pokoju. W tym czasie ja zabrałam krzesło i postawiłam z powrotem bliżej biurka, po czym na nim usiadłam.
- Co myślisz? - podbiegła do kamerki tak szybko, że aż ekran mi się zaciął i przez chwilę nic nie widziałam. Później jednak zobaczyłam sukienkę w kolorze fuksji, była wykonana z delikatnego materiału, miała wydłużany tył, przód był mniej więcej przed kolanko. Do tego moim oczom ukazały się beżowe buty na obcasie i platformie.
-  Pójdziesz odstrojona jak na bal do wesołego miasteczka?- zaśmiałam się.
- A to? -  pojawiła się z białą bluzką na ramiączkach, zwiewną spódniczką w kwiatki, oraz jasnymi balerinkami.
- Marcela... westchnęłam.- Uważam, że najrozsądniej będzie ubrać spodnie... A co jeśli zabierze Cię no nie wiem... na karuzele? Wyyysokie? - spojrzałam na nią znacząca, a ta zrobiła zrezygnowaną minę. Dobrze wiem, że moja przyjaciółka preferuje w dziewczęcym stylu ubierania się, ale chyba też była mojego zdania.
- A co jeśli on przyjdzie w garniaku, bo się okaże, że idziemy do restauracji? - jęknęła zawiedziona, że nie może się wystroić dla swojego ukochanego.
- To mniej w pogotowiu sukienkę.- uśmiechnęłam się.
- To może to? Tak jako plan A. - pokazała mi niebieską koszulę na ramiączkach, zawiązywaną na dole, jeansowe krótkie spodenki, oraz białe trampki.
- No... ładnie i praktycznie.- uniosłam kciuk w górę.
- Sama nie wiem. Ale moją kieckę mam na wieszaku, tak w razie jakby co.
- Na następną randkę pójdziecie do restauracji. - uśmiechnęłam się, a tej znów pojawił się promienny uśmiech na twarzy.
- Myślisz, że pójdziemy na kolejną? - spytała z nadzieją w głosie.
- Jasne, że tak...- zaczęłam, lecz nie zdążyłam skończyć swojej myśli, bo ktoś zapukał do drzwi. Odwróciłam się w ich stronę mówiąc "proszę" i wtedy moim oczom ukazał się ON! Moje ciało znów odmówiło mi posłuszeństwa i zesztywniało, za to serce biło tak mocno, że aż obawiałam się, że Filip je słyszy, choć to było zupełnie absurdalne.
- Hej Laura. - uśmiechnął się do mnie serdecznie, a ja dziękowałam Bogu, że teraz siedzę, bo z pewnością bym się przewróciła. Od tego uśmiechu zakręciło mi się w głowie. Był tak nieziemsko piękny.
- Cze- cześć.- znów się jąkałam, mając nadzieję, iż chłopak myśli sobie, że to przez mój niedoskonały Polski.
- Słuchaj, bo rozmawiałem z tatą i twoją mamą- spoglądał na mnie, ilustrując zapewne, czy wszystko rozumiem. Nie wiem dlaczego wydawał się być bardzo zmieszany. - Ponoć jeszcze nikt nie oprowadził Cię po mieście. - przegryzł dolną wargę i patrzył na mnie badawczo.
- No w sumie Lena troszkę. Ale to tylko w drodze do szkoły. - ominęłam fakt, że i tak totalnie odpłynęłam i niespecjalnie ją słuchałam.
- No to może ja zrobię to po obiedzie, co ty na to? Jeszcze nie mieliśmy okazji się lepiej poznać.
- Jasne.- powiedziałam, zdecydowanie zbyt entuzjastycznie. - Helena pewnie i tak pójdzie gdzieś z Antkiem.- zaśmiałam się nerwowo.
- Super. To ja nie przeszkadzam, widzę, że jesteś zajęta - uśmiechnął się i wskazał na laptop. Szczerze? Zupełnie zapomniałam, że Marcela na mnie czeka...
- Tak właśnie... - odparłam zawstydzona.
- Jasne...- posłał mi przelotny uśmiech. - Do zobaczenia na obiedzie. - puścił do mnie perskie oko, a ja poczułam jak miękną mi kolana. Za to oczywiście chciałam sobie porządnie walnąć, ale sobie odpuściłam. Kiedy wyszedł z pokoju odwróciłam się do Marceli, która patrzyła na mnie podejrzliwie.
- Co? - spytałam, udając, że wszystko gra.
- Co to było?- uniosła brwi i przymrużyła oczy.
- Nie co, a kto? - zaśmiałam się starając przewrócić całą sytuację w żart.- Syn Karola. Ma 18 lat. Nazywa się Filip.
- Całkiem przystojny.
- Ta... Chyba może być. - wymamrotałam.
- Podoba ci się, hmm?- poruszała zabawnie brwiami. Poczułam jak moją twarz zalewają rumieńce.
- JASNE, ŻE NIE!
- Jestem twoją przyjaciółką widzę przecież. Nie podoba mi się to, że mnie okłamujesz.- skrzyżowała ręce na piersi, robiąc przy tym groźną minę.
- No ok...- westchnęłam. - Nie wiem co się ze mną dzieje, ale jak go widzę to totalnie odpływam.
- Miałam tak z Sergio.- rozmarzyła się i westchnęła. - Ale do rzeczy. PODOBA CI SIĘ FILIP!
- Marcela nie przesadzaj!- krzyknęłam. - Nawet nie wiesz jak mi potwornie głupio, że tak na niego reaguje!
- Dlaczego ci głupio?- zmarszczyła czoło.
- Pablo...- westchnęłam, a do moich oczu napłynęły łzy. - czuję się fatalnie, mam okropne wrażenie, że robię coś przeciwko niemu.
- Pablo z tobą zerwał Laura.- fuknęła wkurzona. Moja przyjaciółka zawsze lubiła Hiszpana, ale w momencie gdy ten postanowił się ze mną rozstać ze względu na przeprowadzkę, nabrała wielkiej niechęci do niego. - Minęło już kilka miesięcy, masz prawo być z kimś innym.
- Nie chce być z kimś innym, ok? - również się zdenerwowałam. - Kocham Pablo i czuje wstyd, gdy patrząc na Filipa odpływam.
- Miłość od pierwszego wejrzenia.- pisnęła przejęta.
- WCALE, ŻE NIE MIŁOŚĆ. Porąbało Cię? NAJWYŻEJ ZAUROCZENIE.
- Mów co chcesz. Prawda jest taka, że już dawno byś o nim zapomniała, gdybyś dopuściła do siebie myśl, że to koniec z Pablo. Jestem pewna, że gdybyś się postarała już podbijałabyś do Filipa.
 - PRZESTAŃ MARCELA! FILIP BĘDZIE MOIM BRATEM. CO TY MASZ Z GŁOWĄ?
- Geny was nie łączą.- mruknęła. - Moglibyście być parą.
- Ty i ta twoja logika.- zaśmiałam się, bo cała złość mi przeszła jak ręką odjąć. - Co by ludzie powiedzieli?
- A ty jak zwykle musisz przejmować się opinią publiczną. - wywróciła teatralnie oczami.- Nie takie rzeczy się na świecie dzieją. Pogadają i przestaną gadać.- wyszczerzyła zęby.
- O czym my mówimy?- walnęłam się z otwartej dłoni w czoło.- Kocham Pablo. A Filip? o Jejki jest przystojny i w ogóle to mi trochę w głowie zamotał. Ale to nie zmienia faktu, że kocham...
- Pablo. - przerwała mi z rezygnacją w głosie.
- Właśnie.
W tym momencie w drzwiach pojawiła się Monika i rzuciła niechętnie: "obiad jest na stole", po czym opuściła mój pokój.
- A tej co? - spytała rozbawiona Hiszpanka.
- Nie lubi mnie. - zaśmiałam się. - ze wzajemnością. Idę na ten obiad.
- Powodzenia na randce.- zaśmiała się głupkowato, a gdy ja chciałam jej odpowiedzieć, ta się rozłączyła.
- Co za dziewczyna. - powiedziałam ze westchnięciem i zeszłam na dół - prosto do jadali.
Kiedy się tam pojawiłam wszyscy siedzieli już przy stole. Karol na jego końcu, mama z prawej strony narzeczonego, Monika z lewej ojca, a Filip przy siostrze. Heleny nie było, więc domyśliłam się, że wciąż jest ze swoim chłopakiem. Zajęłam miejsce obok mamy.
- Nasze spotkanie aktualne? - zagadnął chłopak.
- Jak najbardziej. - uśmiechnęłam się nieśmiało i wbiłam wzrok w talerz.
- Jakie spotkanie?- zainteresował się Karol.
- Zaproponowałem Laurze, że oprowadzę ją trochę po Warszawie. - odpowiedział Filip.
- Bardzo dobry pomysł - pochwalił go ojciec.
- Genialny. - zaśmiała się Monika, jakoś dziwnie głupkowato. Spojrzeliśmy na nią wszyscy, ale ona już nic nie powiedziała tylko z zaciśniętymi wargami (zapewne powstrzymując się od ataku śmiechu) grzebała widelcem w sałatce.
Obiad minął w luźnej atmosferze. Karol opowiadał anegdoty związane z pracą, ale nie dokładnie go słuchałam. Mam dziwne wrażenie, że w obecności pewnego osobnika z tejże rodziny, nie potrafię się na niczym skupić. A najgorsze jest to, że nie wiem dlaczego tak się dzieję.
Kiedy wszyscy już zjedli, mama i Karol oznajmili że posprzątają sami, więc podniosłam się ze swojego miejsca i upewniwszy się, czy aby na pewno nie chcą pomocy, niepewnie podeszłam do Filipa.
- Idziemy?- zapytał z uśmiechem, który okropnie mnie onieśmielał.
- Tak.- wydusiłam z siebie. - A gdzie pójdziemy?- dodałam, ogromnie ciesząc się (a jednocześnie denerwując) tym spacerem.
Chłopak zamyślił się przez chwilę, jednak po chwili odpowiedział:
- W sumie to nie wiem... Mogę pokazać Ci okolicę, o najlepsze sklepy raczej pytaj się Leny ona lepiej się na tym zna - zaśmiał się uroczo. - na pewno zabiorę Cię do mojej ulubionej kawiarni, a gwarantuje, że tak Ci się spodoba, że będziesz tam co dziennie.
Oznajmiliśmy rodzicom, że wychodzimy i udaliśmy się ku wyjściu.
- Masz załóż to.- zatrzymując się przy drzwiach, podał mi katanę. - Ochłodziło się trochę.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się na niego wdzięcznie i zarzuciłam na siebie jeansową kurtkę.
- Chodźmy na starówkę, co o tym sądzisz? To całkiem nie daleko, a jest bardzo fajnie. Znaczy tak myślę.
- Pewnie. - zgodziłam się. - Dziś ty prowadzisz.
- Dziś. - zabawnie podkreślił to słowo.
- Yhm... - byłam na siebie zła, że tylko tyle potrafiłam wtedy powiedzieć. O ile można nazwać to wypowiedzią. Od razu zalałam się rumieńcem, bo pomyślałam, że może Filip uważa przez to, że nie mam ochoty na spędzanie z nim tego popołudnia, a ja bardzo miałam na to ochotę. Nie wiedzieć czemu, ale miałam i to o wiele większą niż przyjmuje się za normalną chęć przebywania w sympatycznym towarzystwie.
- Jesteś bardzo nieśmiała jeśli chodzi o poznawanie nowych ludzi prawda? -  zatrzymał się nagle i odwrócił tak, aby stać przodem do mnie. Patrzyłam na niego wielkimi oczami, nie wiedząc co powiedzieć i czułam tylko, jak moje poliki rozpalają się coraz bardziej. - Czy może tylko w moim towarzystwie jesteś taka nieśmiała. - uśmiechnął się zawadiacko.
- N-nie... ja po prostu... - próbowałam jakoś ratować swój tyłek i skleić w miarę NORMALNĄ wypowiedź, ale nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Zupełnie jakby cała nauka mówienia po Polsku poszła w las. O ile tylko po Polsku. Nie jestem pewna czy aby i po Hiszpańsku nie potrafiłabym teraz nic powiedzieć. - spokojnie, tylko żartuje. - znowu się uśmiechnął ale tym razem pogodnie i przyjaźnie. - Nie musisz się stresować siostro. - zaśmiał się i ruszył dalej.
Przez chwile stałam i wpatrywałam się w jego sylwetkę powoli się o de mnie oddalającą, ale kiedy stanął i spojrzał na mnie, otrząsnęłam się i ruszyłam za nim.
- To twój ostatni rok w szkole, prawda?- zapytałam, żeby raz na zawsze wyrzucił z głowy myśl o mojej nieśmiałości, gdy jest blisko.
- Tak ostatni.
- I co dalej?- ciągnęłam dalej, udając pewną siebie. On chyba to zauważył bo spojrzał na mnie pobłażliwie, jednak odpowiedział:
- W sumie to jeszcze nie wiem. Na pewno studia. Zapewne te które wybierze tata. W przyszłości zapewne przejmę interes.
- Podoba Ci się to?
- W sumie nawet tak. - wzruszył ramionami. - Niezła kasa, a taka praca całkiem mi odpowiada. Już teraz pomagam mu w firmie, więc wiesz jestem przyzwyczajony. Uważam, że praca to praca. Moje hobby będę rozwijał poza nią.
- Rozumiem... a jakie jest twoje hobby?
- Od dziecka tańczę.
- Naprawdę?! - wręcz pisnęłam, aż kilku przechodniów się na mnie spojrzało, myśląc zapewne że jestem wariatką. W sumie... mieli rację.
- Tak, a co? - spytał rozbawiony moją reakcją.
- Ehm... nie nic. - moja pewność siebie spadła o 99%, a ja spuściłam głowę w dół.
- Tak się nie bawimy, mów. - znowu się zatrzymał.
- Nic takiego.
- Mów.
- No ale...
- No powiedz.- nie dawał za wygraną.
- Ale jesteś uparty. - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Ty też. A teraz mów.
- O jeny... westchnęłam. - Nie. - odpowiedziałam stanowczo i ruszyłam dalej (a raczej miałam taki zamiar), ale Filip złapał mnie za nadgarstek, obrócił twarzą do siebie i spojrzał mi w oczy, jakby doskonale wiedział, że wtedy moje nogi miękną, a rozum przestaje myśleć logicznie.
- Powiesz mi w końcu?
- Ok... Ja też tańczę.
- Wiem.- wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu i jakby nigdy nic, poszedł dalej.
- Jak to "WIESZ"?
- Mam swoje sposoby.
- Teraz ty mi powiedz, o co chodzi?
- Ty nie chciałaś mi powiedzieć. - dalej się droczył.
- Ale w końcu powiedziałam.
- Wiem od twojej mamy. - przyznał w końcu.
- Dlaczego Ci to powiedziała?
- Bo ją zapytałem.
- A dlaczego pytałeś moją mamę hm? - spojrzałam na niego przenikliwie i zauważyłam, że ten triumfalny wyszczerz zszedł mu z twarzy, a zastąpiło go zmieszanie.
- Tak sobie... spytałem co najbardziej lubisz robić.
- Mogłeś zapytać mnie.
- Ok, więc teraz spytam się o coś Ciebie.
- Zgoda.
- Co ty planujesz robić w przyszłości? Jesteś w liceum artystycznym, więc pewnie wiążesz z tym swoje plany na dalsze życie? - umiejętne zmienił temat, ale już nie chciałam go o to męczyć. Widziałam jaki był zmieszany. To było całkiem urocze.
- Tak owszem zamierzam. Mam w planach zostać dekoratorką wnętrz.
- Naprawdę? - teraz to on się zdziwił.
- Tak, czemu nie? - zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co go tak zadziwiło.
- Wiesz, że Lena też ma zamiar nią zostać?
- Poważnie?- wytrzeszczyłam oczy. - Nie miałam pojęcia... - przyznałam. - Ale to by wyjaśniało dlaczego tak cudnie urządziła mi pokój. Widać, że ma dziewczyna gust.
- Projekt był twój. Stwierdziła, że jest bardzo dobry i tylko go odtworzyła. Mi też się bardzo podobał. Obie się do tego nadajecie.
- Dziękuje.
- Jesteśmy - oznajmił, a ja się rozejrzałam.






Witajcie wszyscy :)

Witam was z 4 rozdziałem tej oto historii Laury. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jest troszkę krótsza niż pozostałe, ale wiecie jak to jest wakacje, wyjazdy i mniej czasu niż w roku szkolnym :P
Chciałabym poprosić każdego kto tu wszedł i przeczytał, o jakąś szczerą opinię. Trudno jest pisać nie wiedząc co o tym sądzicie. To znaczy mi sprawia to przyjemność, ale nie wiem czy przyjemność sprawia również wam czytanie tego. Mam nadzieję, że tak, ale nawet jeśli nie to proszę napiszcie to w komentarzu pod postem :* z góry dziękuje :)

pozdrawiam i do następnego <3

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział 3. "Pierwszy dzień w nowej szkole"


Dzisiejszego ranka obudziły mnie wrzaski Heleny.

- Laura wstawaj! - jazgotała nad moim uchem.

- Nie.- mruknęłam i przykryłam twarz poduszką, która natychmiast została mi zabrana. Zaraz potem moje nogi przeszedł dreszcz, ponieważ została z nich zdjęta cieplutka kołderka.

- Mówiłaś, że idziesz dziś do szkoły. Nastawiłam się na oprowadzenie Cię, nie psuj mi planów.- wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu.- Popatrz jaki mamy piękny dzień.- dodała podchodząc do okna i odsłaniając zasłonki.

- Faktycznie.- wymamrotałam. - Cudowny, a teraz mogę iść spać?

- No co ty? Musimy wyjść z domu za czterdzieści minut!

- Ok, ok już wstaję.- poddałam się niechętnie i wygramoliłam z łóżka.

- Super.- podskoczyła, klaszcząc w dłonie. - Idę przygotować śniadanie, ok?

- Hej Lena!- krzyknęłam za nią, a ta się odwróciła. - Chodzimy do jednej szkoły?

- Ty i ja tak. Moja siostra chodzi do zupełnie innej. Filip zresztą też.

-Monika nie chodzi z nami do szkoły?- nie chciałam pokazywać jak ta informacja OGROMNIE mnie ucieszyła, ale Helena na pewno to zauważyła, bo zaśmiała się pod nosem i wyszła z pokoju.

Szczerze mówiąc byłam pewna, że bliźniaczki chodzą do jednej klasy, a tu się okazuje, że nie uczęszczają nawet do jednej szkoły. Mi osobiście bardzo to pasowało. Zamieniłam z Moniką zaledwie parę zdań, a już nie mam ochoty się z nią widywać. Muszę znosić ją pod jednym dachem, ale bynajmniej w szkole nie będziemy wchodzić sobie w paradę. W takim razie nie powinno być aż tak źle. Lubię rysować, a z tego co wiem jestem w liceum plastycznym. Przyda mi się to później, by dostać się na Studia i zostać dekoratorką.


Podczas wybierania ubrań, kątem oka spojrzałam na telefon i przypomniało mi się, że wieczorem ktoś mi odpisał, ale ja ze zmęczenia darowałam sobie sprawdzenie, któż taki.

Tak jak się spodziewałam, odpisali mi i Pablo i Marcela. Chłopak poprosił żebym w wolnej chwili napisała lub zadzwoniła, a przyjaciółka, że jak tylko wrócę ze szkoły mam zasiadać przed laptopem, bo nie może się doczekać, żeby mi coś powiedzieć. Odpisałam im coś na szybkiego, dodając przy tym, że bardzo tęsknię, po czym wróciłam do wybierania ubrań. Niby nigdy nie zależało mi na mega super wyglądzie, ale pierwszy dzień w szkole, w której będziesz "tą nową" nieźle motywuje, żeby wypaść jak najlepiej. W końcu liczy się pierwsze wrażenie, a mam tu spędzić najbliższe lata swojego życia.

Jest Wrzesień, więc  pogoda jeszcze dopisuje. Dlatego zdecydowałam się na miętowe spodenki, biały crop top z czarnym napisem, oraz czarne trampki. Zabrałam to wszystko do łazienki gdzie szybko wykonałam poranne czynności i gotowa mogłam zejść na dół, aby zjeść śniadanie.

- A gdzie reszta?- spytałam Helenę, która właśnie kładła na stół, parujące jeszcze herbaty.
- Niestety dziś wspólne śniadanie jest niemożliwe. Twoja mama jeszcze śpi, tata musiał wyjść wcześnie do pracy, Monika jest już w szkolę, a Filip jak wiesz na wycieczce. Chociaż możliwe, że jest już w drodze z powrotem. - zamyśliła się przez chwilę, ale ostatecznie tylko wzruszyła ramionami.

Usiadłam do stołu, na którym stały świeżo zrobione tosty i mnóstwo dżemów w małych miseczkach. Od koloru do wyboru.

- Powiedz mi, jakim cudem twój brat jest na wycieczce szkolnej, skoro mamy początek roku szkolnego?- spytałam, przygotowując do spożycia jedną z grzanek.

- Bo mają zarąbistą wychowawczynię. - odpowiedziała krótko, lecz po chwili dodała: - co roku robi tak z każdą swoją klasą. Jakieś "miłe rozpoczęcie roku szkolnego", czy coś. Wyjeżdżają tak na cztery dni.

- Fajnie.- odparłam krótko i zajęłam się zajadaniem swojego śniadania. - Kiedy mieliście rozpoczęcie roku?

- Pierwszego Września. Mamy dopiero piąty, więc nie ominęło Cię za dużo.

- Uhm.

- Nie na rękę ci był przyjazd tutaj, prawda? - zadała pytanie, choć doskonale znała odpowiedź.

- Ta...

- Chłopak? - usiadła na krześle obok mojego.

- Nie tylko, ale tak... bardzo za nim tęsknię. Nie wyobrażam sobie żyć bez niego. - wyznałam, powstrzymując płacz.

- Nikt ci nie karze żyć bez niego... - niepewnie chwyciła moją dłoń. - Możecie komunikować się przez internet...

- To nie to samo... Zerwał ze mną. Powiedział, że na odległość nie ma sensu. -  poczułam dobrze mi już znane ukłucie w sercu, a spod moich powiek wypłynęły pierwsze krople łez.

- Wiem Laura, że musi Ci być bardzo ciężko. Nie rozumiem czemu nawet nie chciał spróbować takiego związku... - przerwała na moment i zamyśliła się, lecz po chwili dopowiedziała: - może przemyśli sprawę i do siebie wrócicie. Jestem pewna, że mój tata nie będzie miał nic przeciwko by cię odwiedzał. Ale na razie nie możesz chodzić nadąsana. Postaraj się odkryć pozytywy w tej przeprowadzce a zobaczysz, że wszystko się ułoży. Pamiętaj, ze zawsze możesz liczyć na mnie.

- Bardzo ci dziękuję.- uśmiechnęłam się. Jakoś zrobiło mi się ciepło na sercu... Pierwszy raz poczułam, że mogę tu się odnaleźć, że jest tu ktoś kto mnie rozumie... W tym momencie zaczęłam patrzeć na Helenę z trochę innej strony. Jeszcze wczoraj myślałam, że jest miła, bo tak wypada. Teraz widzę, że po prostu chce taka być. Kto wie? Może i się zaprzyjaźnimy... Na pewno byłoby super mieć kogoś bliskiego i tutaj. Oczywiście nie licząc mamy, ale to coś innego. Z nią mam ostatnio słaby kontakt. Nasze relacje pogorszyły się przez wyjazd.

- Drobnostka. A teraz chodź bo spóźnimy się na lekcję a pierwszą mamy matematykę. Nie chcesz przeskrobać sobie u Sadowskiej. - dziewczyna wyrwała mnie z moich rozmyśleń. Zauważyłam, że ostatnio zdarzają mi się one coraz częściej.

- Jak ma na imię?- spytałam, zabierając torbę z wieszaka. - Przecież nie będę się do niej zwracała po nazwisku.
Helena z początku patrzyła na mnie jak na wariatkę, która urwała się z choinki. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi, póki nie zrobiła miny w stylu " NO JASNE!".

- Ah tak! Zapomniałam, że u was to inaczej wygląda. Ale by była wtopa jakbyś do Sadowskiej odezwała się po imieniu.- zaśmiała się. - Wiem, że w Hiszpanii faktycznie tak to się robi, ale w Polsce mówisz po prostu PANI. No wiesz: Proszę pani, proszę panią.

- Ale zrąbanie. - skwitowałam. - Musi być u was straszny rygor. Sama powiedziałaś, że lepiej jej nie podpaść.

- Tak, ale to jedna i jedyna ostra babka w szkole. - uśmiechnęła się. - Inni są całkiem spoko, a reszta wręcz super.

- Do tych super też mam się zwracać PER PANI/PAN? - zrobiłam zrezygnowaną minę. Zwracanie się do nauczycielami po imieniu automatycznie sprawiało, że mieliśmy z nimi lepsze kontakty. No! Bynajmniej w mojej szkole było brak tak zwanych "siekier". A tu miałam trafić na taką już na pierwszej lekcji.

- Tak. - odpowiedziała na moje pytanie.

- I tak trzy lata? Bo tyle będziemy się uczyć w tym liceum tak? Czy jak to działa? Szczerze nie miałam ochoty tego sprawdzać, jak jeszcze byłam w Madrycie. Było mi szkoda czasu...- przyznałam spuszczając głowę w dół.

- Tak. W liceum mamy trzy klasy, my jesteśmy w pierwszej. A teraz chodź!- pociągnęła mnie za rękę i poprowadziła do wyjścia.


Po drodze Helena pozywała mi każdy szczegół - nawet pęknięcie na chodniku - i miała z tym powiązaną jakąś historię. Ta dziewczyna mnie zadziwia. Znam ją drugi dzień, a już jestem pewna, że gdyby się postarała zagadałaby kogoś na śmierć. Naprawdę starałam się jej słuchać, ale kiedy tylko dostałam wiadomość od Pablo kompletnie odpłynęłam do innego świata. NASZEGO świata, do którego mieliśmy wstęp tylko my we dwoje, a jego strażniczką była nasza miłość...   Takie miejsce jest cudowne. Spędzacie czas tylko ze sobą nie ma nic ważniejszego, wszystko co was otacza jest jakby dodatkiem, aby wasze uczucie było jeszcze piękniejsze, ale to ono jest na pierwszym miejscu. Takiej miłości życzę każdemu... Choć już teraz powiem, że na odległość, jest okropnie trudno. CO Z TEGO, ŻE NIE JESTEŚMY RAZEM?! KOCHAM GO I JESTEM PEWNA, ŻE ON MNIE TAKŻE!

- HALOOO LAURA!- Z tej cudownej krainy uwolnił mnie dopiero głos Leny, która machała mi dłonią przed oczami.

- Po pierwsze nie słuchałaś mnie - przemówiła z udawaną złością - a po drugie to jesteśmy.- wskazała na budynek przed nami.

- Faktycznie. - na jak długo odpłynęłam? Ponoć droga miała zająć z piętnaście minut. Mam wrażenie jakbyśmy szły ze trzy ... sekundy.

Kiedy tylko przekroczyłam próg drzwi wejściowych poczułam, jak wszystkie spojrzenia skierowane są na nas, ale to mnie przeszywały. Aż dostałam gęsiej skórki. Nienawidzę być w centrum uwagi, to takie krępujące. Każdy na ciebie spogląda i szepcze do pierwszej osoby pod ręką "to ta nowa?" "Ta Hiszpanka?"  To był ten pierwszy moment kiedy zaczęłam żałować, że tak dobrze nauczyłam się Polskiego. Wolałabym nie słyszeć, że większość rozmów odbywa się na mój temat.
Spojrzałam na Helenę błagalnym wzrokiem, a ona puściła mi oczko i otworzyła jakieś drzwi. Co się okazało - do damskiej łazienki. Były tam jakieś dwie dziewczyny, ale po chwili wyszły i zostałam tylko z Leną.

- Masakra.- jęknęłam i oparłam się rękoma o umywalkę.

- Ej spokojnie.- dziewczyna lekko się uśmiechnęła, dotykając mojego ramienia.- Wszystko będzie dobrze. No nie powiem jesteś taką troszkę naszą sensacją, ale dopiero było rozpoczęcie roku szkolnego, nie jesteś jedyną nową uczennicą.

- Tak wiem, ale jednak. - nie mogłam złapać oddechu. To zabawne, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem nieśmiała. Spojrzałam się w lustro i tak jak się spodziewałam, na moich policzkach widniały czerwone plamy.

- Każdy się stresuje pierwszym dniem w nowej szkole, a ty już znasz mnie. Wszystko będzie okej.- starała się mnie pocieszać.

- Obyś miała rację. - wypuściłam powietrze z płuc.

- Mam, nie martw się. Chodź już, zaraz dzwonek. - wyciągnęła ku mnie rękę.

Z toalety wyszłam niepewnym krokiem. Wiele osób nadal się mi przyglądało, ale starałam się już nie zwracać na to wielkiej uwagi i nawet nieźle mi to wychodziło. W najgorszych myślach, które chodziły mi po głowie miałam oczywiście wywrócenie się, wpadnięcie na szkolną divę i rozlaniu jej soku, ale na szczęście nic z tych rzeczy się nie przytrafiło i do klasy dotarłam jak normalny człowiek ( o ile normalnym człowiekiem można było nazwać dziewczynę z obcego kraju, na którą każdy się lampi).

- Usiądziemy razem, co? - zapytała Helena, kiedy już weszłyśmy do klasy.

- Pewnie. - uśmiechnęłam się, do niej, wdzięcznie. Ostatnie czego teraz chciałam to zasiąść do jednej ławki z obcym Polakiem lub Polką.

Kiedy tylko rozpakowałam książki do sali weszła jakaś kobieta. Zapewne Sadowska. Znaczy... PANI Sadowska. Już na pierwszy rzut oka wyglądała groźnie i aż zaczęłam się bać co będzie dalej. Była dość przy kości. Miała na nosie szare, okrągłe okulary, a czarne włosy upięła w bardzo ciasny kok. Ubrana była w białą koszulę, brązowy żakiet, spódnicę tego samego koloru, oraz czarne buty na dość niskim obcasie.

Wodziła wzrokiem po klasie, jakby kogoś szukała. Zorientowałam się, że o mnie chodzi, kiedy zatrzymała spojrzenie na mojej osobie.

- Ty.- powiedziała wskazując na mnie.- Podejdź tutaj. - przełknęłam ślinę po czym spojrzałam na Lenę, która puściła mi oczko, próbując mnie chyba wesprzeć.

Wstałam z ławki i na nogach jak z galarety podeszłam do nauczycielki.

- To nasza nowa uczennica, Laura. - zaczęła tłumaczyć klasie. - Przyjechała do nas z Hiszpanii i będzie się uczyła z wami. - powiedziała szorstkim głosem. Brzmiało to trochę tak, jakby mówiła do wojska, a nie do niewinnych (bynajmniej tak wyglądali w obecności nauczycielki) nastolatków. - Co tak stoisz? - pożarła mnie wzrokiem. - Siadaj do ławki.

Zgodnie z poleceniem, pospiesznie usiadłam na swoim miejscu.

Podczas gdy kobieta zaczęła lekcję, dopiero rozumiałam, że mój Polski wcale nie jest tak dobry, jak mogłoby mi się wydawać wcześniej. Orientowałam się może co drugie słowo. Na szczęście w momencie, kiedy kazała nam robić ćwiczenia, Helena mi wszystko tłumaczyła.

Dzwonek oznaczający przerwę był moim zbawieniem, choć wiedziałam, że teraz czeka mnie kolejna przerwa i kolejne przeszywające spojrzenia innych uczniów.

- Cześć! - usłyszałam czyiś pisk i gwałtownie się odwróciłam. Stała prze de mną jakaś czarnowłosa dziewczyna, ale nawet nie zdążyłam się jej przyjrzeć, bo już znajdowała się w objęciach Leny.

- Laura to jest Kornelia moja przyjaciółka, Kornelia to jest Laura moja nowa siostra.- troszkę dziwnie się poczułam kiedy nazwała mnie swoją siostrą. Jakby nie patrząc mama i Karol JESZCZE się nie pobrali. A zresztą... Kogo będę oszukiwać? Wkrótce wyznaczają datę ślubu.

- Miło mi cię poznać. Cała szkoła huczy o twoim przyjeździe.- uśmiechnęła się podając mi dłoń.

- Superrr... - wymamrotałam, witając się z nią. Właśnie takiej informacji było mi teraz potrzeba, że cała szkoła huczy o...

Nawet nie zdążyłam dokończyć myśli, bo już przerwał mi kolejny głos:

- Hej.- należał on do wysokiego blondyna. - Jestem Jacek. - przedstawił się. - Mnie pewnie nie kojarzysz, bo jestem w ostatniej klasie, ale go zapewne tak. To Maciek mój kumpel. Uczy się z wami. - wskazał na dość niskiego bruneta, którego faktycznie od razu rozpoznałam. Siedział z nami na matematyce i jako jedyny z całej klasy, miał odwagę pyskować Sadowskiej.

- No hejka... - przywitałam się.

- Więc co...? Jesteś Hiszpanką?- bardziej stwierdził, niż spytał Jacek, więc w odpowiedzi tylko przytaknęłam. - Jak to się stało, że znalazłaś się w Warszawie? - zagadywał dalej.

- Moja mama związała się z tatą Heleny. - odparłam krótko, ale na temat.

- Hej... - zaczął, nerwowo drapiąc się po karku.- Tak sobie pomyślałem, że może poszłabyś gdzieś ze mną po szkole? Pokazałbym ci miasto? - spytał z wyraźnym zamieszaniem wymalowanym na twarzy.

- E... no.. wiesz... bo...- zaczęłam się jąkać, nie wiedząc co powiedzieć. Jasne, że nie mogłam się na to zgodzić,  w ogóle ani trochę nie mam ochoty na randki czy "wspólne spędzanie czasu po szkole". Co prawda było mi miło i przyjemnie, że najwyraźniej wpadłam mu w oko... A może po prostu chciał być miły? Ale czy w takim razie byłby taki zmieszany? Nie wiem, ale jestem pewna, że nie chcę nigdzie wychodzić, tym bardziej z chłopakiem, którego nie znam. Wolę poświęcić ten czas na rozmowę z Marcelą, Pablo, Babcią... Jednak coś mu powiedzieć musiałam, a sprawić przykrości nie zamierzałam, więc wymyśliłam  szybko na poczekaniu, bo mój rozmówca wydawał się być zniecierpliwiony.

- Niestety nie mogę, bo muszę nadrobić zaległości sam rozumiesz... W Hiszpanii miałam troszkę inny materiał i w ogóle...

- Mogę ci w tym pomóc. Nie jestem geniuszem, ale całkiem nieźle się uczę. - No proszę, a już myślałam, że tak pięknie i umiejętnie wybrnęłam z sytuacji... Kiedy nie wiedziałam co dalej mówić z odsieczą przybyła mi Lena:

- Sorry Jacek, ale to ja ją będę uczyła. Sam rozumiesz.

- Jasne...- bąknął.

Gdy po chwili niezręcznej ciszy, jego twarz znów się rozpromieniła a on otworzył usta, by coś powiedzieć, zadzwonił dzwonek.

- Może innym razem, - odparł zrezygnowany i wszedł do jakiejś klasy. Szczerze mówiąc zrobiło mi się go żal, ale moje serce należy do Pablo i w takim razie, nie powinnam umawiać się z kimś innym. Źle bym się z tym czuła.

- Biedny Jacek.- zachichotała Helena, którą najwyraźniej bardzo to bawiło. Rzuciłam jej za to groźne spojrzenie.

- Szkoda mi go. - powiedziałam krzyżując ręce na piersi, aby zrozumiała, że nie ma się nabijać.

- Tylko mi nie mów, że chcesz się z nim umówić? - nagle jej roześmiana twarz przybrała poważniejszy wyraz.

- Nie! Zapomniałaś już o Pablo? - spytałam z poirytowaniem.

- Ah ten chłopiec z Hiszpanii. No tak. A z nim się nie umawiaj. - zabrzmiało to trochę jak zakaz. A może ostrzeżenie?

- A to niby czemu?- chciałam złapać ją za język.

-Bo to szkolny podrywacz.

- Wyglądał na zmieszanego, jak mnie zapraszał.

- Najwyraźniej jego nowa metoda na zdobycie dziewczyny. - zrobiło mi się mega głupio. Choć nie zależało mi na tym, żeby mnie zaprosił, bo i tak się nie zgodziłam, to świadomość, że się komuś podobasz może cię dowartościować, szczególnie jeśli nie masz się za szczególnie urodziwą i nadzwyczajną dziewczynę, a raczej za totalnie przeciętną i w niczym wyjątkową.

Naszą kolejną lekcją był Angielski z Mikołajem. Yhhhhh nie Mikołaj! Ja się nigdy nie przyzwyczaję! Z PANEM Nobrzyńskim. Był on znacznie milszy niż matematyczka. Podejrzewam, że każdy nauczyciel tutaj będzie milszy niż ona. Po prostu nie można jej przebić. Bycie wredną wychodzi jej idealnie. Jednak zawsze jest jakieś ale... Sadowska, bynajmniej nie powiedziała do mnie " w takim razie opowiedz nam coś o sobie"... To było dla mnie straszne. Stanęłam na środku klasy i zaczęłam spoglądać na uczniów w ławkach... Kojarzyłam jedynie Lenę i Maćka, nikogo więcej... Ręce zaczęły mi drżeć i miałam wrażenie jakby w gardle stanęła mi wielka gula, przez którą nie mogłam nic z siebie wydusić.

- Wszystko w porządku?- spytał Nobrzyński, uważając by mówić wolno i wyraźnie, bo nie opanowałam jeszcze Polskiego do perfekcji. W sumie to było miłe z jego strony.

- Yhm...- wybełkotałam. Dobra Laura, pomyślałam, weź się w garść! Taki duchowy doping nawet mi pomógł. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam: - Jestem Laura Moreno. Mam 16 lat... Przyjechałam tu z mamą. Wcześniej mieszkałam w stolicy Hiszpanii - Madrycie.. Najbardziej interesuje się dekoracją wnętrz, a także tańcem. - nie wiem jak, ale wszystkie te informacje wypowiedziałam na jednym wydechu.  - To wszystko.- zwróciłam się do nauczyciela. Naprawdę nie miałam ochoty wyjawiać, jak narzazie dla mnie obcym ludziom, całego mojego życiorysu, więc ominęłam kilka faktów, takich jak to, że mama jest z Karolem, a z tatą kontakt mam znikomy.

Mikołaj PFFFFF Pan Nobrzyński,  przyjaźnie się uśmiechnął i porozumiewawczo kiwnął głową, więc odebrałam to jako znak, że mogę wrócić na swoje miejsce.

Cała lekcja minęła na fajnej i luźnej atmosferze. Zupełne przeciwieństwo tej poprzedniej. Z mowy nauczyciela rozumiałam wszystko, a nawet jeśli jakieś pojedyncze słówka mi uciekły, miałam czas żeby zapytać o nie Helenę, ponieważ dyktował wszystko powoli i wyraźnie. Większość mówił po Angielsku, a ten język już dawno opanowałam, więc było OK.

Na przerwie była mała powtórka z tamtej. Jacek zajął mi całe dziesięć minut, wypytując czy na pewno nigdzie z nim nie wyjdę, a może jak skończę naukę, a może pouczymy się w trójkę, a może wyskoczę z nim wieczorem na karaoke. Ostatecznie, a bynajmniej mam taką nadzieję, dałam mu do zrozumienia, że NIE MA OPCJI, bo jestem zajęta nauką z Leną. Żeby się odczepił powiedziałam mu nawet, że może INNYM razem. Ciekawe czy się zorientował, że INNYM RAZEM znaczy NIGDY. Raczej nie... Widać, że jest strasznie uparty i musi dostać to czego chce. Najwyraźniej jestem jego kolejnym "celem" do zdobycia. I chyba pierwszą porażką.

Cały dzień w szkole minął mi zadziwiająco dobrze. Pomijając pierwszą lekcję i zaloty Jacka, wszystko było świetnie. Dzięki Helenie poznałam wiele ciekawych i sympatycznych osób, a jej optymizm i nastawienie do wszystkiego spowodowały, że uśmiech zagościł na mojej twarzy i już nie schodził.

W końcu skończyła się moja ostatnia lekcja tego dnia, czyli historia.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, spakowałam swoje rzeczy i wyszłam na korytarz czekając na Helenę, która pojawiła się zaraz po mnie. Nie zdążyłam słowem się odezwać, a moje uszy już zaczęczły boleć, kiedy dziewczyna głośno zawołała:

- Antek! - podbiegła do średniego wzrostu szatyna i  rzuciła mu się na szyję. - Ale tęskniłam.

- Ja też skarbie. - odpowiedział, mocno ściskając ją w tali.

Nagle Helena odskoczyła od, jak już się zdążyłam zorientować, swojego chłopaka. Pierwszy raz dzisiaj wyszła z niej ta radość z życia, a  na jej twarzy pojawiło się zmieszanie. Spojrzała na mnie przepraszająco i dopiero wtedy zrozumiałam o co jej chodzi. Pomyślałam, że to miłe z jej strony, ale i bez sensu. To, że ja niewyobrażalnie tęsknię za miłością mojego życia, nie znaczy, że Lena nie ma prawa okazywać swoich uczuć do... Antka?

Aby pokazać nastolatce, że absolutnie nic się nie stało, wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu i podeszłam bliżej zakochanych, po czym wyciągnęłam rękę do chłopaka.

- Laura jestem.- powiedziałam, starając się zabrzmieć jak najserdeczniej się dało. - Nowa siostra Leny. wymieniłam z dziewczyną porozumiewawcze spojrzenia.

- A ja Antek. Chłopak tej ślicznotki.- wskazał na Helenę, a ona oblała się rumieńcem.

- Zdążyłam się domyślić.- zaśmiałam się.

- Antek właśnie wrócił z wycieczki, na której był też Filip. I przyszedł do mnie specjalnie. - uśmiechnęła się do niego. - Antek i Filip uczą się w szkole obok. To mój KOCHANY - słowo KOCHANY wypowiedziała z sarkazmem, tworząc cudzysłów w powietrzu. - brat nas zapoznał. Przyjaźnią się. - wytłumaczyła.

- Miałabyś coś przeciwko, żebym ją Ci teraz ukradł? - Antek przyciągnął blondynkę do siebie i musnął jej usta.

- Ale jak to?- zdziwiła się.

- Chcę iść z tobą na spacer.

- Ale Laura... - nie zdążyła dokończyć, bo jej przerwałam.

- Nie ma sprawy. Wybiorę się sama, pamiętam drogę. Najwyżej zadzwonię po mamę. Idźcie.

- Na pewno?

- Tak na pewno.- wywróciłam teatralnie oczami i lekko pchnęłam ją w stronę chłopaka.

- Dzięki.- uśmiechnęła się i złapała chłopaka za rękę.

Tak bardzo im teraz zazdroszczę. Wszystko bym oddała, aby w tym momencie móc przytulic się do Pablo i pójść z nim na spacer. Głęboko westchnęłam i wyciągnęłam z torby komórkę z zamiarem napisania do ukochanego.

Jednak nie pomyślałam o tym, aby stanąć w miejscu i zamiast tego, zaczęłam iść przed siebie. Jak można się domyśleć, to nie mogło się skończyć bezboleśnie. Potknęłam się o coś i upadłam na podłogę z wielkim hukiem. BRAWO. Nie dość, że wzbudziłam sensację bycia nową, to jeszcze upokarzam się na oczach połowy szkoły.

- Hej... Nic ci nie jest? - odezwał się do mnie jakiś chłopak. Kimkolwiek by nie był, słyszałam jak powstrzymuje się od śmiechu. Spojrzałam na niego z zamiarem nakrzyczenia, bo przecież nie wolno naśmiewać się z czyjeś niezdarności, jednak jak tylko moje oczy spotkały się z jego solidnie brązowymi tęczówkami, po prostu zesztywniałam. Moje ciało zdawało się wręcz płonąć, ale to był przyjemny ogień. Mózg zaczął szaleć, aż zakręciło mi się w głowie. - Ej... wszystko gra?- znów się odezwał, a mój żołądek zaczął wariować. - Chodź pomogę Ci wstać.- wyciągnął do mnie rękę. Niepewnie ją złapałam, a wtedy przez ciało przeszedł mnie niesamowity dreszcz. Oderwałam wzrok od jego oczu i spojrzałam na nasze splecione palce. Zorientowałam się, że mimo, iż stoję na własnych nogach, nadal kurczowo trzymam się jego dłoni. Co więcej na moich rękach widniała gęsia skóra. Rany dziewczyno opanuj się! Co się z tobą dzieje? Zachowuje się jakbym zmysły postradała. Moją wewnętrzną kłótnię, przerwał już trochę zaniepokojony głos chłopaka. - Nic Ci nie jest? -Serce podskoczyło mi do gardła, po czym zaczęło uderzać jak szalone. Jednak starałam się opanować. Szybko, chyba nawet za ostro, wyrwałam dłoń z jego uścisku. Ignorując pytanie, uważnie mu się przyjrzałam, lecz to był błąd. Był niesamowicie przystojny. Jego oczy stanowiły główny punkt twarzy, bo spojrzenia nie dało się od nich oderwać. Jestem pewna, że nie jedną dziewczynę przyprawiają o zawroty głowy. Nos miał tak idealnie prosty, że aż miałam ochotę sprawdzić czy jest prawdziwy, ale ostatecznie się od tego powstrzymałam. Włosy idealnie ułożone, a  koloru bardzo ciemnego brązu, tak samo jak brwi, które teraz marszczył, próbując zapewne rozszyfrować z mojej buzi, o czym rozmyślam i czy aby na pewno nic mi nie jest. Ja - choć sama się sobie dziwie - w tej chwili czułam się nieziemsko.

- Wszystko gra.- wydukałam w końcu i aż się skrzywiłam, gdy usłyszałam, jak ochryple to zabrzmiało. Dopiero się zorientowałam, że mam sucho w gardle.

- Jesteś pewna?- on zapewne też to zauważył, bo szeroko się uśmiechnął. Nawet uśmiech miał nie z tej ziemi. Kolana się po de mną ugięły.

- Tak.- wymamrotałam, starając unikać się jego hipnotyzującego spojrzenia.

- Może jednak pójdziemy do higienistki?

- Nie ma takiej potrzeby. - powiedziałam, szczerze mówiąc, wbrew sobie, bo tak naprawdę miałam ochotę spędzić z nim więcej czasu. O rany czy ja serio to pomyślałam? LAURA!, zaczęłam się karcić w myślach.

- Ja jednak myślę, że to będzie dobry pomysł.- zaczął się chichrać. Wiedziałam, że bawi go moje zachowanie, ale nie miałam nic przeciwko temu, żeby się śmiał. To była wręcz muzyka dla mych uszu.  - Jak masz na imię? Będę Cię musiał przedstawić tej higienistce, bo nie jestem pewien czy sama dasz radę.- zażartował, na co ja parsknęłam śmiechem.

- Laura jestem.

- Laura?- zmarszczył czoło, zastanawiając się nad czymś przez chwilę. Później coś do mnie mówił, ale niestety... Widziałam tylko, jak poruszają mu się usta nie słyszałam absolutnie żadnego dźwięku. Przegrałam walkę z samą sobą i skusiłam się by spojrzeć w te oczy... I totalnie odpłynęłam. Z transu wybudził mnie dopiero chłopak, kiedy zaczął mi pstrykać palcami przed oczami.

- Przepraszam co-co mówiłeś?- czy ja się właśnie zająknęłam? - wiesz nie jestem stąd. Jeszcze nie do końca rozumiem Polski. - pięknie wybrnęłam z sytuacji, choć nie wiem czy on to kupił. Ale czy to ma jakieś znaczenie? I tak wystarczająco się dziś przed nim ośmieszyłam.

- Właśnie pytałem, czy przeprowadziłaś się z mamą do Karola i czy jesteś z Hiszpanii? - tym razem słuchałam go uważnie i analizowałam każde słowo.

- Tak, skąd wiesz?

- Bo jestem Filip. Wiedziałem, że skądś cię kojarzę. Twoja mama kiedyś pokazywała nam zdjęcia. Cóż. Na żywo jesteś ładniejsza. - wyszczerzył zęby i podał mi rękę.- Popatrz co za przypadek - roześmiał się - moja nowa siostra potknęła się o moją walizkę. Miło cię poznać.

- Że co?! Że ty jestem Filip? Mój nowy BRAT?- poczułam jakby ktoś oblał mnie kubłem zimnej wody. Wszystko w mojej głowie wróciło na swoje miejsce, a ja uwolniłam się z przedziwnego transu.

- Jeszcze nie, ale kto wie...

- Mi też miło cię poznać.- wymamrotałam.- Czyli co... - głośno przełknęłam ślinę, co on chyba zauważył.- Mieszkamy razem?

- Tak.

Nie wiedziałam co się ze mną dzieje z jednej strony czułam wielką euforię, bo z dziwnych przyczyn nie chciałam tracić go z pola widzenia, a z drugiej byłam rozczarowana, że to on ma być moim przyszłym bratem... Ale... Czemu byłam rozczarowana? Czemu ogarniała mnie chęć przebywania blisko niego? TO CHORE. Zdecydowanie porąbane i nie na miejscu!

- Super. A nie miałeś być na wycieczce? - zmieniłam temat.

- Właśnie wróciłem. W sumie to przepraszam. Potknęłaś się o moją walizkę. Mogłem bardziej uważać na to, gdzie ją kładę.

- Daj spokój. - machnęłam ręką na znak, że nie mam mu tego za złe. - W ramach rekompensaty możesz odprowadzić mnie do domu. Lena poszła gdzieś z Antkiem, a ja powiedziałam, że dam sobie radę, ale tak na prawdę nie mam pojęcia gdzie iść. - rozchichotałam się i poczułam, że moje policzki ZNOWU stają się ciepłe.

- Jasne. - posłał mi pogodny uśmiech.- Jak ci się podoba szkoła?- zadał pytanie, kiedy opuściliśmy budynek.

- Jest fajnie. Super nauczyciele. No poza Sadowską. - wzdrygnęłam się na myśl o kobiecie.

- Tak, Lena też się na nią skarżyła. - zaśmiał się.

- Apropo Leny i szkoły...Twoja siostra mówiła, że uczysz się gdzieś indziej. Co robiłeś u nas?

-Przyszedłem się z kimś przywitać, a gdy to zrobiłem pewna dziewczyna potknęła się o moją walizkę. - zaśmiał się

- Bardzo śmieszne.- udałam obrażoną, ale po chwili również się śmiałam. - To musiało wyglądać komicznie.

- Tak było.- nie przestawał się śmiać.

W tym momencie przyszedł do mnie SMS. Był od Pablo... Napisał, że już chce mnie zobaczyć, i że bardzo tęskni... Zrobiło mi się potwornie głupio z racji tego, co wydarzyło się przed chwilą. Zaczęłam się obwiniać, ale czy to w ogóle moja wina, że tak zareagowałam na Filipa? No niby moja, bo czyja inna, ale ... naprawdę nie miałam nad tym kontroli... To było takie... Chwilowe zaćmienie umysłu. Naprawdę cholernie zależy mi na Pablo i nikogo nie kocham tak bardzo jak jego. Dlaczego więc mam poczucie winy idąc teraz ramie w ramię z chłopakiem , do którego wręcz WZDYCHAŁAM parę minut temu? Tego nie wiem... I nie jestem pewna czy chce wiedzieć...  Poza tym czy to normalne, że czuję się winna skoro to Pablo ZERWAŁ ZE MNĄ ?No to już wiem, o czym szczególnie będę musiała opowiedzieć Marcelii jak wreszcie odpalę kamerkę internetową.

- Kto to? - zapytał Filip, kiedy gapiłam się, w już wygaszony, ekran telefonu. - Jeśli można wiedzieć oczywiście.

- Mój były chłopak... - westchnęłam ciężko, bo naprawdę było mi okropnie przykro tak o nim mówić. POWINNAM POWIEDZIEĆ MÓJ CHŁOPAK! Miłość mojego życia. Ten jedyny... A nie "BYŁY".

- Widzę, że za nim tęsknisz. - stwierdził zatroskanym głosem.

- Bardzo.- wyznałam szczerze, chodź to, że za nim tęsknie, martwiło mnie teraz najmniej... Bardziej stresuje się tym, co odwaliłam, jednak z tym już się z Filipem nie podzielę. Dlaczego przez to, jak zareagowałam na PRZYSZŁEGO BRATA, czuję się jakbym zdradziła chłopaka, z którym już od dawna nie jestem? Może dlatego, że prawda jest taka, iż nie dopuszczam do siebie myśli, że ja i Pablo to już naprawdę skończone? Chyba jednak trzeba było iść do higienistki... Od tego upadku nieźle poprzekręcało mi się w głowie.

- Rozumiem cię... Pewnie nie masz ochoty o tym rozmawiać w porządku. Może powiedz jak dogadujesz się z bliźniaczkami? - zmienił temat, za co byłam mu bardzo wdzięczna.

- Z Leną bardzo dobrze, jest super. Z Moniką troszkę gorzej, ale to nie jej wina... Wiesz, ja w sumie też nie byłam zbyt uszczęśliwiona tym, że muszę tu mieszkać.

- Nie byłaś, czy nie jesteś? - tym totalnie zbił mnie z tropu. Tak oczywiste pytanie... Przecież to banalne... Jednak już teraz wcale nie jestem taka pewna odpowiedzi... CZEMU?! Teraz czuję się jeszcze bardziej dziwacznie. Jednak potrząsnęłam głową i poukładam w niej wszystko po kolei... Kto jest dla mnie najważniejszy na świecie i za kim tęsknię najbardziej?

- Nie jestem. - odpowiedziałam szepcząc, jednak chłopak wszystko słyszał, bo już się nie odezwał. Spojrzałam na niego ciekawa reakcji z jego strony. Jego twarz wydawała się smutniejsza niż chwilę temu. Jednak nie zdążyłam się nad tym głębiej zastanowić, bo gdy zauważył, że mu się przyglądam, również spojrzał na mnie. Wtedy ja gwałtownie odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Jeszcze przez kilka długich chwil czułam jego spojrzenie na sobie. Zapewne próbował mnie rozszyfrować, jednak ja patrzyłam teraz na czubki swoich butów, starając się przybrać obojętną minę. W pewnym momencie w końcu spojrzał przed siebie, a ja odetchnęłam z ulgą.

 Do domu dotarliśmy w totalnym milczeniu...



WITAM WSZYSTKICH Z 3 ROZDZIAŁEM!
Mam nadzieję, że się podoba. Jak widzicie macie zajawkę nietypowej relacji Laury z ... nowym bratem.
A wy jak sądzicie? Co prawda to dopiero początek opowiadania, ale może ktoś ma już swoje typy? Filip, czy Pablo? Pablo czy Filip? A może Jacek? Haha o to jest pytanie :P Piszcie w komentarzach :)
Bardzo proszę o zostawienie choć krótkiego kom "Fajne", bądź "nie podoba mi się". Widzę wyświetlenia, ale nadal nie znam waszej opinii. :/ Więc jeśli byście mogli to byłabym wdzięczna za szczere komentarze :)

DO ZOBACZENIA !

Laura Lauren <3

czwartek, 16 czerwca 2016

2. Nowy "DOM".

Kiedy wyszłam z samochodu, moim oczom ukazał się dom z ogrodem, które wcześniej widziałam na zdjęciach. Beżowe ściany, podjazd wyłożony kostką, biała altanka na środku podwórka... Typowy jednorodzinny dom. A właściwie wyglądał jakby mieszkało w nim kilka rodzin, bo mimo tradycyjnego wyglądu, naprawdę zadziwiał wielkością. Na zdjęciach wydawał się mniejszy.

- Witajcie w domu. - odezwał się Karol, ku mojemu zdziwieniu po Hiszpańsku.

Mama oczywiście oniemiała z zachwytu, ile to musiał się tego uczyć - choć według mnie pokaleczył to zdanie. Ja natomiast, rzuciłam mu tylko nienawistne spojrzenie. DOM, to zdecydowanie za DUŻE określenie, na budynek, który stał prze de mną. Bynajmniej za duże, co do mojej osoby. To, że obecnie jestem tu zameldowana, wcale nie oznacza, że mój dom jest tutaj. Mój dom znajduje się w Hiszpanii, w Madrycie. TAM gdzie moja rodzina, przyjaciele i Pablo, ale na pewno nie TUTAJ.

- Chodźmy. - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. tym razem zwracając się już do nas w swoim ojczystym języku- Moje córki na pewno już czekają z kolacją.

Ciągnąc za sobą walizkę weszłam do "mojego nowego domu". Nie wiem kto go urządzał, ale miał on dobry gust, skoro nawet korytarz potrafił wzbudzić we mnie zachwyt. Co jak co, ale od zawsze marzyłam by pracować jako dekoratorka wnętrz i bardzo się tym interesuje, więc dobrze się na tym znam, a to pomieszczenie na prawdę wzbudza zachwyt. Ściany były w odcieniach brązu i beżu - podobnego, do elewacji budynku. W rogu przy drzwiach stał czarny wieszak na ubrania, a przy nim skrzynia, wykonana z jasnego drewna. Ściany pokrywały biało czarne zdjęcia, oprawione w białe ramki, natomiast znajdujące się między nimi drzwi, prowadzące do różnych pomieszczeń w domu, były wykonane z tego samego drewna co skrzynka przy wieszaku. Calutki korytarz przecinały szklane schody. Aż pierwszy raz podekscytowałam się przeprowadzką, nie mogąc się doczekać zwiedzania reszty.

Nagle jedne z drzwi otworzyły się i pojawiła się w nich bardzo ładna blondynka. Włosy sięgały jej za łopatki i kręciły się na końcówkach. Oczy miała koloru intensywnie niebieskiego, a osłaniały je długie, gęste, czarne rzęsy. Jej nosek był mały i zgrabny, za to usta - duże i pełne. Dziewczyna wyglądała po prostu jak Miss Universe 2016, nic dodać nic ująć.

Suuuuuper. Jeśli każda tutejsza nastolatka to taka piękność, to mam przerąbane. Niby nie jestem brzydka, czy coś. Wiele osób mówiło, że zazdrości mi moich lekko kręconych,  brązowych włosów, ale poza nimi nie widziałam w sobie nic nadzwyczajnego. Typowa nastolatka. No może z Polek będą wyróżniać mnie lekko ciemniejsza cera i brązowe, prawie czarne oczy. Poza tym chyba (mam nadzieję) wmieszam się w tłum.Mam dość mały nos i średniego rozmiaru usta. To chyba normalne. Przeciętna uroda, za to takiej piękności jak córka Karola nie spotyka się na ulicach.

- Laura...- z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mężczyzny. - To jest Helena.

- Możesz mówić po prostu Lena - posłała mi (jak można się łatwo domyśleć) idealny uśmiech, który starałam się odwzajemnić, i podała mi rękę.

- Laura. - przedstawiłam się.

- Gdzie Monika?- zwrócił się do dziewczyny jej ojciec.

- Powiedziała, że tu nie przyjdzie...- odparła troszkę zmieszana. - Jest na górze.

- Przepraszam, zaraz wrócę.

- Monika to moja siostra bliźniaczka, więc tak jak ja, jest w twoim wieku. - po raz kolejny się do mnie uśmiechnęła, jednak tym razem nie chciało mi się już zmuszać do odwzajemnienia jej gestu.

- Jesteście identyczne? - zapytałam udając zaciekawienie. Szczerze powiedziawszy, w ogóle nie interesowało mnie to, czy w domu są dwie zniewalająco śliczne dziewczyny, czy może przy drugiej nie będę się czuła jak brzydkie kaczątko. Mało co mnie interesowało co Helena, w ogóle do mnie mówi. Było mi głupio z tego powodu, bo wydaje się być naprawdę sympatyczną osobą. Widzę, że stara się nawiązać ze mną kontakt, abym poczuła się bardziej komfortowo w nowej sytuacji, w której się znalazłam, ale prawda jest taka, że żadna uprzejma osoba nie jest w stanie mnie rozchmurzyć. To nie moja wina, że nie potrafię udawać, iż wszystko gra, kiedy nie mogę przytulić Pablo, bo jest 3 316 km. o de mnie.
- Tak.- odpowiedziała mi i podeszła do mojej mamy, najwyraźniej zauważając, że nie mam ochoty na rozmowę.

- Hej.- usłyszałam nieprzyjemne mruknięcie i spojrzałam na schody, na których pojawiła się dziewczyna żadnym detalem nie różniąca się od Heleny. No może poza miną i tym, że w jej oczach nie dało się wyczytać tego entuzjazmu co u jej siostry.

- Hej.- odparłam jej tym samym tonem, aż się zdziwiła. Zapewne spodziewała się uradowanej nastolatki, cieszącej się na wyprowadzkę do tak luksusowego domu biznesmena, więc zszokowało ją moje zachowanie. Wiedziałam, że nie jest zadowolona z naszej wprowadzki, to i ja nie miałam zamiaru udawać.

- Kolacja jest na stole. Chodźcie, bo zaraz wystygnie. Potem oprowadzę Cię po domu Laura.- zawołała Helena, wyczuwając panujące napicie między mną, a drugą z bliźniaczek.

Wszyscy posłusznie, bez słowa weszliśmy do, jak się zdążyłam zorientować, jadali.

I tutaj oniemiałam z zachwytu. Chyba serio zapytam Karola, czy czasem nie zatrudniali profesjonalisty do zaprojektowania domu. Na samym środku stał wielki, biały stół, w okół którego ustawione były szare krzesła. Na każdym z nich leżała śnieżnobiała, puchata poduszka ozdobna.

Na przeciwko nas widniały wielkie drzwi tarasowe, zajmujące większą część ściany. Na prostopadłej to tej ścianie, znajdował się kominek z szarej cegły, nad którym wisiał ogromny portret. Rozpoznałam na nim Helenę, Monikę oraz Karola. Był tam jeszcze jeden chłopak, zapewne trzecie dziecko mężczyzny, które nie wiadomo gdzie jest, ale nie przyjrzałam mu się uważnie. Kiedy spojrzałam na kolejną ze ścian, zrozumiałam, że w tym domu musi panować prawdziwie rodzinna atmosfera między mężczyznom, a jego dziećmi. Sama ścianka pokryta była tą samą cegłą co kominek, a na niej wisiało pełno białych półek wypełnionych kwiatami i zdjęciami rodzinnymi. To nadawało temu nowoczesnemu pomieszczeniu, przytulność, co mega mi się spodobało.

- To jest przepyszne, prawda Laura?- mama szturchnęła mnie w ramię, a ja powróciłam do rzeczywistości. Kiedy ja niby zdążyłam usiąść do stołu i nałożyć sobie stek?

- Tak bardzo.- uśmiechnęłam się do Heleny. Nie sadziłam, że tak łatwo będzie mi odróżniać bliźniaczki, ale nadąsana mina Moniki niczym nie przypominała rozpromienionej buzi Leny.

- Uczyłam się tego przepisu z dwa miesiące, mam nadzieje, że smakuje.- zaśmiała się.

- Tak jest cudowne. - pochwaliła ją moja rodzicielka, za to na mnie popatrzyła karcąco. Chyba nie zrobiłam takiego pierwszego wrażenia, jakie by mama chciała abym zrobiła. Nie obchodziło mnie to jednak. Skoro ona nie liczy się z moimi uczuciami, dlaczego ja mam przejmować się tym, czy jest jej za mnie wstyd czy nie? Mam to wręcz w głębokim poważaniu.

- Od kiedy idziesz do szkoły Laura? - zadziwiające jest to, jak Helenie bardzo zależy na złapaniu ze mną kontaktu. Przez to jest mi jeszcze bardziej głupio, że tak lekceważąco do niej podchodzę. Jednak w tym momencie byłam na tyle zła, że po prostu wzruszyłam ramionami. - Ogólnie rok szkolny zaczął się tydzień temu, a jutro poniedziałek... - przerwała, biorąc łyk świeżo wyciskanego soku pomarańczowego. - ale zapewne jesteś zmęczona podróżą, więc jutro jeszcze z nami nie pójdziesz.- dodała.

- Właściwie to nie ma problemu. Nie jestem zmęczona, zresztą na pewno zdołam się wyspać. Nie chcę mieć jeszcze więcej zaległości. Pójdę jutro. -postanowiłam. Serio wolałam iść do szkoły, niż siedzieć i dobijać się myślami, słuchając narzekań mamy, jak to zawiodłam jej oczekiwania.

- Fajnie. Chętnie Cię oprowadzę.

- Yhm.- wybąkałam, urywając tym samym rozmowę.

Przez chwilę znów panowała niezręczna, chodź dla mych uszu kojąca cisza, ale oczywiście musiała być ona przerwana przez moją mamę.

- A gdzie Filip?

- A no tak.- zaśmiał się jej narzeczony. - Jest na klasowej wycieczce do Krakowa. - sprostował. - Filip to, jak już się pewnie domyśliłaś, mój najstarszy syn. Ma osiemnaście lat. - zwrócił się do mnie.

- Aha. - odparłam bez entuzjazmu - Super. - dodałam sarkastycznie, choć nie planowałam by tak to zabrzmiało.

- Laura!- moje imię, mama wycedziła przez zęby i już wiedziałam, że jak tylko znajdziemy się sam na sam, dostanę niezły ochrzan. Jednak w ogóle mnie to nie rusza.

- Co Laura?- odparłam ironicznie. - Nie mam zamiaru...- zaczęłam z zamiarem wyrzucenia z siebie wszystkiego co mnie dręczy, ale przerwała mi Monika, gwałtownie wstając od stołu.

- Słuchaj młoda!- spojrzała na mnie złowrogo.- Mi też nie uśmiecha się mieszkać z tobą pod jednym dachem, ale zaciśnij zęby i się trochę ogarnij, co?! - wrzasnęła.

- Monika! - krzyknął Karol.

- Tobie też to radzę.- prychnęłam.

- Laura!- moja rodzicielka, również podniosła ton głosu.

- Dziękuję najadłam się.- odparła blondynka i odeszła od stołu. Miałam ochotę zrobić to samo, ale nawet nie wiedziałam gdzie mogę się udać, więc po prostu usiadłam z spowrotem. Choć nie patrzyłam na mamę, czułam jej wzrok na sobie i to, że moje kłopoty wzrastają coraz bardziej. Natomiast ja coraz bardziej miałam to gdzieś.

Reszta kolacji przebiegła raczej w napiętej atmosferze. Na koniec Karol zaproponował, aby Helena pokazała mi mój nowy pokój, a on posprząta po kolacji. Moja mama od razu zaoferowała pomoc, ale po jej spojrzeniu, rzucanym w moją stronę, łatwo było się domyślić, że zaraz potem przyjdzie do mnie. Zresztą, Polak miał zamiar zrobić to samo w przypadku swojej córki, której nie przypadłam do gustu - ze wzajemnością.

- Słabo wyszło. Przepraszam Cię za moją siostrę. - powiedziała Lena, kiedy już byłyśmy na piętrze. Swoją drogą ten korytarz wyglądał jak bliźniak tego na dole. To był ciekawy pomysł. EJ LAURA DZIEWCZYNA DO CIEBIE MÓWI, A TY SIĘ KORYTARZEM ZACHWYCASZ.

- Nie masz za co. Mogłam być bardziej taktowna, w rozmowie. Strasznie Cię przepraszam za moją dzisiejszą złość i niechęć. To nie tak, że Cię nie lubię Po prostu...

- Tak wiem.- przerwała mi.- Na pewno jest Ci ciężko. Podejrzewam, że w Hiszpanii zostawiłaś wiele bliskich osób, by móc wprowadzić się do nowego faceta twojej mamy. Nie wiem, czy ja bym w ogóle się na coś takiego zgodziła. Pewnie bym się sprzeciwiła. - No nie powiem, byłam w szoku. Ona i sprzeciw? Jest taka idealna i grzeczna. A może tylko mi się tak wydaje? Nie podzieliłam się jednak z nią moimi rozmyśleniami, bo może sprawiłabym jej tym przykrość, więc tylko przytaknęłam.- No nic. - uśmiechnęła się. - Ty masz pokój tu, mam nadzieje, że Ci się spodoba. Pomagałam w wystroju. Zostawię Cię, bo pewnie chcesz być teraz sama. W razie jakby co, moje królestwo jest tutaj.- otworzyła drzwi, które znajdował się naprzeciwko moich. - Wbijaj kiedy chcesz.- dodała i weszła do środka.

Z głośnym westchnieniem nacisnęłam klamkę, i również weszłam do swojej sypialni.

- Wow.- z zachwytu szepnęłam sama do siebie. Ten pokój był powalający, rewelacyjny, fantastyczny. Zaczynam się zastanawiać, czy Lena nie jest jakąś legendarną postacią z bajek, bo dopasowała wszystko idealnie w stu, a nawet dwustu procentach do mojego gustu. Na miętowe ściany mojego pokoju, mogłabym wgapiać się godzinami. Świetny kolor, cudowny odcień, po prostu niesamowity. Na jednej z ścian stało ogromne BIAŁE łóżko z wieloma kolorowymi poduszkami na nim. Z jego prawej strony znajdowała się malutka szafeczka nocna, tego samego koloru, a na niej stała lampka nocna, której klosz pokryty był kolorowymi kwiatkami. Na ścianie nad łóżkiem widniały kolorowe lampki, które mnie po prostu zachwyciły. Na przeciwko drzwi mieści się dość spore okno, pod którym jest biała szuflada, a na niej jasno różowy materac, niebieski kocyk i kolorowa poduszka. Wszystko razem sprawia wrażenie kanapy pod oknem. TAKIE COŚ MARZYŁO MI SIĘ OD ZAWSZE! Zaraz obok "sofy" stoi biurko z krzesłem obrotowym. Na blacie zauważyłam miętową, pustą ramkę, abym mogła włożyć tam sobie jakieś zdjęcie. Ścianę na przeciw łóżka w całości zajmują szafy na ubrania a zaraz przy drzwiach mam półki na książki. Oczywiście wszystkie meble są koloru białego, a w połączeniu z kolorowymi ozdobnikami, na nich i miętowymi ściananami daje efekt WOW.

Zachwycanie się moją nową sypialnią, przyniosło mi chwilę radości. Chwila, czyli jakieś dwie minuty, bo już po chwili przypomniałam sobie, że ten wymarzony i wyśniony pokój, znajduje się ponad 3 000 kilometrów od Pablo, Marcelii i całej mojej rodziny. Po raz setny dzisiaj, do oczu napłynęły mi łzy...  Jednak zanim pozwolę im swobodnie popłynąć po policzkach, muszę zacisnąć zęby i iść z całego serca podziękować Helenie, bo bardzo się postarała.

Kiedy już miałam otwierać drzwi, do pokoju wparowała moja mama. Teraz to się zacznie, pomyślałam. Jednak zamiast krzyku, dostałam rozczarowanie.

- Czemu mi to robisz, dziecko.- westchnęła i usiadła na łóżku.- Dlaczego się tak zachowujesz?

- Ja?! - naprawdę starałam się łagodnie, ale aż wszystko we mnie buzowało. - Czy ty chociaż raz spytałaś czy w ogóle chcę tu być?!

- Laura...

- NIE MAMO! Musiałam zostawić Pablo i Marcele i...

- LAURA! Nie jesteś pierwszą, ani ostatnią nastolatką, która musiała wyjechać, bo rodzice postanowili się wyprowadzić. Wiem, że Ci ciężko, ale zrozum, że po czasie się zaklimatyzujesz. Jestem pewna, że Ci się tu spodoba.

- Mogłam zostać z babcią.

- I siedzieć jej na głowie?

- Nie byłabym dla niej ciężarem.

- Jesteś moją córką i chcę cie wychować.

- Jestem prawie dorosła.

- Właśnie prawie! Proszę nie odnoś się tak do Karola i dziewcząt.- zmieniła temat.

- A Monika może?

- Karol z nią rozmawia. Musicie się jakoś dogadać.

- Nic nie muszę.

- Helena i Karol próbują być dla Ciebie mili. Dlaczego tego nie doceniasz?

- Helenę już przeprosiłam, Karola przeproszę przy śniadaniu, pasuje?

- Dziękuję. - westchnęła.

- Spoko. A teraz przepraszam, ale chcę się rozpakować.

- Jasne.... - odparła i wyszła, spoglądając na mnie ze zmartwieniem.

Zrezygnowałam z podziękowania Lenie. Zrobię to jutro. Przy moim teraźniejszym humorze, znów ją urażę na 100 %.

W sumie wyciągnięcie wszystkiego z walizek i poukładanie na swoje nowe miejsca wcale nie zajęło jakoś mega wiele czasu, chociaż jak skończyłam była już 20:00. Zabrałam z szafy pidżamę, kosmetyczkę i udałam się ze wszystkim w poszukiwaniu łazienki...

 Dla mnie, jak i zapewne dla wielu osób prysznic jest specjalnym miejscem do przemyśleń... Czy aby na pewno dobrze robię oburzając się na cały świat? Przecież nie ma szans, aby mama zmieniła swoją decyzję, a ja nie mogę chodzić cały czas naburmuszona. Więc co mam zrobić? Udawać, że wszystko gra, choć tak naprawdę mam ochotę rozryczeć się jak dziecko?

Spod kabiny wyszłam w jeszcze gorszym humorze niż weszłam. Bo przecież smutek, zażenowanie i żal są gorszymi uczuciami od wściekłości i rozdrażnienia.

Jednym z ręczników szybko owinęłam mokre włosy, a drugim wytarłam ciało do sucha, po czym ubrałam moją ulubioną, dwuczęściową pidżamę w pandy. Następnie umyłam zęby, zmyłam makijaż, którego i tak już praktycznie nie było i nakremowałam twarz kremem nawilżającym, po czym wyszłam z łazienki. W tym samym czasie ze swojego pokoju wychodziła Helena, z zamiarem udania się do toalety (co stwierdziłam po trzymanych w jej rękach pidżamie i ręczniku).

No nic... Skoro się spotykamy, podziękowania należy wygłosić już teraz, choć nie mam na to minimalnej ochoty.

- Helena...- zaczęłam, jednak ta weszła mi w słowo.

- Proszę mów Lena. Nie lubię jak używa się mojego pełnego imienia.- zaśmiała się.

- Dobrze... więc Lena...- poprawiłam się.- Chciałam Ci bardzo podziękować za wystrój pokoju, jest nieziemski.

- Cieszę się, że ci się podoba.

- Skąd wiedziałaś, że tak uderzysz w mój gust? - Spytałam, aby upewnić się czy na pewno nie jest jakąś wiedźmą, ale dobrą, najwyraźniej.

- Twoja mama jak ostatnio u nas była, powiedziała mi, że robiłaś projekt wymarzonego pokoju. Postarałam się go w miarę odtworzyć. Sądząc po twojej minie, chyba mi się udało. - uśmiechnęła się, a ja zdałam sobie sprawę, że również się szczerzę. Chyba po raz pierwszy, zupełnie bez żadnego udawania, odkąd tu przyjechałam.

- Zdecydowanie. Jest mega. - przyznałam.

- Cieszę się.

Właśnie w tej chwili, usłyszałam z mojego pokoju, charakterystyczny dźwięk przychodzącego SMS'A, więc przeprosiłam Helenę i udałam się do sypialni. Od razu rzuciłam się na łóżko, zabierając po drodze komórkę z biurka. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam 4 nieodczytanych wiadomości w tym 2 od Pablo i 2 od Marcelii. Poczułam się idiotycznie, że dopiero teraz to zauważyłam, no ale to się da prosto wyjaśnić. Przejechałam palcem po ekranie i odblokowałam sprzęt, po czym weszłam w wiadomości i otworzyłam te od chłopaka.

"Hej Laura... Wiem, że masz teraz dużo na głowie i w ogóle, ale bardzo bym chciał wiedzieć, jak się trzymasz i jak minął Ci lot ? "

Zaraz po niej przeczytałam kolejną:

"Heeeej Laura? Powiedz czy wszystko w porządku? Zrobiłem coś nie tak? Proszę odezwij się, bo martwię się o Ciebie :/ "


Tę ostatnią wysłał przed chwilą więc szybko zaczęłam odpisywać.


"Cześć Pablo. Nie nic złego nie zrobiłeś, przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale nawet nie zaglądałam w komórkę... Lot minął całkiem w porządku. Spędziłam go na spaniu. Tutaj jest w miarę... Piękny dom. Karol jest spoko, tak jak jego córka Helena. Wierz, że odtworzyła mój projekt pokoju? Muszę wysłać Ci zdjęcia, bo jest zniewalający. Za to jej bliźniaczka - Monika, jest identyczna z wygląda, ale ona w przeciwieństwie do Leny ( bo tak kazała do siebie mówić) nie jest zadowolona, że tu jesteśmy. Ja też nie. Raczej się z nią nie dogadam. Jest jeszcze jakiś starszy syn, ale ponoć znajduje się obecnie w Krakowie na wycieczce szkolnej czy coś. A co do tego jak się trzymam to będę z Tobą szczera. ŹLE. Tak bardzo bym chciała żebyś tu teraz był i mnie mocno do siebie przytulił... :'( Po przyjacielsku... oczywiście."


Po wysłaniu SMS'A natychmiast odczytałam co takiego wypisuje moja przyjaciółka.


"Hej kochana... Jak Ci minął lot? Poznałaś już kogoś? Spoko są? Jak nowy dom? Kiedy przyjedziesz? Kiedy idziesz tam do szkoły? Jak tam twoja mama? Pozdrów ją. Tęsknię :("


Cała Marcela. Milion pytań.


" LAURA! Musze Ci coś koniecznie opowiedzieć! Jak będziesz miała czas proszę odpal kamerkę internetową i do mnie zadzwoń! "


No tak. Tym faktycznie mnie zaintrygowała. Co takiego ma mi do powiedzenia? Spojrzałam na zegarek... 21:30. Ok... Jest za późno, na rozmowę przez kamerkę. Nacisnęłam na budkę z napisem "odpisz" i wystukałam na klawiaturze:


" Hej kochana. Dziś to już nie dam rady. Wybacz Marcela, ale jestem na maksa zmęczona Wszystko opowiem Ci jutro, zgoda? Buziaki <3 "


Odłożyłam telefon na szafkę nocną i choć usłyszałam, że któreś z nich mi odpisało już nie chciało mi się sprawdzać, a tym bardziej odpisywać. Oczy same mi się kleiły i już po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza.



Witam wszystkich :* Tak zapowiada sie rozdzial drugi :* mam szczerą nadzieję ze wam sie podoba. Jesli nie smialo napiszcie co jest nie tak a postaram sie to naprawic. Zerkajac na statystyki jest coraz wiecej wyswieten. Bardzo mi milo :*
No to co? Ja lece i bardzo prosze o szczere komentarze. Chcialabym poznac wasza opinie.
Do nastepnego rozdzialu :*
aaa wlasnie. Tak jak pytalam pod poprzednim postem. Jesli chcecie aby rozdzialy byly dluzsze lub krotsze piszcie ;)
no to papa :*
Milego wieczoru.



Laura Lauren <3