niedziela, 26 lutego 2017

Cześć, cześć!

Witam wszystkich!


Chciałam tylko powiedzieć, że rozdział się pisze, i nie pojawi się dziś, ale jutro ;)
Życzę miłego wieczoru <3

LAURA LAUREN

niedziela, 19 lutego 2017

20 Dziadkowie

Czułam jak serce bije w szybszym tempie, niż normalnie. Myślałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Miałam wrażenie, że mój ciężki oddech słychać na drugim końcu pokoju.
- Laura wszystko gra? - mama musiała zauważyć moje zdenerwowanie, bo patrzyła na mnie z niepokojem. Chciałam z siebie coś wydusić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Zupełnie jakby odebrano mi mowę. Stałam tylko i patrzyłam w jeden punkt, próbując się uspokoić. Tak bardzo się bałam tego co zaraz się stanie, że chciałam stać się niewidzialna i uciec, zanim Monika zdąży powiedzieć jedno słowo.
- Laura jest tak zdenerwowana, bo dostała jedynkę z polskiego. - kiedy usłyszałam głos dziewczyny, przeszły mnie dreszcze, ale kiedy uświadomiłam sobie co powiedziała, poczułam ulgę. Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona tylko posłała mi znaczące spojrzenie.
- Oj dziecko - mama roześmiała się - jedna jedynka to nic złego, nie musisz być taka przerażona.
- Bo ja... - zająknęłam się niepewna - zawsze byłam dobrą uczennicą, ale materiał mnie trochę przerósł. To był ważny sprawdzian, a ja nie przygotowałam się odpowiednio. - wymyśliłam, podtrzymując kłamstwo.
- Spokojnie - tym razem głos zabrał Karol. - Jedna jedynka to nie koniec świata, tym bardziej, że język polski to dla ciebie nowość.
- Poprawie to - wymusiłam uśmiech, choć w głębi duszy dalej byłam przerażona. Bałam się, że Monika zaraz przejdzie do rzeczy.
- Zaraz jedziemy do miasta i przywieziemy wam pizze. Tak na pocieszenie co ty na to?
- Super pomysł, jestem mega głodna.
- No to super.
Kiedy wyszli, kamień spadł mi z serca.
- Co ty kombinujesz? - Filip od razu zaatakował siostrę.
- Nie ma za co. - prychnęła. - Po prostu postępuje właściwie. Uważam, że to między wami jest dziwne i prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale to wasza sprawa. A ty jesteś moim bratem. Nie wydam cię... - ominęła nas i skierowała się w stronę wyjścia.
- ZACZEKAJ. - Filip złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie, przytulając. - Dziękuje siostrzyczko. To dla mnie bardzo ważne.
- Wiem. Dlatego będę cicho. Nie musisz się martwić. Nie jestem taka zła, jak ci się wydaje, co? - patrzyła na niego wzrokiem pełnym wyrzutu.
Aż coś zakuło mnie w sercu. W jednej chwili zrozumiałam jak trudny był dla niej mój przyjazd tutaj i zaprzyjaźnienie się z jej rodzeństwem. Zrozumiałam jak są dla siebie ważni i jak bardzo czuła się odtrącona, a swoim zachowaniem próbowała udawać, że jest inaczej i że nic ją nie rusza. Była oschła i wredna, bo tak naprawdę była zwyczajnie smutna i zazdrosna.
- Pójdę opowiedzieć wszystko Lenie. - wymyśliłam powód, aby zostawić tę dwójkę samą. - Musicie porozmawiać. - posłałam Filipowi znaczące spojrzenie, a potem zwróciłam się do Moniki. - Choć wiem, że nie robisz tego ze względu na mnie, tylko na Filipa, to bardzo ci dziękuje. - Uśmiechnęłam się naprawdę szczerze, po czym wyminęłam ich i poszłam na górę, by zajrzeć do Heleny.


- Lena czuję się już dużo lepiej. Lekarz mówił, że jak poleży do piątku w łóżku, to raczej będzie mogła jechać na tę wieś. - Oznajmiłam Filipowi, zamykając drzwi od jego pokoju, po czym położyłam się na łóżku, obok niego.
- To super - obrócił się na bok i oparł łokciem o materac. - Zapytałem Monikę czy nie ma ochoty pojechać z nami.
- Zgodziła się?
- O dziwo tak. - uśmiechnął się, promieniująco.
- Ciesze się. Nie chce abyście kłócili się z mojej winy.
- Wiem Laura. - odgarnął kosmyki  włosów z mojego policzka i musnął go, delikatnie. - Ale to nie jest twoja wina.
-  Niby nie. - westchnęłam - Mimo to mam poczucie winy.
- Jesteś zbyt dobra - zaśmiał się uroczo.
- Dlaczego? - spytałam zaintrygowana i również przekręciłam się na bok.
- Po prostu. Masz cudowny charakter i jesteś bardzo wrażliwa.
- Czasem mam wrażenie, że ta wrażliwość to moja największa wada.
- Wrażliwość nigdy nie jest wadą. To piękna cecha, której brakuje niejednej osobie.
- Jakiś ty inteligenty. - parsknął śmiechem. - Wyjaśniliście sobie wszystko?
- Po części. Chyba zaczęła się przełamywać, wraca moja Monika sprzed wyjazdu matki.
- Cudownie to słyszeć.
- Mam nadzieje, że się ułoży.
- Na pewno - podniosłam się delikatnie, aby go pocałować. Ten pocałunek był krótki i szybki, ale był przepełniony naszą miłością. Zwykłe muśnięcie jego ust, wystarczy, aby moje serce oszalało.

W pewnym momencie drzwi od pokoju się otworzyły, a ja odskoczyłam od Filipa, niczym poparzona i zerwałam się na równe nogi.
- Spokojnie to tylko ja. - Monika nie kryła rozbawiona. - Nie chcę wam przeszkadzać, ale  mam pytanie.
- No mów. - Filip również wstał.
- Skoro wy jedziecie do dziadków we dwoje, Lena bierze Antka, to czy ja też mogę zabrać Dominika?
- Dominik to twój chłopak prawda?
- Tak, on. Myślałam, że może to dobra okazja żebyście się lepiej poznali.
- Jasne, to świetny pomysł, ale nie mów rodzicom. O tym, że jedzie Antek też nie wiedzą. Lepiej żeby myśleli, ze to wyjazd rodzeństwa. Musimy być ostrożni
- Tak jak dziś ? - spytała z ironią.
- Bardzo śmieszne.
- Może nie powinnam tak wypytywać, ale właściwie to kiedy zamierzacie im o tym powiedzieć?
- Niedługo.
- Okej nie pytam. - ku mojemu zdziwieniu posłała nam perskie oko i zadowolona wyszła z pokoju.
- Na czym stanęło? - Filip przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował.



Musieliśmy jechać na dwoma autami, ponieważ w jednym zmieściłoby się tylko 5 osób, a nas była szóstka, dlatego Filip, Monika, Dominik i ja pojechaliśmy samochodem mojego chłopaka ,a  Antek z Heleną, jego.
Po południu na Warszawskich ulicach był prawdziwy tłok, ale mimo to podróż upłynęła wesoło - ku mojemu zdziwieniu. Dominik okazał się przyjaznym chłopakiem, a i Monika czasem żartowała, choć nadal trzymała pewien dystans do mnie. Dziewczyna poinformowała oczywiście swojego lubego, że jej brat i ja jesteśmy ukrywającą się parą, ale nie przyjął tego z wielkim zaskoczeniem. Traktował nas normalnie i ani przez chwilę nie dało się odczuć, że patrzy na nas, jak na głupków. Sam nawet powiedział, że nie jesteśmy spokrewnieni, a nasza historia miłosna, jest niczym z filmu, ale to nie czyni jej złej, lub nienormalnej. Cóż... Chciałabym, aby takie podejście mieli do tego wszyscy ludzie, a szczególnie mama i Karol.

Na miejsce dojechaliśmy po około trzech godzinach stania w korkach. Pewnie byłoby jeszcze dłużej, gdyby Filip nie starał się jechać drogami na skróty.
Wychodząc z auta byłam troszkę poddenerwowana. Miałam w końcu poznać dziadków mojego chłopaka i chciałam wypaść dobrze.
Weszliśmy na ganek, po czym Helena otworzyła drzwi do dużego domu swoich dziadków.
- No jesteście na reszcie!- Moim oczom ukazała się przyjaźnie uśmiechnięta kobieta i od razu rzuciła się w ramiona Filipowi, Monice, Helenie i na końcu Antkowi. Wyglądała naprawdę przyjaźnie, aż cały stres ze mnie spłynął. Była kobietą troszkę przy sobie, z posiwiałymi włosami i kilkoma zmarszczkami, które tylko nadawały jej jeszcze bardziej przyjaznego i typowo babcinego wyglądu.
- A to musi być narzeczony mojej wnuczki. - porwała Dominika w swoje ramiona. - Miło cię poznać moje dziecko. - No i ta śliczna panienka. -  zwróciła się do mnie i ucałowała w oba policzki. - Siostro-dziewczyna mojego wnuka. - zaśmiała się. - Nie dziwie ci się Filip, że się zakochałeś w takiej ślicznej dziewczynie.
- Dziękuje bardzo. - również się zaśmiałam, tak jak wszyscy. Radość tej kobiety udzielała się każdemu, a jej śmiech był po prostu zaraźliwy.
- Chodźcie dziadek czeka w salonie - wskazała na drzwi na przeciwko.
Pan Kozłowski wyglądał równie przyjaźnie jak jego żona. Jak nas zobaczył to wstał i podszedł bliżej nas.
- Witamy w naszych skromnych progach - skłonił się nisko, po czym się zaśmiał. - Widzę, że tu nam się rodzina powiększa. - wskazał na mnie i Dominika. - Ostatnio tylko Lenka miała swojego chłopca. Swoją drogą widzę, że nadal jesteście razem. No i dobrze! Kryśka - odezwał się do swojej żony - my tu niedługo na weselach będziemy się bawić. - klasnął ochoczo w dłonie. - Józek jestem, ale możesz mówić dziadek - przybił piątkę z chłopakiem Moniki. - A ty jesteś Laura. - ujął moją dłoń i szarmancko ją ucałował. - Całuje rączki ślicznej pani.
- No, no jest moja. - Filip się roześmiał i dał męskiego przytulasa dziadkowi.
- Spokojnie wnuczku, ja mam swoją piękność, o tutaj. - podszedł do pani Krystyny i pocałował jej polik. - Tylko czasem dużo gdera.
Ponownie wszyscy się zaśmialiśmy, a ja już wiedziałam, że to będzie udany weekend.



Wieczorem po zjedzeniu kolacji, wszyscy udaliśmy się na spacer. Było już dość ciemno, a na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. To musiał być niezły widok, dla kogoś kto nas mijał. Cztery pary, w tym jedna starsza, idą za ręce przez polną dróżkę. Było cudownie i miło, żartowaliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dziadkowie Filipa, Moniki i Heleny są po prostu nieziemscy! Tak łatwo znaleźć z nimi wspólny kontakt, choć są ponad 40 lat starsi!
Wieczór był ciepły i przyjemny dlatego bardzo długo spacerowaliśmy, a do domu dotarliśmy przed 22:00.
Pani Krysia zrobiła nam wszystkim gorące mleko, aby lepiej się spało, a kiedy je wypiliśmy, wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi. Dom był bardzo duży, bo kiedyś mieszkali tu nie tylko państwo Kozłowscy, ale i ich dzieci, w tym mama Filipa i to właśnie w jej starym pokoju razem z nim spałam.
Jak tylko się wykąpałam wskoczyłam pod ciepłą kołdrę i wtuliłam się w chłopaka, napajając się zapachem jego skóry.
- Mogłabym tak zasypiać codziennie. - odparłam i jeszcze bardziej wtuliłam się w rękę chłopaka.
- Ja też. - choć nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że się uśmiecha. - Jak ci się podobało?
- Super! Twoi dziadkowie są genialni!
- Wiedziałem, że ich polubisz. Są trochę postrzeleni, ale bardzo kochani.
- I bardzo się kochają.
- Tak to prawda. Zawsze jak na nich patrzyłem, to marzyłem, aby znaleźć kiedyś taką osobę, która będzie patrzyć na mnie, tak jak babcia na dziadka, i wiesz co? - spojrzałam na niego - ty tak na mnie patrzysz.
- Bardzo cię kocham - szepnęłam, poruszona jego słowami.
- A ja bardzo kocham ciebie.
Położyłam głowę na jego torsie i zamknęłam oczy, aby rozkoszować się tą chwilą.
- Zauważyłeś, że Dominik gładko potraktował naszą znajomość? Twoi dziadkowie też. Albo wszyscy dobrze udają.
- O nie. - zaśmiał się. - Dziadkowie są świetni, ale nie potrafią kłamać i zawsze mówią co myślą. Nie mają nic przeciwko naszej znajomości, mimo, że wiedzą, że jest nietypowa.
- Myślisz, że rodzice potraktują to podobnie?
- Mam taką nadzieje. - westchnął. - Liczę na to, że tak będzie.
- Ja też. - powiedziałam, ziewając.
Nagle poczułam, że jestem strasznie zmęczona i sen sam ciśnie mi się na powieki, więc po prostu je zamknęłam i zasnęłam wtulona w swojego ukochanego.

Rano obudził mnie delikatny szept mojego chłopaka.
- Wstawaj śpiochu - mówił wprost do mojego ucha. - Śniadanie na stole.
- Która godzina? - wymamrotałam w poduszkę.
- Odpowiednia, abyś wstała.
- Nie chce mi się. - rzuciłam w niego poduszką, ale to nie był najlepszy pomysł, bo Filip w zemście zaczął mnie łaskotać, a ze śmiechu aż spadłam na podłogę. - Już dobrze, wygrałeś. - zaśmiałam się.
- Widzisz? Wybudzona! - uśmiechnął się triumfalnie i podał mi rękę.
Schodząc na dół poczułam przyjemny zapach, który powodowało śniadanie rozstawione na stole. Był nakryty na osiem miejsc, ale jedzenia było aż nad to. Świeże wędliny, pachnące bułeczki i chlebek, masełko, ogórek, pomidor, ugotowane jajka, parówki, a w dzbankach herbata i mleko.
- Cała babcia. - usłyszałam za sobą głos Leny. - Jedzenia jak dla wygłodzonych wędrowców.
- Nie przesadzaj - kobieta radośnie machnęła dłonią - mamy tutaj czterech mężczyzn i trzy kobitki chude jak szczypiorki, a ja też lubię sobie zjeść. Jedzenia jest akurat, a później zaparzymy sobie kawkę i zjemy kawałek sernika.
- Jak się spało? - spytał pan Józek, kiedy już wszyscy siedzieliśmy na swoich miejscach.
- Bardzo dobrze. - Monika posłała dziadkowi uprzejmy uśmiech. W ten jeden dzień odkryłam w niej zupełnie inną osobę i nie mogę wyjść z podziwu, jaką maskę nosiła przez cały ten czas.
- Mam nadzieje, że żadne z was nie zmajstrowało nam prawnucząt - zaśmiał się głośno, a Monika zakrztusiła się mlekiem, natomiast Helenie, aż widelec spadł z talerza.
- Józek! - Pani Krystyna skarciła męża, choć było widać, że stara się nie wybuchnąć śmiechem.
- No co Józek! - mężczyzna nadal się chichrał. - To już żartować człowiekowi nie wolno?
- Dziewczyny i Dominik mają po 16 lat, co ci starcu w głowie siedzi - kobieta nie wytrzymała i też się zaśmiała.
- Oj tam, oj tam gderasz głupio. Dorośli już są - machnął ręką i nałożył sobie chleb, na talerz.


Po zjedzeniu obfitego śniadania, razem z dziewczynami pomogłyśmy sprzątać ze stołu.
Następnie wszyscy razem usiedliśmy przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać jakąś komedie przy kawie i pysznym cieście. Polubiłam sernik, jak tylko zjadłam go w kawiarni, do której zabrał mnie Filip, ale tamten nie równał się z wypiekiem jego babci.
- To ciasto jest przepyszne. - powiedział Dominik, jakby czytał w moich myślach.
- Widzisz jak mam z nią dobrze - Pan Józek objął kobietę ramieniem, i aż mi się ciepło na sercu zrobiło widząc ich razem, takich zakochanych.
Filip poszedł w ślady dziadka i również mocno mnie do siebie przycisnął, zapewne myśląc sobie to samo co ja. Miłosny nastrój udzielił się zresztą każdemu, bo za chwile już wszyscy siedzieliśmy przytuleni i patrzyliśmy na film, rozkoszując się tym wolnym i dobrze zapowiadającym się dniem. Takie chwile w życiu są właśnie najlepsze. Kiedy siedzimy i pozornie marnujemy czas, czerpiąc radość z takich rzeczy, jak siedzenie w domu, daleko od zgiełku miasta, w zacisznym salonie, ze znajomymi, ze starszymi, radosnymi dziadkami i ze swoją miłością.





Witajcie! Mam nadzieję, że ten rozdział jest choć troszkę dłuższy niż poprzednie.
No i że wam się podoba, bo znowu musieliście czekać na niego dłużej niż zwykle. Dziękuje za życzenia walentynkowe złożone w komentarzach, nie miałam okazji na nie odpowiedzieć, więc odpowiadam teraz <3

Do następnego!

LAURA LAUREN <3

wtorek, 14 lutego 2017

Witam!

Witajcie wszyscy! Bardzo, bardzo przepraszam za swoją nieobecność w tym tygodniu. Ehhh miałam wam wynagrodzić to, że nie dodałam rozdziału w jedną z niedziel a zamiast tego nie pojawił się kolejny. Strasznie przepraszam, po prostu nie miałam zbyt czasu żeby go napisać.  Oczywiście w kolejną Niedzielę rozdział się pojawi i będzie dłuższy.

A 2 sprawa to dzisiaj WALENTYNKI więc... Jeśli jesteście w związkach to WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I DUŻO MIŁOŚCI a tym co jeszcze w nich nie są, życzę aby wkrótce znaleźli swoją drugą połówkę  <3
Do Niedzieli ;*


LAURA LAUREN

niedziela, 5 lutego 2017

18. "NASZEJ TAJEMNICY JUŻ W SUMIE NIE MA"

Widząc ją poczułam jak serce zaczyna bić mi mocniej, a oddech staje się nierównomierny. Już wiedziałam co nas czeka... Nie sądziłam, że tak krótko uda nam się trzymać to w tajemnicy. Poczułam wściekłość. Najprawdziwszą wściekłość, i to na samą siebie. Dałam się ponieść, byłam nieostrożna, a teraz mam za swoje.
 Myślałam, że zacznie rozmowę, że się z nas pośmieje i zadowolona oznajmi, że powie wszystko rodzicom. Myślałam, że da nam okazje do głupiego tłumaczenia się i będzie cieszyć się chwilą, w której płaszczę się przed nią. Ale nie... Ona tego nie zrobiła. Po prostu odwróciła się z szyderczym uśmiechem i zaczęła iść w stronę swojej szkoły, z nadzieją, że jak idioci pobiegniemy za nią i będziemy błagać o dochowanie tajemnicy.
- Monika zaczekaj! - wrzaski Filipa nic nie dały. Dziewczyna oddalała się od nas coraz bardziej, i choć była odwrócona tyłem, wiedziałam że jej usta wykrzywione są w triumfalnym uśmieszku.
- To nic nie da - sama się zdziwiłam z jaką trudnością to powiedziałam. Czułam jakby wielka gula powstała w moim gardle, nie pozwalając swobodnie mówić. Oczy mnie zapiekły i popłynęły z nich łzy. Płakałam z rozgoryczenia i wściekłości, ale przede wszystkim z bezradności. Nic nie mogłam zrobić, żeby powstrzymać Monikę przed zrobieniem tego, czego najbardziej się obawiałam. - Musimy im powiedzieć pierwsi. - zaczęłam panikować i szukać telefonu komórkowego, po kieszeniach.
- Czekaj, czekaj - Filip chwycił mnie za nadgarstki. - Jeśli serio im powie, to na pewno nie odpuści sobie zobaczenia ich min. Jak już zrobi to w domu, uspokój się, to nie jest rozmowa na telefon. - Miał rację. Monika była podstępna i wredna. - Postaram się z nią porozmawiać, zaraz ją dogonię, albo złapię na korytarzu w szkole.
- Ona wszystko im powie...
- Nie Laura, my im powiemy. Trudno najwyżej zrobimy to dzisiaj, ale proszę nie płacz. - wierzchem kciuka otarł łzy z mojego policzka. Choć byłam zestresowana i spanikowana, pod wpływem jego dotyku trochę się uspokoiłam.
- Rozmawiając z nią nic nie zdziałasz, a dasz jej większą satysfakcję.
- Mimo to, warto spróbować. - przytulił mnie do siebie. - Kocham cię. - wyszeptał.
- Ja ciebie też kocham.
- Idź już. - odsunął się ode mnie - Zaraz zaczynasz lekcje, nie chce żebyś się spóźniła.
- Bądźmy na bieżąco, zgoda?
- Oczywiście, że tak. - delikatnie musnął mój policzek, po czym on poszedł w swoją stronę, a ja w swoją.
Starałam się opanować i przestać o tym myśleć, ale to nie było łatwe. W skali od jeden do dziesięć szanse na to, że Filipowi uda się przekonać siostrę, aby nic nie mówiła wynosiły jakoś mniej więcej -10, dlatego w głowie już układałam wielki monolog, który wygłoszę mamie i Karolowi, kiedy im o tym powiemy. Już lepiej, abym zrobiła to z Filipem, a nie pozwoliła, aby dowiedzieli się od niej.
Nie mogę uwierzyć, jak to się stało. Tam naprawdę nikogo nie było, poniosły mnie emocje i... i stało się. Akurat w tym momencie, akurat ona musiała to zobaczyć. Dlaczego nie pojawiła się tam jakaś starsza pani, która okrzyczałaby nas za całowanie się w miejscach publicznych? Czemu to musiała być właśnie ona... Nie jestem gotowa, aby powiedzieć o tym mamie i Karolowi, myślałam, że nie musimy się spieszyć, ale przez moją nieuwagę... Wszystko moja wina. Helena miała rację. Potrzebujemy TAJNIAKA. A nie, jednak nie. PRZECIEŻ NASZEJ TAJEMNICY JUŻ W SUMIE NIE MA!

- Wszystko gra? - Kornelia wyglądała na nieco zmartwioną.
- Jasne, wszystko gra. - zmusiłam się do malutkiego uśmiechu.
- Na pewno? - zdjęła plecak i usiadła obok mnie.
- Zaraz mamy matematykę. Kto by nie był zestresowany. - zażartowałam, a ona parsknęła śmiechem.
- Myślę, że chodzi o coś więcej.
- Jestem trochę zmęczona. Mało ostatnio spałam.
- Nie umiesz kłamać...
- Witajcie drogie Panie. - nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale w tym momencie cieszyłam się, że ten palant się pojawił.
- Spadaj Jacek. - Kornelia spojrzała na niego groźnie.
- Nie przyszedłem do ciebie mała - puścił jej perskie oko i spojrzał na mnie. - Nie do twarzy ci ze smutkiem, kochanie.
- Nie jestem twoim kochaniem - fuknęłam.
- A mogłabyś być - uśmiechnął się flirciarsko.
- Wolałabym nie. - również się uśmiechnęłam, lecz ironicznie.
- Oh no weź... - spróbował złapać mnie za rękę, ale szybko ją odsunęłam.
- Spadaj idioto. - rzuciłam wkurzona i zarzuciwszy swoją torbę na ramię, wyszłam.
- Serio coś musi cię gryźć. - Kornelia pobiegła za mną.
- Niby czemu? Po prostu mnie zdenerwował.
- Bo nie raz denerwował cię bardziej, a nigdy nie byłaś tak opryskliwa. - zaśmiała się. - Ale powiem szczerze, trzymaj tak dalej.
- Zapamiętam.
- Powiesz co cię dręczy?
Westchnęłam głęboko.
- Pokłóciłam się z moją przyjaciółką, okej? - wymyśliłam na poczekaniu, w miarę dobre kłamstewko.
- Z Leną? - zdziwiła się.
- Nie, z przyjaciółką z Hiszpanii. Jest zła, że ostatnio się nie odzywałam i zarzuciła mi, że nie mam dla niej czasu. - poprzedziłam jej pytanie, wymyślając kolejną część bajeczki.. - A teraz możemy skończyć przesłuchanie?
- Przepraszam, nie chciałam się wtrącać...
- Ja też przepraszam, nie chciałam być niemiła po prostu... Martwi mnie ta sprawa i wyżywam się na niewinnych ludziach.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęła się. - Jestem troszkę wścibska.
- Odrobinkę. - zaśmiałam się przybliżając do siebie palec wskazujący i środkowy.


Siedząc na lekcji, poczułam wibracje telefonu. Do dzwonka zostało 25 minut, a ja wiedziałam, że nie wytrzymam tyle czasu. Niepostrzeżenie wyjęłam go z kieszeni i położyłam za piórnikiem, tak aby Sadowska go nie zauważyła.
Odblokowałam ekran i zdałam sobie sprawę, że nie myliłam się. To był Filip.

"Hej Kochanie. Obiecałem, że będziemy na bieżąco, więc pisze... Nie dzwonię, bo zapewne masz lekcje... Więc tak. Starałem się rozmawiać z Moniką, przez większość przerw, ale niestety ona nie wykazywała chęci do rozmowy. Za każdym razem uśmiechała się głupio i odchodziła w innym kierunku. Mówiąc wprost: bawi ją moja próba proszenia jej o trzymanie języka za zębami. 
Wychodzi na to, że sami będziemy musieli porozmawiać z rodzicami. Ale nie martw się proszę. Wszystko będzie dobrze, w końcu i tak musimy to zrobić. Oni to zaakceptują, uwierz mi. Zrozumieją nas, będzie wszystko dobrze. Pamiętaj, że bardzo mocno Cię kocham <3 przyjdę do Ciebie, więc czekaj na mnie jak skończysz lekcje i odpisz jak się czujesz. Całuje :* "

Kiedy już miałam odpisywać, przed moimi oczyma pojawiła się jakaś ręka i zabrała mi komorkę z pola widzenia

- Hej kochanie. - nauczycielka zaczęła czytać zawartość SMS'A na głos. - Obiecałem, że będziemy na bieżąco więc piszę.
- Proszę mi to oddać. - wydukałam przerażona.
- Nie dzwonię bo zapewne masz lekcje. O proszę, jaki spostrzegawczy. - zaśmiała się ironicznie.
Spanikowana wstałam i po prostu wyrwałam jej telefon z dłoni.
Cała klasa patrzyła na nas z niedowierzaniem w oczach i wiedziałam doskonale, że oni też wiedzą, iż mam przerąbane.
- Najpierw oddaj mi telefon, a później idź do dyrektora. Mam nadzieję, że zawiadomi twoich rodziców, bo nie wiem jak to działa w Hiszpanii, ale u nas trzeba się stosować do przepisów. - powiedziała szorstkim tonem.
Przez chwilę ściskałam go mocno w dłoni i starałam się odzyskać trzeźwe myślenie. Dość szybko wszystko do mnie dotarło. Przełknęłam ślinę i upewniając się, że telefon jest zablokowany, wręczyłam go nauczycielce. Następnie spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy, udając się do gabinetu dyrektora.
 Zapukałam delikatnie w drzwi, po czym usłyszałam "proszę" i weszłam do środka.
-  Dzień dobry... - powiedziałam niepewnie.
- Dzień dobry... Co cię do mnie sprowadza.
- Pani Sadowska. - odpowiedziałam i spuściłam spojrzenie w dół. Nagle usłyszałam parsknięcie śmiechem, więc zdziwiona popatrzyłam na mężczyznę, któremu faktycznie na twarzy malowało się rozbawienie.
- Nie rozumiem? Co w tym śmiesznego?
- Nie nic. - odchrząknął. - Proszę usiądź. - wskazał na krzesło, stojące na przeciwko niego.  - A więc co zbroiłaś?
- Używałam telefonu na lekcji. - odparłam krótko.
- A z jakiego powodu używałaś telefonu na lekcji?
- Dostałam SMS'A, na którego długo czekałam.
- Sprawy sercowe. - uśmiechnął się porozumiewawczo.
- Można to tak ująć... - odpowiedziałam - A kiedy zaczęła czytać SMS'A na głos wyrwałam jej komórkę z dłoni - dodałam zawstydzona - ale to były moje prywatne sprawy, wiem, że nie powinnam używać telefonu na lekcji, ale nie chciałam aby cała klasa wiedziała co jest w tym SMS'IE.
- Rozumiem. Cóż... Pani Sadowska dość często kogoś do mnie przesyła - znowu starał się ukryć rozbawienie.
- To prawda...
- Tak, ale musimy coś zrobić z tym twoim telefonem. Dam sobie rękę uciąć, że ma go teraz Pani Sadowska.
- Tak.
- Dobrze, powiem jej aby po lekcjach ci go oddała. Zapewne uwagę do dziennika już sama zdążyła ci wpisać.
- Pani Sadowska mówiła coś o odebraniu go przez rodziców...
- Cóż staram się być z uczniami, a nie przeciwko nim, to twój pierwszy taki wybryk, więc myślę, że powiadamianie twojej mamy jest zbędne.
- Dziękuje bardzo. - odparłam z wielką ulgą. Już i tak dowie się dzisiaj o mnie i Filipie, myślę, że wezwanie do szkoły, nie jest najtrafniejszym momentem.
- Nie ma sprawy. A teraz możesz już wracać na lekcję.
- Jeszcze raz, bardzo dziękuje. Do widzenia.

Po zajęciach czekałam na ławeczce, przy szkole. Kiedy zobaczyłam Filipa, uśmiechnęłam się szeroko. Jego widok był dla mnie cudownym wynagrodzeniem, za cały dzisiejszy dzień.
- Myślisz, że mogę cię pocałować? - spytałam gdy znalazł się wystarczająco blisko mnie.
- Bardzo bym chciał, ale nie musisz traktować naszego sekretu jako ujawnionego. Mam nadzieje, że do Moniki coś dotarło.
- Raczej wątpię. - westchnęłam i szybko go przytuliłam, tak jakbyśmy byli tylko przyjaciółmi.
- Co się stało z twoim telefonem? Pisałaś od Korneli.
- Tak... Kolejny cudny wypadek dzisiejszego dnia. Czytałam twojego SMS'A na lekcji Sadowskiej.
- Uuuuuuu to raczej nie było ciekawe.
- Nie. - zaśmiałam się. - Ale dyrektor okazał się równym gościem i obejdzie się bez zawiadamiania mamy.
- To dobrze. Tylko tego nam teraz brakowało.
- Tak samo pomyślałam. Wiesz... - spojrzałam na zegarek, który miałam założony na nadgarstku - jeśli chcemy zdążyć przed Moniką powinniśmy wracać. Mama i Karol, za 20 minut będą w domu.
- Jesteś pewna, że chcesz aby wiedzieli?
- Nie mam wyboru.
- Nie mamy pewności, że Monika im powie.
- Rozmawiałam z nią ostatnio. - powiedziałam cicho, ale jednak wystarczająco głośno aby to usłyszał, po czym ruszyłam przed siebie.
- Jak to? - dorównał mi kroku.
- Chciałam sobie z nią wszystko wyjaśnić, wiesz zacząć od nowa, ale ona nie była skłonna to zgody, i trochę mnie poniosło i powiedziałam, że strzela durne fochy, czym was odpycha, a jej zachowanie jest księżniczkowate. - przegryzłam dolną wargę, i ku swojemu zdziwieniu usłyszałam parsknięcie śmiechu. - Śmieszne?
- Bardzo. - zaśmiał się. - Dobrze jej powiedziałaś, skoro ona może gadać na ciebie do nas, dobrze się stało, że wreszcie powiedziałaś co o niej myślisz.
- Filip, to twoja siostra. Powinieneś jej bronić.
- A ty jesteś moją dziewczyną, która chciała się z nią pogodzić, ale ona jak zwykle była na NIE. W tej sytuacji staje po stronie dobra. - znowu się głupkowato zaśmiał, jakby minuty wcale nie dzieliły ans od wyjawienia prawdy naszym rodzicom.
- Mimo to, przez tą sytuacje jestem pewna, że nie przepuści okazji powiedzenia im.
- Hej. - Filip zatrzymał się i złapał mnie za ramiona, odwracając do siebie. - Kocham cię. To jest najważniejsze i cokolwiek nie powiedzą, jakkolwiek tego nie przyjmą, to się nie zmieni, a my damy radę. - powiedział po czym zupełnie nie przejmując się tłumem ludzi, pocałował mnie.
- Filip! - pisnęłam, niechętne się odsuwając.
- No co? Przecież i tak za chwile wszyscy się dowiedzą. - I ZNOWU ZACZĄŁ SIĘ ŚMIAĆ.
- Strzele ci kiedyś w tą twoją śliczną buźkę - pomimo stresu i ja się zaśmiałam.
- To już podchodzi pod groźbę. - wyszczerzył zęby i ruszył w kierunku domu.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, nerwy zżerały mnie od środka. Najchętniej bym się odwróciła i uciekła, ale wiedziałam, że musimy porozmawiać z rodzicami, zanim Monika zdąży to zrobić, za nas.
Weszliśmy do domu, rozebraliśmy się i udaliśmy do salonu, aby tam poczekać na rodziców. Jednak oni już tam byli. MIMO TEGO, ŻE POWINNI DOPIERO KOŃCZYĆ PRACĘ. siedzieli już na kanapie, a na fotelu obok usadowiła się Monika i patrzyła na nas ze swoim szyderczym uśmieszkiem.







WITAM <3

Na wstępie chciałabym wam powiedzieć, iż pamiętam obietnicy dodania jednego rozdziału dłuższego, ale to jeszcze nie ten... Głównie dlatego, że mam teraz naprawdę sporo spraw na głowie, i po prostu się nie wyrobiłam.
Mimo to, mam nadzieje, że Wam się podoba <3
Do następnego !

LAURA LAUREN <3

p.s MYŚLĘ, ŻE JUTRO ZMIENIĘ TĄ NAZWĘ

niedziela, 29 stycznia 2017

Na wieś

Drżącą dłonią zapukałam do drzwi. Nie usłyszawszy żadnego "proszę", po prostu je otworzyłam. Ilekroć wchodziłam do tego pokoju (co zdarzyło się do tej pory może ze dwa razy, kiedy musiałam zawołać Monikę na obiad), zdawałam sobie sprawę jak bardzo różni się on od sypialni Heleny. Ten zdecydowanie nie sprawiał wrażenia pokoju, w którym mieszka słodka, niewinna nastolatka. Nie był dziewczęcy, ale był za to typowo młodzieżowy. Ściana, na której znajdowały się drzwi, podobnie jak stojąca naprzeciwko były ciemno- szare, natomiast dwie pozostałe śnieżno białe. Na ścianie po prawej stało wielkie białe łóżko pokryte pościelą o ciemnych barwach. Zaraz obok była czarno-biała szafka nocna, a przy niej białe biurko. Naprzeciw łóżka wisiał plazmowy telewizor, wokół którego, zawieszone zostały lampki, dzięki czemu był on podświetlony - osobiście bardzo mi się to podobało. Zaraz obok rozciągała się ogromna szafa, w tych samych kolorach, co szafeczka przy łóżku. Natomiast ścianę, na której stałam zajmował wielki sprzęt grający, oraz półki z przeróżnymi płytami muzycznymi. Naprzeciw znajdowało się ogromne okno, z wyjściem na balkon, na którym także zawieszone były lampki. Cóż pokój bardzo nowoczesny i zupełnie w stylu Moniki.
- Czego chcesz? - dziewczyna siedząca na łóżku, uniosła spojrzenie na mnie i zdjęła z uszu słuchawki.
- Chciałam porozmawiać. - choć nie przepadałam za Moniką, coś podpowiadało mi, że muszę wyjaśnić sobie z nią kilka spraw.
- Porozmawiać? - prychnęła lekceważąco, jak to miała w zwyczaju, jednak wyczułam, że jest zaintrygowana.
- Tak porozmawiać. - uśmiechnęłam się dość niepewnie.
- Masz chwilę.
- Jasne. - zabrałam krzesło, które stało przy biurku, przybliżyłam je do łóżka, na którym siedziała Monika i usiadłam. - Chodzi mi o relację między mną a tobą,,, - otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam jej przerwać. - Proszę zaczekaj aż skończę. - wywróciła oczami, ale posłuchała mnie. - To, że mieszkałyśmy razem, że nasi rodzice są ze sobą, to ani nie moja ani nie twoja wina... Rozumiem cię w stu procentach. Bardzo byś chciała, aby twoja rodzina był w komplecie, żeby twój ojciec był z twoją matką. Ja też wolałabym mieć ojca, który się mną interesuje, również chciałabym mieć możliwość wychowania się w pełnej rodzinie, ale nie mamy na to wpływu. To z kim są, kogo kochają... to ich sprawa i ich decyzja... Możesz się z nią nie zgadzać, możesz mieć żal do ojca, że jest z moją mamą, możesz mieć żal do mojej mamy, że jest z twoim ojcem. Posłuchaj, ja naprawdę cię rozumiem... Sama kiedy tu przyjechałam byłam negatywnie nastawiona, nie miałam na nic ochoty i z góry chciałam być obrażona na cały świat, ale to byłoby bez sensu... Moja matka jest szczęśliwa z Karolem, a mi udało się odkryć pozytywy tego, że tu jestem. Może to dla ciebie trudne, wierzę w to, ale daj nam chociaż szansę... Postaraj się pogodzić z tą sytuacją i pokażmy naszym rodzicom, że potrafimy akceptować ich wybory i cieszyć się z ich szczęścia. Odkryj pozytywy...
- Pozytywy? - znowu prychnęła, a w jej oczach nie dostrzegłam tego co chciałam dostrzec. Myślałam, że się przełamie, że zrozumie, że poprze moje zdanie... Jednak z każdym moim słowem, widziałam jak jej frustracja rośnie. - Ty je masz. Odkryłaś sobie nowych przyjaciół, nową rodzinę. Filip i Lena. To są twoje pozytywy. Twoi dwaj nowi kompanii życiowi.
- Nigdy nie chciałam zabierać ci rodzeństwa... - przełknęłam ślinę.
- Ale to zrobiłaś. - odparła oskarżycielsko.
- Nie prawda... Oni mieli inne nastawienie, chcieli mnie poznać, wiedzieli, że jest mi ciężko. Ja od samego początku byłam negatywnie nastawiona, ale oni pomogli mi się tu oswoić. Teraz przyszłam prosić ciebie o zakopanie toporu wojennego.
- A kiedy im się to udało, postanowiliście tworzyć zgraną paczkę, razem z chłopakiem mojej siostry, od siedmiu boleści.
- Widzisz... teraz obrażasz niewinnego Antka. Co on ma do tej całej sytuacji? Gdybyś chociaż postarała się zrozumieć i zaakceptować stan rzeczy, moglibyśmy wszyscy razem tworzyć zgraną paczkę.
- Na pewno. - zaśmiała się ironicznie. - A może gdybyś nie wlazła z buciorami do naszej rodziny, moglibyśmy tworzyć zgraną paczkę? Przyszłaś tu, bo masz poczucie winy, a poczucie winy masz, ponieważ wiesz, że zabrałaś mi rodzeństwo.
- Po prostu mają dość twojego głupiego zachowania - tym razem mnie ogarnęła złość. - Wiem, że z początku robiłam to co ty, ale szybko pogodziłam się z tym, że tu jestem i bardzo się z tego cieszę. Może gdybyś to ty przestała strzelać fochy, twoje rodzeństwo lubiłoby spędzać z tobą czas i nie musiałabyś być zazdrosna o mnie! Lena i Filip mają racje, nie mam co się obwiniać. Znalazłam przyjaciół i co z tego? Nikogo ci nie zabrałam, twoim księżniczkowatym zachowaniem sama ich od siebie odpychasz! - tak szybko jak ten potok słów ze mnie wypłynął, tak szybo go pożałowałam. Nie chciałam się z nią kłócić, a już na pewno nie chciałam jej obwiniać... - przepraszam...- powiedziałam skruszona, spoglądając na zszokowaną Monikę. Nie chciałam sprawiać ci przykrości, ja tylko...
- Idź już lepiej. - powiedziała przełykając ślinę. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać, a ja nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Siedziałam i wpatrywałam się w nią, jak jakaś idiotka.
- POWIEDZIAŁAM, ŻE MASZ STĄD WYJŚĆ! - powiedziała szorstkim głosem i wskazała drzwi.
Odetchnęłam głęboko i rzuciwszy jeszcze jedno "przepraszam" wyszłam.
Cholernie żałowałam, że tak się to potoczyło. Mogłam po prostu wyjść, nic nie mówiąc. Nic by to nie zmieniło, Monika dalej by mnie nienawidziła i okazywała to na każdym kroku, ale było mi strasznie głupio, że sprawiłam jej przykrość. Przecież na jej miejscu też byłabym przybita tym, że nagle pojawiła się jakaś dziewczyna i "przywłaszczyła sobie" moje rodzeństwo... Ale czy nie miałam prawa się rozzłościć? To co powiedziałam było prawdą. Gdyby postarała się inaczej na to spojrzeć, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Przecież nie przestanę spędzać czasu z Filipem i Leną, tylko dlatego, że ona nie może się z tym pogodzić. Jestem pewna, że odrobina chęci i nie musiałaby być zazdrosna, jednak ona woli obrazić się na cały świat, niż spróbować cokolwiek zrozumieć! NIE WIERZĘ, ŻE JA TEŻ TAKA BYŁAM! Co prawda dość szybko mi przeszło, bo Lena, Filip i Marcela byli przy mnie i wyciągnęli mnie z tego. Pomogli mi a ja przyjęłam ich pomoc, ale co mogę poradzić na to, że Monika jej nie chce?
Nadal żałując, że nie załatwiłam tego troszkę inaczej, położyłam się do łóżka i starałam myśleć się o przyjemnych rzeczach. Pierwsze co wpadło mi do głowy to moja dzisiejsza rozmowa z Marcelą:
Kiedy tylko wróciłam ze szkoły usiadłam do laptopa i odpaliłam kamerkę. Na ekranie od razu pojawiła się moja przyjaciółka, informując mnie, że nie ma zbyt czasu, bo jest umówiona z Sergio. Ja tylko się zaśmiałam i powiedziałam, ze to zajmie najwyżej sekundę.
- Możesz wejść! - krzyknęłam, a w moim pokoju pojawił się Filip. - Marcela... - zaczęłam, przypatrując się zdezorientowanej Hiszpance - tak się składa, że posłuchałam twoich rad i poszłam za głosem serca, więc teraz oficjalnie przedstawiam mojego chłopaka. - uśmiechnęłam się do niej i wtuliłam w Filipa.
- NIE WIERZĘ! - pisnęła uszczęśliwiona. - Ale jak, gdzie, kiedy, co?! Opowiadaj!
- Nie masz randki? - zaśmiałam się.
- SERGIO POCZEKA! - Wrzasnęła podekscytowana.
- Nie ma mowy. - roześmiałam się. - Ty idziesz ze swoim chłopakiem na randkę, a ja z moim idziemy zjeść obiad. Opowiem ci wszystko wieczorem. Buziaki.
- Ale Laura!!! - Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale się rozłączyłam.
- To było wredne. - Filip również się zaśmiał.
- I tak nic nie rozumiałeś.
- Ej no. Przecież mam Hiszpański. Poza tym dało się zorientować, jak to rozegrałaś. Nie ładnie.
- Nie chciałam psuć jej randki. - odparłam niewinnie. - Sergio by się na nią zaczekał.
- Okej tego z waszej rozmowy nie wyłapałem, ale powiedzmy, że ci wierzę.
I wtedy mnie pocałował.
Rozmyślając nad pocałunkami, którymi mnie wtedy obdarzył, nad cudownym zapachem jego perfum i przyjemnym uczuciu, które pojawiało się kiedy mnie dotykał, momentalnie zasnęłam.



- Hej Laura. - w kuchni powitała mnie, zakatarzona Lena, która właśnie łykała jakąś tabletkę.
- Hej, źle się czujesz?
- Nie, co ty - odarła ironicznie. - Tylko tak sobie chodzę w samym szlafroku, z zatkanym nosem. -  chciała się zaśmiać, ale zamiast tego z jej gardła wydostał się kaszel.
- Powinnaś pójść do lekarza.
- Umówiłam się dziś, na 11:00.
- Spójrz na plus, nie idziesz dziś do szkoły.
- Eeeekstra, ale przez to nie wiem, czy nie zepsuje planów Filipa i twoich. - wyciągnęła chusteczkę z kieszeni szlafroka i wydmuchała nos.
- Jakich planów? - spytałam zdziwiona i zaczęłam myśleć, czy o czymś zapomniałam, ale nic nie wpadło mi do głowy.
- Niech sam ci powie - wskazała palcem na drzwi, w których jak się okazało, stał Filip.
- Cześć. - uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka w policzek. - O jakich NASZYCH planach mówi Lena?
- Jesteś chora? - ignorując moje pytanie, zwrócił się do siostry.
- Tak. - westchnęła. - Idę się położyć, bo jeszcze was pozarażam. Do zobaczenia później. Aha! Mam nadzieję, że jak tym razem was nie przypilnuje, to nie będziecie takimi głupcami i nie dacie się przyłapać. - zmroziła nas spojrzeniem, ale na jej ustach tlił się uśmieszek.
- Poradzimy sobie. - zaśmiałam się.
- Zdrowiej. - dodał Filip. - Do Piątku masz być zdrowa.
- O jakich planach mówiła? - powtórzyłam pytanie, gdy Helena wyszła z kuchni.
- Opowiem ci wszystko w drodze do szkoły, okej?
- Niech będzie.
Razem zjedliśmy śniadanie i razem wyszliśmy z domu, ograniczając swoje czułości do minimum. Oboje do pierwszej lekcji mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc usiedliśmy na ławeczce w parku, pobliżu naszych szkół.
- A więc jak mówiłem, chciałem zrobić coś, abyśmy mogli spędzić trochę czasu razem, nie musząc się ukrywać.
- Tak, mówiłeś. I co wymyśliłeś?- wpatrywałam się w niego uśmiechnięta i zaciekawiona.
- Cóż... Może to nie mega romantyczne, ale... w wiosce przy Warszawie mieszkają nasi dziadkowie, od strony mamy. Z nią prawie nie ma kontaktu, ale z nimi stosunki mamy bardzo dobre. Opowiedziałem im wszystko o Tobie. Powiedzieli, że chętnie cię poznają i co najważniejsze dotrzymają tajemnicy. Więc moja propozycja wygląda tak : w piątek pakujemy się i jedziemy do nich, razem z Heleną i Antkiem, bo gdybyśmy pojechali sami, byłoby to trochę podejrzane. Nie ma opcji żeby rodzice się dowiedzieli, bo mój tata nie był tam od wielu lat i nie ma stamtąd żadnych znajomych. Możemy chodzić po ulicach, trzymając się za ręce i nikt nie pomyśli nawet, że jesteś moją "siostrą". Co na to powiesz?
- JESTEŚ GENIALNY - rzuciłam mu się na szyje. - Kocham wieś. Taki idealny odpoczynek od zgiełku miasta i w dodatku z tobą. To jest... - chciałam powiedzieć NIESAMOWITE, ale tak bardzo się cieszyłam, że po prostu przycisnęłam swoje usta do jego ust.
- Proszę, proszę, proszę... - kiedy usłyszałam ten głos i klaskanie w dłonie, zamarłam. Oderwałam się od Filipa i spojrzałam w stronę, z której te dźwięki dochodziły. Choć przed chwilą nikogo tu nie było, teraz nagle jak z ziemi wyrosła Monika...








Witam wszystkich!!
Mam do was dwie sprawy...
PO 1 chciałabym was jeszcze raz bardzo przeprosić za nie dodanie rozdziału tydzień temu. Obiecałam, że wam to wynagrodzę i na pewno to zrobię. Jak tylko znajdę więcej czasu, dodam dwa rozdziały w tygodniu, może być? A może macie jakieś inne pomysły? Piszcie śmiało <3
I PO 2 może zauważyliście, a może nie, ale coś nie zgadza się w nazwie bloga... Wiem, że raczej wiele osób nie zagłębia się w te sprawy, ale ostatnio doszłam do wniosku, że pomyliłam dwa pojęcia. Cóż Filip byłby bratem PRZYRODNIM Laury, gdyby mieli wspólnego rodzica, jednak nie mają, tylko ich rodzice są razem, więc po ich ślubie nie będą PRZYRODNIM rodzeństwem, a PRZYBRANYM... Wiem głupia pomyłka, ale powinnam  z nią coś zrobić. Dlatego zmienię nazwę, ale nie dziś, czy jutro, ale przed dodaniem kolejnego rozdziału, tak żebyście nie mieli problemu ze znalezieniem bloga, bo teraz słowo PRZYRODNI, zastąpi słowo PRZYBRANY.
Ehhhhh głupie niedopatrzenie, no ale już nic nie poradzę.  W każdym razie mam nadzieję, że rozdział się podobał <3 (znowu kończę w napięciu, wiem, wiem :D)
Do następnego


LAURA LAUREN <3

wtorek, 24 stycznia 2017

BARDZO PRZEPRASZAM

Witam Wszystkich!!!!
Bardzo, bardzo przepraszam, że w Niedziele nie pojawił się rozdział... Szczerze ostatni tydzień miałam cały zawalony, mało czasu na to żeby w ogóle odpalić bloggera, a co dopiero napisać rozdział.
Raczej przed niedzielą się już nie pojawi, ale postaram się wam to jakoś wynagrodzić.
Pozdrawiam i przepraszam, że dopiero teraz wyjaśniam.

Laura Lauren <3

niedziela, 15 stycznia 2017

16. Monika

Dziś obudziłam się sama. Bez pomocy budzika, czy krzyków Heleny. Wstałam grubo przed czasem, ale przypominając sobie wydarzenia zeszłego wieczoru dosłownie wyskoczyłam spod kołdry i zaczęłam radośnie skakać po pokoju. Wspaniałe uczucie obudzić się z rozpierająca cię energią, bo wiesz, że już nie musisz się martwić, a bynajmniej na razie. W każdym razie jesteśmy w tym razem. RAZEM! FILIP I JA, JA I FILIP! Żadne zmartwienia rodzicami, nie popsują mi tej radości, spowodowanej byciem z nim! Cieszyłam się jak dziecko! Az przyłożyłam sobie dłoń do czoła, aby sprawdzić, czy nie mam gorączki, jednak wszystko było w porządku. "Kobieta zmienną jest"- to prawda! Wczoraj wielce zmartwiona, dziś szczęśliwa. I choć wiem, że to nie koniec, a zaledwie początek naszych problemów, to chce mi się wyć ze szczęścia, bo teraz nie musimy niczego udawać, chociaż przed sobą nawzajem. Kiedy tylko znajdziemy się sami mogę bezkarnie go pocałować i wtulić się w niego tak mocno, jak tylko zapragnę.
Wręcz w tanecznym kroku podbiegłam do szafki i zaczęłam szukać w niej czegoś odpowiedniego. Chciałam dziś wyglądać ślicznie, choć wiem że to głupie. Przecież Filip ze mną mieszka, widujemy się codziennie, on podoba mi się już od dłuższego czasu, ale to właśnie dziś chcę wyglądać lepiej niż zwykle. Logika dziewczyn... Tego nikt nie zrozumie, czasem nawet same dziewczyny. 
Wybrałam jasno jeansowe  rurki i swoją nową, pódrowo - różową bluzkę, którą kupiłam w Hiszpanii. Dorzuciłam do tego srebrną bransoletkę. 
Po założeniu na siebie tego wszystkiego, pomknęłam do łazienki i tam wykonałam wszystkie poranne czynności. Nie przesadzałam z makijażem, bo wiedziałam, że Filipowi się taki nie podoba, natomiast podrasowałam fryzurę, prostując sobie włosy, czego raczej często nie robię. 
Spoglądając w lustro na efekt końcowy, mogłam nieskromnie powiedzieć, że bardzo mi się spodobał. Uśmiechnęłam się szeroko do własnego odbicia i wyszłam z łazienki, pewnym krokiem kierując się na dół. 
W kuchni zastałam całą trójkę rodzeństwa, dlatego od razu pomyślałam, że Monika mogłaby się zmyć. Momentalnie jednak, zrobiło mi się głupio. Filip to jej brat, a Lena to jej siostra, a zdecydowanie spędza z nimi mniej czasu niż ja. Zastanawia mnie czasami, czy czuje się odtrącona. Przyjaciółka i CHŁOPAK mówią mi oczywiście, że ona tak zawsze, że ma swój świat, i tak dalej, ale mimo to, często miewam wyrzuty i myślę, iż to moja wina. Obwiniam się, że weszłam z buciorami do tej trójki. 
- Cześć wszystkim. - odrzuciłam wszystkie złe myśli, kiedy Filip oderwał się od swoich kanapek i spojrzał na mnie. Widziałam jak zaświeciły mu się oczy, kiedy mnie zobaczył, i zapragnęłam, aby zawsze tak świeciły.
- Cześć. -powiedział, starając się zabrzmieć normalnie, lecz wyczułam, że ostro się hamuje. 
- No hej, hej. - Lena popatrzyła na mnie znacząco, co dało mi do zrozumienia, że brat zdał jej szczegółowe relacje. 
- Cześć. - Monika uśmiechnęła się ironicznie i wróciła do spożywania swoich płatków z mlekiem. 
Cóż, mój żołądek także dał mi doszczętnie znać, że jest głodny, więc i ja zabrałam się za  przygotowanie sobie czegoś, do zjedzenia. 

Siedzieliśmy przy stole i się nie odzywaliśmy. Zajęłam miejsce obok Filipa, mając nadzieje, że to nie zburzy naszego planu. Tak, czy siak, nie mogłam się powstrzymać. Doskonale wiedziałam, że Filip, Lena i ja czekamy na to samo... Aż Monika wyjdzie... Po raz kolejny zrobiło mi się głupio, i to do tego stopnia, że aż obdarzyłam dziewczynę współczującym spojrzeniem. Na szczęście nic nie zauważyła, bo pochłonięta była przeglądaniem czegoś na telefonie i jedzeniem. 
W końcu jednak skończyła, wstała od stołu, odniosła miskę do zlewu i wyszła. 
Lena dała nam znak, abyśmy byli cicho, przykładając sobie palec do warg. Podeszła do drzwi, rozejrzała się, czy aby na pewno "teren jest czysty", po czym zamknęła je z trzaskiem i piszcząc podbiegła do nas. 
- GRATULACJE KOCHANI! - Przytuliła najpierw brata, później mnie. - Szczerze ci powiem, że to było strasznie trudne nie wygadać ci się, ale było warto! - klasnęła w dłonie. - Wiedziałam, że on ci się podoba. Ale czemu nic nie powiedziałaś? - skrzyżowała ręce na piersi, udając obrażoną, ale za nim coś odpowiedziałam, wykrzyknęła znowu: - tak strasznie się cieszę! Wiem, że to trochę kontrowersyjny związek, ale rodzice na pewno zrozumieją. A no tak ukrywacie się, nie martwcie się ja nic nie powiem, buzia na kłódkę. - zrobiła tradycyjny znak "zamykania" ust, przekręcenia kluczyka i wyrzucenia go za siebie. 
- Dasz mi coś powiedzieć? - Filip był nie mniej rozbawiony, jak ja. 
- Yhm. - odparła przez, nadal, zaciśnięte usta.
- Prześlicznie dziś wyglądasz. - złapał moją dłoń i nachylił się lekko, aby mnie pocałować.
- Blee nie przy ludziach. -jego siostra zaśmiała się, a on zgromił ją wzrokiem. 
- Tak? A mam ci przypomnieć, jak tata kazał mi iść zobaczyć co wy tam na  górze robicie i... 
- Nie ważne! - powstrzymała go swoim donośnym głosem i lekko się zarumieniła, natomiast ja obdarzyłam ją znaczącym spojrzeniem. 
- To było dawno i nie prawda. - prychnęła. - Zostawiam was chwilę samych, postoje na czatach. - zaśmiała się i faktycznie otworzyła drzwi i w nich stanęła. 
- To jest twoim zdaniem zostawienie nas samych? - Filip wskazał palcem na siostrę, która patrzyła się prosto na nas, a ona roześmiana odwróciła się w przeciwną stronę, zrobiła krok na przód i zamknęła drzwi. 
- Dziękuje. - odpowiedziałam na wcześniejszy komplement. 
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie teraz, bo to nie jest pewne. W każdym razie wymyśliłem coś, żebyśmy mogli spędzić ze sobą trochę czasu, nie musząc zaszywać się po kątach, chcesz? 
- Jeszcze pytasz? 
- Świetnie. - wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu. 
- OOOOOO DZIEŃ DOBRY TATO!! - usłyszeliśmy, jak Lena BARDZO GŁOŚNO wita Karola. Wiem, że chciała dać nam tym znak, abyśmy przestali robić cokolwiek niewskazanego dla przyjaciół i byłam jej za to wdzięczna, ale strasznie rozbawiła mnie myśl, o tym jaką Karol musi mieć teraz minę. 
Oczywiście puściliśmy swoje ręce, a kiedy mężczyzna wszedł do pomieszczenia, udawaliśmy, że jemy śniadanie.
- Czy twoja siostra wymknęła się w nocy do jakiegoś klubu i zażyła środki odurzające? - zwrócił się do syna, wciąż wpatrując się w stojącą w drzwiach, głupkowato uśmiechającą się Lenę.
- Ona? - Filip wskazał palcem, na dziewczynę. - Nie ma takiej opcji. Nad Moniką bym się zastanowił.
- Bądź milszy. - odchrząknął.
- Nie moja wina, że mnie denerwuje. Zachowuje się jak zbuntowana księżniczka, mógłbyś doprowadzić ją do pionu. - powiedział z  pretensją.
- To nie takie proste. - jego ojciec odetchnął głęboko. - Ma ciężki charakter. Staram się, wiesz o tym.
-Wiem tato, ale denerwuje mnie jej podejście do Laury. - odparł widocznie zdenerwowany. - I do Niny, oczywiście. - dodał, starając się naprostować sytuację.
- Ważne, że my je lubimy. - puścił do mnie oczko, więc się uśmiechnęłam. - Monika też się w końcu przyzwyczai.
- Oby. - odburknął.
- Na nas już pora. - Helena wparowała do kuchni, aby przerwać napiętą atmosferę i podała mi torbę. - Zaraz się spóźnimy.
- Do później - obdarowałam chłopaka i jego tatę całusem w policzek, po czym razem z dziewczyną wyszłyśmy.
Kiedy narzuciłam na siebie płaszcz i założyłam buty, na korytarzu pojawił się Filip. Zamknął za sobą drzwi i musnął moje usta.
- Miłego dnia.
- EJ,EJ EJ  Chcecie zostać zdemaskowani pierwszego dnia? - Helena odsunęła go ode mnie.
- Nie... - poczułam, że lekko się rumienie.
- A no właśnie. Od teraz będę waszym tajniakiem. - odparła zadowolona.
- Że kim będziesz?
- No tajniakiem. Wiecie, tą osobą, którą będzie pilnować, abyście się nie ujawniali. Bo zakochani tracą kontrole.
- Ty wiesz o tym najlepiej. - chłopak zesznurował usta, aby powstrzymać się od wybuchu śmiechu, ale i tak dostał za swój "żart" z pięści w ramię.
- Sami potrafimy się pilnować Lena. - zaśmiałam się, widząc z jakim zapałem do tego podeszła.
- Własnie widać. - zmierzyła brata wzrokiem.
- Okej, będę grzeczny. - uniósł ręce.
- Tylko raz. - zaśmiał się i łapiąc mnie w talii, przycisnął do siebie.
- NIE! - Helena z prędkością światła, przyłożyła swoją dłoń do moich ust, i to jej palce Filip pocałował zamiast mnie.
- Dzięki. - bąknęłam.
- Mówię poważnie, pilnujcie się. - spojrzała na jego dłonie, które wciąż oplatały mnie w pasie. Z wielkim westchnieniem, zabrał je.
- Ona ma trochę racji. - szepnęłam, wskazując palcem na schody, na których pojawiła się mama.
- Hej Nina. - Lena uśmiechnęła się słodko, po czym zwycięsko spojrzała na brata. - Nie ma za co. - szepnęła i pociągnęła mnie za rękę, do wyjścia.
Na dworze było chłodno. Ja tylko znalazłam się na podwórku poczułam silny powiew zimnego wiatru.
- Uwielbiam jesień. - powiedziała ironicznie  Lena przycisnęła swoją chustę do szyi.
- Bynajmniej jest kolorowo. - uśmiechnęłam się szeroko, pragnąc czerpać radość z każdej drobnostki.
- Widzę, że humor ci dopisuje. - spojrzała na mnie, mrużąc oczy, przed kolejnym atakiem wiatru.
- Jakżeby inaczej?
- No ta, ale serio musicie się pilnować, jeśli to ma być sekret.
- Filip mówił coś o tobie i Antku? - popatrzyłam znacząco na przyjaciółkę, ale ta nic nie odpowiedziała. - 1:0, ale tak serio to muszę o coś spytać, nawet jak odpowiedź zrujnuje mi dzień.
- Tak Filip jest naprawdę zakochany. Od pierwszego wejrzenia, to urocze.
- Nie o to chodziło, ale dzięki. - zaśmiałam się.
- A o co?
- O Monikę... Nie mogę pozbyć się wrażenia, że weszłam między waszą dwójkę, a nią.
- Nie Laura... Monika ma swój świat i zawsze go miała... Bynajmniej odkąd mama nas opuściła. Starałam się do niej dotrzeć, ale zawsze mnie odtrącała. - westchnęła i spojrzała na czubki swoich butów. - Nie musisz się martwić. Antek i Filip to przyjaciele i to najlepsi. Odkąd zaczęłam spotykać się z Antkiem, automatycznie stałam się dla Filipa nie tylko siostrą, ale też dziewczyną przyjaciela, co oznacza, że mamy teraz wspólnych znajomych. Monika ma swoją paczkę, więc raczej nigdzie z nami nie wychodziła, ewentualnie robiliśmy sobie rodzinne wypady, czasami...
-Jednak teraz tego nie robicie...
- Nie będę cię okłamywać Monika po tym jak mama zostawiła nas dla innego zaczęła się buntować, ale odkąd tata oznajmił nam o Ninie... Wtedy zaczęła jeszcze bardziej okazywać swoją niechęć. Ale Filip i ja wiemy, że to nie twoja wina, a jej. Dlatego tak zdenerwowanie podszedł dziś do tematu.
-Właśnie... Był na maksa wkurzony, czy ona zanim się pojawiłam, mówiła coś o mnie...
- Tak... - znowu westchnęła. - Mówiła coś w stylu, że "księżniczka zajmuje łazienkę", albo, że "przywłaszczyłaś sobie nas"...Ale nie przejmuj się, to głupie gadanie, jest zazdrosna.
- No właśnie. "przywłaszczyłam" - opuściłam głowę w dół, czując się zawstydzona.
- Nie Laura! - Lena mnie bardzo mocno przytuliła. - Zawsze pytaliśmy, czy chce iść z nami i namawialiśmy, żeby zmieniła podejście, ale ona nie chce. Nie dogadywałyśmy się długo przed twoim przyjazdem, i to niczyja wina, że ona tak się zachowuje. Nie jest dzieckiem i powinna zrozumieć kilka spraw. A już na pewno nie powinna być zazdrosna o ciebie. Zresztą to jej zachowanie powoduje to, że nie mam ochoty z nią przebywać. Pewnie gdyby nie ty, to całymi dniami wychodziłbym z Antkiem i Kornelią, bo serio ta dziewczyna choć jest moją bliźniaczką, działa mi na nerwy.
- Skoro tak uważasz..., dziękuje. Za szczerość.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się.
- Jasne.
Nie powiedziałam tego Lenie, ale ta rozmowa tylko potwierdziła mnie w przekonaniu, że nie mogę tej sprawy ta zostawić.


Wychodząc z czwartej lekcji usiadłyśmy razem z Leną i Kornelią w bibliotece. Na moje ogromne szczęście, siedział tam też Jacek, choć na pewno nie przez zamiłowanie do książek.
- Wow Laura! - oczywiście od razu podbiegł do mnie, jak tylko jego oczy się na mnie zatrzymały. - Mówił ci ktoś dzisiaj, że cudownie wyglądasz? - Złapał moją dłoń i uniósł ją na wysokość swoich ust, ale zdążyłam wyrwać ją, zanim się z nimi zetknęła.
- A wiesz, że mówił? - uśmiechnęłam się drwiąco.
- Nic dziwnego, co to za okazja?
Tak bardzo miałam mu ochotę powiedzieć, że to dla mojego chłopaka!. ale oczywiście nie mogłam...  Nie mogłam, bo nikt nie mógł się dowiedzieć, że kogoś mam. Zaczęły by się pytania "kto to taki?", a przecież tego nie mogłam ujawniać.
- To już nie można dobrze wyglądać? - uniknęłam odpowiedzi, odpowiadając pytaniem na pytanie.
- Przecież ty zawsze wyglądasz świetnie. - posłał mi zawadiacki uśmieszek.
- Ona to wie - nagle do rozmowy dołączyła Kornelia. - i serio, nie musi jej tego udowadniać taki prostak, jak ty. - parsknęłam śmiechem, na te słowa.
Przyjaciółka Leny jest bardzo miła, zabawna, fajna i towarzyska, ale potrafi pokazać pazurki. Niby pierwszoklasistka, a BARDZO pewna siebie. Nie raz odpyskowała szkolnej divie z klasy maturalnej, co mnie bardzo szokowało, a jednocześnie imponowało.
- Kornelia, jak zawsze urocza. - wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu.
- Jacek, jak zwykle nachalny.
- Komplementowałem koleżankę.
- Oh, nie obraź się skarbie, ale słowa z twoich ust, są puste i nic nie warte.
- Ałć - zmarszczył nos - nie tak ostro SKARBIE - specjalnie podkreślił ostatnie słowo.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać, więc lepiej nie wchodź w drogę ani mnie, ani moim znajomym, okej? - odparła stanowczo i obdarowała go spojrzeniem, przez które ciarki przeszły nawet mnie.
- Dobra, dobra. - uniósł ręce, na znak że się poddaje. - Oddaje cię nerwowej koleżance - z powrotem wrócił do rozmowy ze mną. - Widzimy się potem.
- Nie. - powiedziałam, ale on tylko pościł mi perskie oko.
- Co za palant. - westchnęłam.
- Taki już jest.
- Dzięki wielkie, byłaś niezła.
- Wiem. - wzruszyła ramionami, i obie się zaśmiałyśmy.
- Gdzie Helena?
- Szuka jakiejś książki, pomożemy jej?
- Jasne.













Witam wszystkich !!!
Mówiłam poprzednio, że ten rozdział będzie dłuższy, nić poprzedni i mam nadzieje, że mi się to udało, ale jeśli nie to bardzo przepraszam.
Mam nadzieje, że wam się podoba :) <3 Co myślicie o Jacku? Podda się w końcu? Mi dziś do głowy wpadł pewien pomysł na niego...
Trzymajcie się cieplutko <3

LAURA LAUREN <3